Chłodny i duszny weekend w Bielsku-Białej dobitnie przypomniał nam o problemie, który od lat dusi miasto. Od początku roku kotły pozaklasowe są już całkowicie nielegalne, a strażnicy miejscy zapowiadają, że czas pouczeń właśnie się skończył.

Fatalna jakość powietrza, z którą mierzyliśmy się w minioną sobotę i niedzielę, stanowiła smutne tło dla wejścia w życie nowych, rygorystycznych przepisów. Od początku tego roku na terenie całego województwa śląskiego obowiązuje całkowity zakaz użytkowania przestarzałych, pozaklasowych źródeł ciepła.

Każdy mieszkaniec Bielska-Białej, który wciąż ogrzewa dom popularnym „kopciuchem”, musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami finansowymi. W ubiegłym roku strażnicy miejscy przeprowadzili ponad 730 interwencji proekologiczne. Ponad połowa z nich dotyczyła przestrzenia przepisów uchwały antysmogowej. W jej trakcie ujawniono 122 wykroczenia, a 84 przypadkach skończyło się jedynie na pouczeniu, w 35 nałożono mandaty karne, a trzy sprawy trafiły do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w przypadku nielegalnego spalania odpadów na powierzchni ziemi – na 64 przeprowadzone kontrole aż 51 zakończyło się stwierdzeniem naruszeń, co oznacza, że niemal każda wizyta strażników potwierdzała łamanie prawa. W tych przypadkach nałożono 24 mandaty, a 27 osób pouczono.

Początek roku ma przynieść zmianę kursu i surowe egzekwowanie przepisów. Osoby korzystające z pozaklasowych źródeł ciepła muszą przygotować się na grzywny, a w przypadkach rażącego lub uporczywego naruszania prawa, kierowane będą wnioski o ukaranie bezpośrednio do organów sprawiedliwości.

Zgodnie z prawem, korzystanie z nielegalnego kotła to wykroczenie. Mandat karny na miejscu może wynieść do 500 zł, jednak jeśli sprawa trafi na wokandę, grzywna może wzrosnąć nawet do 5 000 zł.

Strażnicy zapowiadają, że monitoring niskiej emisji będzie kontynuowany z pełną surowością, a każda chmura czarnego dymu może stać się powodem do natychmiastowej kontroli przydomowej kotłowni.

bak