Jemioła od wieków towarzyszy Bożemu Narodzeniu jako znak nadziei i ciągłości życia. Paradoksalnie ta sama roślina, obserwowana dziś masowo w lasach, opowiada zupełnie inną historię – o osłabieniu przyrody w czasach gwałtownych zmian.

Jemioła w polskiej tradycji świątecznej

W okresie Bożego Narodzenia jemioła od wieków zajmuje szczególne miejsce w polskiej i europejskiej tradycji. Wieszana nad drzwiami lub pod sufitem, miała przynosić domownikom szczęście, zdrowie i pomyślność w nadchodzącym roku. Zwyczaj ten sięga czasów przedchrześcijańskich, kiedy jemiołę postrzegano jako roślinę magiczną – zieloną nawet zimą, rosnącą „pomiędzy niebem a ziemią”. W tradycji ludowej przypisywano jej moc ochrony przed złem, chorobami i nieszczęściem.

Do dziś jemioła funkcjonuje przede wszystkim jako symbol świąteczny – element dekoracyjny, który rzadko skłania do refleksji nad jej rzeczywistą rolą w ekosystemach leśnych. Tymczasem to właśnie ta roślina, tak oswojona kulturowo, coraz częściej staje się znakiem ostrzegawczym.

Jemioła – czym jest naprawdę

Z biologicznego punktu widzenia jemioła pospolita (Viscum album) jest półpasożytem. Oznacza to, że sama przeprowadza fotosyntezę, lecz wodę i sole mineralne pobiera bezpośrednio z tkanek drzewa żywiciela. W naturalnych warunkach jemioła jest jednym z wielu elementów złożonego systemu leśnego i nie stanowi zagrożenia dla jego stabilności. Problem pojawia się wtedy, gdy jemioła występuje masowo. W takich sytuacjach osłabia drzewa, zwiększa ich podatność na suszę, mróz, choroby i w efekcie może prowadzić do ich zamierania. Masowe pojawy jemioły nie są zjawiskiem neutralnym ani przypadkowym – są sygnałem, że z lasem dzieje się coś niepokojącego.

Jemioła jako objaw, nie przyczyna

W ostatnich latach obserwujemy w Polsce gwałtowny wzrost występowania jemioły w lasach, szczególnie na jodle, sośnie, lipie, topoli i brzozie. Często tłumaczy się to wyłącznie zmianami klimatu: cieplejszymi zimami i coraz częstszymi okresami suszy. To wyjaśnienie jest jednak niewystarczające. Zmiany klimatu działają jak test odporności. Ujawniają słabości ekosystemów polskich lasów. Kluczowe pytanie brzmi: dlaczego tak wiele polskich lasów nie jest w stanie poradzić sobie z nowymi warunkami?

Rola gospodarki leśnej

Wieloletni model gospodarki leśnej realizowany przez Lasy Państwowe w istotnym stopniu ograniczył zdolności adaptacyjne ekosystemów leśnych do zmian klimatu. Przez dziesięciolecia prowadzi się działania skutkujące:

• powstawaniem jednowiekowych i jednogatunkowych drzewostanów,
• intensywnym odwadnianiem siedlisk za pomocą systemów rowów melioracyjnych,
• silną fragmentacją lasów oraz nadmiernym zagęszczeniem sieci dróg leśnych.

Wiele środowisk ten model chce zmienić, do nich należy prof. Kazimierz Rykowski, twórca Narodowego Programu Leśnego (prace nad nim właśnie wznowiło Ministerstwo Klimatu i Środowiska). Profesor wskazuje, że "przez dwa wieki gospodarka i nauki leśne unifikowały, upraszczały, ujednolicały lasy żeby intensyfikować produkcję, ułatwiać prace i zmniejszać koszty […] Narzędziem i obiektem tego działania nie był las, jako ekosystem, ale drzewostany. Z pomiarów drzewostanów, liczonych w m3, powstały podstawowe narzędzia planowania leśnego, główne parametry zarządzania, które są także miarą operacji leśnych. Tak stworzono homogeniczne leśnictwo drzewostanowe, które jest praktykowane według tych samych instrukcji i zasad na obszarze ponad ¼ kraju”. W takiej postaci leśnictwo w Polsce praktykowane jest do dziś przez Lasy Państwowe – od stu lat na całym obszarze lasów publicznych pozostaje zredukowane do tradycyjnej gospodarki drzewostanowej (surowcowej), z pominięciem wymiaru ekosystemowego i społecznego.

