Od lat mieszkańcy Wapienicy, drugiego największego osiedla w Bielsku-Białej dopominają się o cywilizowane warunki sanitarne. Ratusz twierdzi, że przenośna kabina „dobrze spełnia swoją rolę”, jednak lokalni społecznicy mówią o wstydliwym problemie i urzędniczym „niedasizmie”. – Zapraszam urzędników na kawę i wspólne poszukiwanie toalety w zimie – mówi ironicznie Dawid Grzesiowski, przewodniczący Rady Osiedla Wapienica, punktując brak zrozumienia dla potrzeb mieszkańców.

Choć problem wydaje się prozaiczny, dla tysięcy osób korzystających z przystanku w centrum Wapienicy to codzienny, wstydliwy dyskomfort. Po naszej ostatniej publikacji (Pozostaje sikać w krzakach. Nie będzie toalety w Komorowicach, a w Białej jest nowa koncepcja) w której zacytowaliśmy optymistyczną ocenę pracowników Ratusza dotyczącą „dobrze działającego” TOI TOI-a, z redakcją skontaktował się przewodniczący Rady Osiedla Wapienica, który nie zgadza się z urzędniczym optymizmem.

Walczą o toaletę szósty rok

Wapienica Centrum to kluczowy punkt komunikacyjny, w którym krzyżują się linie MZK oraz autobusy Komunikacji Beskidzkiej łączące Bielsko-Białą z powiatem bielskim i cieszyńskim - uzasadnia przewodniczący Rady Osiedla. - Codziennie przewijają się tu setki uczniów, pracowników i przede wszystkim Seniorów, dla których dostęp do toalety nie jest luksusem, a podstawową potrzebą - dodaje.

Rada Osiedla Wapienica o budowę stacjonarnego obiektu wnioskowała już w październiku 2020 roku. Wskazano nawet konkretną działkę z dostępem do kolektora ściekowego, by obniżyć koszty. Odpowiedź? - Brak merytorycznych konkretów i trwanie przy koncepcji przenośnej kabiny - dodaje Dawid Grzesiowski. Twierdzenie, że toaleta typu TOI TOI „dobrze spełnia swoją rolę”, jest co najmniej niefortunne - uważa przewodniczący Rady Osiedla Wapienicy i punktuje słabości rozwiązania forsowanego przez miasto.

Przede wszystkim przenośna toaleta działa sezonowo. Zimą, gdy temperatury spadają, podróżni zostają z niczym. Kolejny problem, to lokalizacja. Kabina stoi nad rzeką, ok. 200 metrów od przystanków. Dla rodzica z dzieckiem lub osoby starszej to dystans, który często wyklucza skorzystanie. Desperacja pasażerów nierzadko sprawia, że szukają ratunku w pobliskim Domu Kultury, który nie jest publicznym szaletem.

Przewodniczący zaprasza na kawę

– W roku, w którym świętujemy tytuł Polskiej Stolicy Kultury, odsyłanie mieszkańców „w krzaki” lub do kabin przenośnych po prostu nie przystoi miastu o takich aspiracjach – dodaje Dawid Grzesiowski, który ma pewien pomysł. Przewodniczący za naszym pośrednictwem wystosował otwarte zaproszenie.

– Chciałbym zaprosić urzędnika odpowiedzialnego za tę optymistyczną ocenę na wizję lokalną. Chętnie zaprezentuję tę „niesamowitą przyjemność” korzystania z przenośnej kabiny, a w okresie zimowym zapraszam na kawę do siedziby Rady Osiedla – mówi przewodniczący Grzesiowski. - Jeśli podczas spotkania pojawi się nagła potrzeba, wspólnie zmierzymy się z wyzwaniem znalezienia miejsca, które nie jest krzakiem ani zamkniętym na kłódkę TOI TOI-em – rysuje obraz syytuacji, w jakiej znajdują się mieszkańcy.

Wapienica nie jest jedynym punktem na mapie Bielska-Białej, gdzie walka o toalety przypomina prawdziwą batalię. Podczas gdy w Komorowicach budowa szaletu została definitywnie odrzucona przez władze, w okolicach Placu Wojska Polskiego od ponad trzech lat trwają ustalenia i kreślone są wizje utworzenia nowej toalety z prawdziwego zdarzenia, po tym jak wyburzono szaletu znajdujący się pod placem.

Czy w 2026 roku, gdy Bielszczanie i Wapieniczanie z nadzieją patrzą na rozwój miasta jako stolicy kultury, doczekają się tak podstawowej inwestycji jak murowana, czysta toaleta? Na razie TOI TOI musi wystarczyć. Problem w tym, że dla mieszkańców i pasażerów ta odpowiedź jest po prostu nie do przyjęcia.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]