Nikt, dosłownie nikt z młodych ludzi nie ustępuje miejsca. Zajęci sobą, nie widzą, albo nie chcą widzieć, co się dzieje dookoła – pisze w gorzkim liście do naszej redakcji mieszkanka Jasienicy. Codzienna podróż autobusami MZK i Komunikacji Beskidzkiej stała się dla niej, i wielu innych pasażerów, prawdziwą walką o odrobinę wytchnienia. Czy w naszych autobusach kultura osobista odjechała na boczny tor?

Do naszej redakcji wpłynął szczery, pełen bólu list od mieszkanki powiatu bielskiego, która codziennie komunikacją publiczną pokonuje trasę między Bielskiem-Białą a Jasienicą. Kobieta ma 50 lat, jest po poważnym wypadku. Każdy dzień zaczyna o 4 rano, a po ośmiu godzinach pracy marzy tylko o tym, by móc na chwilę usiąść. Rzeczywistość w autobusach w popołudniowym szczycie bywa jednak bezlitosna.

„Ściana” z plecaków i brak reakcji

Największym problemem, na który zwraca uwagę nasza Czytelniczka, nie jest sam tłok, ale postawa najmłodszych pasażerów. Autobusy wypełnione uczniami wracającymi ze szkół w Bielsku-Białej stają się miejscami, w których zasady savoir-vivre’u zdają się nie obowiązywać. Z połączeń próbują też korzystać osoby starsze, schorowane, wracający z pracy z odzywającymi się kontuzjami, czy z zakupami. 

- Nikt, dosłownie nikt z osób młodych wiekiem nie ustępuje miejsca ludziom, którym wypadałoby zrobić tą przyjemność i odstąpić miejsce. Starsza pani po 70. roku życia z zakupami stoi, wspiera się o rurkę, podczas gdy młodzież bawi się w najlepsze - telefony, słuchawki i często również słyszalne wulgarne rozmowy. Zajęci sobą, nie widzą, albo nie chcą widzieć, co się dzieje dookoła - relacjonuje gorzko Czytelniczka.

Dodatkową barierą są... plecaki. Zamiast trzymać je na kolanach lub między stopami, młodzież często blokują nimi przejścia, co dla osób starszych lub schorowanych stanowi przeszkodę nie do pokonania.

Apel o empatię i dobre wychowanie

Czytelniczka w swoim liście nie szuka konfliktu, ale zrozumienia i większej empatii. Przypomina w nim o prostej prawdzie, o której młodzi ludzie w ferworze rozmów oraz przeglądania mediów społecznościowych często zapominają - każdy z nas kiedyś będzie starszy a nierzadko także schorowany.

- Może rodzice i nauczyciele to przeczytają i porozmawiają z młodymi ludźmi, którzy też kiedyś będą wracać z pracy, będą starzy, schorowani i w autobusie będą szukać miejsca siedzącego – pisze autorka listu.

Czy to tylko problem młodzieży? Choć list skupia się na postawie uczniów, problem jest szerszy. To pytanie o naszą ogólną wrażliwość na drugiego człowieka. Kierowcy, choć próbują interweniować, nie zawsze są w stanie wymusić na pasażerach kultury osobistej. Ta powinna wynosić się z rodzinnego domu.

W szkołach nasze dzieci uczą się dat bitew, wzorów chemicznych i skomplikowanych reguł gramatyki. Ale list mieszkanki pokazuje, że w tym przeładowanym programie brakuje najważniejszego przedmiotu - empatii. Dlatego jako redakcja przyłączamy się do apelu naszej Czytelniczki. Rodzicu, zanim twoje dziecko wyjdzie po świętach do szkoły, zapytaj je, czy wie, po co w autobusie są miejsca siedzące. Nauczycielu, poświęć 5 minut lekcji wychowawczej na rozmowę o tym, co czuje osoba, która stoi nad siedzącym nastolatkiem.

xxx

A jakie są Państwa doświadczenia? Czy również spotykacie się z takimi sytuacjami w Komunikacji Beskidzkiej lub MZK? A może widzicie też pozytywne przykłady młodych ludzi, którzy bez wahania ustępują miejsca?

Bartłomiej Kawalec
[email protected]