Mieszkańcy Bielska-Białej przywykli już do różnych drogowych anomalii, jednak to, co wydarzyło się w sobotę, jest trudne do wytłumaczenia. Na jednym i tym samym łuku drogi, w krótkich odstępach czasu, doszło do trzech niemal identycznych zdarzeń.

Festiwal drogowych niefortun rozpoczął się tuż po godzinie 6.00 rano na ul. Dworskiej w Wapienicy. 42-letni obywatel Ukrainy kierujący Audi najwyraźniej zbyt optymistycznie ocenił przyczepność na łuku drogi. Zamiast płynnie pokonać zakręt, postanowił „zaparkować” na ogrodzeniu posesji i pobliskim drzewie.

Szybko wyjaśniło się, że poranna aura nie była jedynym wyzwaniem dla obcokrajowca – badanie jego stanu trzeźwości wykazało, że kierowca znajdował się w stanie po użyciu alkoholu (mniej niż pół promila).

Niespełna dwie godziny później, gdy służby wciąż pracowały na miejscu, do akcji wkroczył 18-letni obywatel Ukrainy. Mimo że posiadał zakaz prowadzenia pojazdów, postanowił sprawdzić swoje umiejętności za kierownicą. Efekt? Najechanie na uszkodzone Audi swojego rodaka, które czekało na odholowanie. Można by rzec, że auto zadziałało jak magnes, a brak uprawnień młodego kierowcy tylko dopełnił czary goryczy.

Kiedy wydawało się, że limit zdarzeń na ten poranek został wyczerpany, na horyzoncie pojawiło się Mitsubishi. 49-latek również narodowości ukraińskiej, choć w przeciwieństwie do poprzedników był trzeźwy i posiadał pełen komplet dokumentów, również uległ „klątwie” zakrętu na Dworskiej w Wapienicy.

Nieostrożna jazda zakończyła się trzecią kolizją w tym samym miejscu, a dla kierowcy – mandatem. Choć cała sytuacja brzmi jak nieprawdopodobny zbieg okoliczności, policjanci z Bielska-Białej nie widzą w tym powodów do śmiechu. Sobotni poranek to brutalna lekcja pokory wobec przepisów ruchu drogowego. 

bb