Kryzys uderza w bielską gastronomię. W centrum miasta zamyka się prawdziwy lokal z pasją
„Jarmużno” - jeden z najdłużej działających w Bielsku-Białej wegańskich lokali, dzień przed wigilią świąt Bożego Narodzenia kończy działalność. Przegrał nie tylko z następstwem pandemii i rosnącymi kosztami. Założycielka mówi wprost o powodach zamknięcia. – Zanikła klasa średnia, która była naszą naturalną klientelą – uważa Marta Meus. Choć bistro zamyka się nieodwołalnie, to zostanie po nim jeden ślad.
Pomysł na „Jarmużno” pojawił się 10 lat temu. Inspiracja była częściowo ideowa. Marta Meus, która stworzyła to miejsce, chciała przyciągnąć osoby o podobnych przekonaniach i wizji świata. W niepozornym lokalu przy ul. 11 Listopada w Bielsku-Białej można dostać steka z kalafiora, paszteciki fasolowe, czy michę Buddy - miks pieczonych warzyw i falafelki. Sprzedawano tu też pasteryzowane półprodukty do przyrządzenia w domu.
Pierwszym ciosem była pandemia
Dzięki własnej wegańskiej kuchni mieli zyskać więcej czasu, by móc realizować śmiałe pasje, takie jak permakultura i ekologiczne budownictwo. - Gotowaliśmy od podstaw. Nie używaliśmy półproduktów. Jedynym artykułem kupowanym w sklepach była musztarda - uśmiecha się nasza rozmówczyni.
Wszystko szło dobrze, aż do pandemii. Była ona ciosem, po którym trudno już się było pozbierać. Wojna na wschodzie przyniosła kolejny kryzys. – Rosły koszty, coraz większym obciążeniem stawał się ZUS, podatki i ceny prądu – wylicza. – Zaczęliśmy się zapożyczać, żeby płacić rachunki. Ostatnio znów spadły obroty, wreszcie przyszło zmęczenie. Nie mamy sił walczyć dalej – dodaje z rezygnacją Marta Meus.
„Jarmużno” w opinii założycielki przegrało walkę o byt także z innych powodów. – Zanikła klasa średnia, która była naszą naturalną klientelą – uważa Marta Meus. – Osoby zamożniejsze wybierają droższe restauracje, gdzie w menu są także dania wegańskie. Z kolei części naszych dotychczasowych klientów już nie stać, żeby nas regularnie odwiedzać. Zdarza się, że takie osoby zamawiają jedną porcję na pół.
Wegańskie artykuły bardziej dostępne
Marta Meus zwraca naszą uwagę, że przed dekadą, kiedy otwierała swój lokal w centrum Bielska-Białej, dyskonty oraz markety nie prześcigały się jeszcze w ofercie dla wegan. – Teraz w każdym prawie sklepie spożywczym w lodówkach znaleźć można wiele tanich, wegańskich artykułów – przyznaje.
Wprawdzie bistro zamyka się nieodwołalnie pozostanie po nim jednak ślad. Hitem w jego ofercie był zawsze „Eliksir” - napar korzenno-ziołowy. Dostępny wyłącznie na miejscu, napój był szczególnie ceniony przez klientów. – Od czerwca rozlewany jest do butelek – przybliża Marta Meus. – Zamierzamy rozwijać jego sprzedaż, chcemy żeby był dostępny w wielu punktach Bielska-Białej – deklaruje z nadzieją.
Maciej Chrobak
[email protected]

Oceń artykuł:
34 103