Działania te doprowadziły do uproszczenia struktury lasów, obniżenia retencji wody, osłabienia różnorodności biologicznej oraz zaburzenia naturalnych mechanizmów samoregulacyjnych. W efekcie wiele lasów utraciło zdolność reagowania na stres środowiskowy.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że można z pełną pewnością stwierdzić, iż w lasach o cechach zbliżonych do naturalnych ekspansja jemioły nie miałaby miejsca. Bardziej zasadne jest stwierdzenie, że drzewa rosnące w środowisku o lepszej retencji wody, większej różnorodności gatunkowej i nienaruszonych procesach glebowych miałyby potencjalnie wyższą odporność fizjologiczną na stresy, w tym także na presję półpasożytów.

Dysfunkcja samoregulacyjna lasów

Zdrowy las potrafi amortyzować zmiany – susze, wahania temperatury czy presję organizmów pasożytniczych. Gdy jednak zostaje doprowadzony do dysfunkcji samoregulacyjnej, staje się podatny zarówno na czynniki abiotyczne (susza, upały, mrozy), jak i biotyczne (szkodniki, patogeny, pasożyty).

Masowe pojawy jemioły są jednym z najbardziej widocznych skutków tej dysfunkcji. Jemioła nie jest tu przyczyną kryzysu, lecz jego symptomem – biologicznym wskaźnikiem osłabienia lasu. Nie wiemy jednak, czy sama poprawa kondycji drzewostanów byłaby czynnikiem wystarczającym do zahamowania ekspansji jemioły w warunkach postępujących zmian klimatu – możemy jedynie stwierdzić, że obecny model gospodarowania znacząco ogranicza taką zdolność adaptacyjną. Należy przy tym uczciwie zaznaczyć, że nie dysponujemy dziś w Polsce rozległymi obszarami leśnymi, które pozwalałyby jednoznacznie porównać reakcję lasów o cechach naturalnych z lasami intensywnie użytkowanymi gospodarczo. Brakuje „lasów wzorcowych” – dużych, nieodwadnianych, niesfragmentowanych, funkcjonujących bez ingerencji człowieka przez dziesięciolecia – w których można byłoby obserwować długoterminową odpowiedź ekosystemu na ekspansję jemioły w warunkach zmieniającego się klimatu.

Świąteczna jemioła jako symbol ostrzegawczy

Wieszając jemiołę na święta, rzadko myślimy o tym, że jej nadmiar w lasach oznacza poważny problem systemowy. Tymczasem symbol szczęścia i pomyślności staje się paradoksalnie znakiem ostrzegawczym: informacją o tym, że lasy, które miały być trwałe i odporne, nie zostały przygotowane na nadchodzące zmiany klimatu.

Wnioski

Jeśli jemioła ma pozostać jedynie świąteczną ozdobą, a nie coraz powszechniejszym elementem krajobrazu leśnego, konieczna jest zmiana myślenia o gospodarce leśnej. Oznacza to odejście od uproszczonych modeli produkcyjnych na rzecz odbudowy różnorodności, wykorzystania naturalnych mechanizmów mających wpływ na zwiększenie retencji wody i samoregulacji ekosystemu.

Jemioła nie jest problemem samym w sobie. Jest mierzalnym objawem lasu, który utracił zdolność samoregulacji w warunkach zmian klimatu. Działania interwencyjne nie rozwiązują problemu przyczynowego. Usuwanie jemioły bez odbudowy zdolności samoregulacyjnych lasu i jego odporności na stres klimatyczny prowadzi jedynie do powtarzalności zjawiska. Brak jednoznacznych danych porównawczych nie powinien jednak być argumentem za utrzymywaniem modeli gospodarki leśnej, które w oczywisty sposób obniżają odporność ekosystemów. W sytuacji niepewności to właśnie zwiększanie różnorodności, retencji wody i autonomii procesów przyrodniczych stanowi najbardziej racjonalną strategię adaptacyjną.

Być może właśnie w okresie Bożego Narodzenia – świąt refleksji i odnowy – warto spojrzeć na jemiołę nie tylko jak na tradycyjny symbol, ale także jak na widoczny komunikat wysyłany z lasu, że potrzebna jest zmiana gospodarki leśnej, by odbudować bioróżnorodność i mechanizmy samoregulacyjne.

Jacek Zachara