Część górników kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach odmówiła wyjazdu na powierzchnię. To protest części pracowników kopalni, sprzeciwiających się planom zwolnień i groźbie likwidacji zakładu nieobjętego tzw. umową społeczną.

Zgodnie z umową społeczną wynegocjowaną przez rząd PiS likwidacja ostatniej kopalni wydobywającej węgiel na potrzeby energetyki będzie miała miejsce w 2049 roku. Nowelizacja ustawy przyjęta w grudniu przez rząd Donalda Tuska zakłada program osłonowy dla górników - górnicy będą mogli skorzystać z tzw. urlopów górniczych z 80-proc. wynagrodzeniem bez wykonywania pracy i otrzymać 170 tys. zł odprawy.

Ustawą nie została objęta kopalnia Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. - Osobiście jestem przeciwnikiem ustawy, bo ona w domyśle prowadzi do likwidacji górnictwa. Ale chcieliśmy zostać nią objęci, bo bez niej, bez wsparcia państwowego, nie mamy szans, by konkurować na rynku - mówił Grzegorz Babij z zakładowej „Solidarności”, który podczas prac nad dokumentem w Sejmie i walczył o zmiany zapisów ustawy.

Poprawkę, by objąć Silesię programem osłonowym zgłosił klub PiS, ale została odrzucona. Przedstawiciele resortu energii. - Silesia znajduje się w stanie restrukturyzacji, przepisy nie pozwalają nam objąć tego przedsiębiorstwa programem osłonowym - uzasadniał wiceminister Marian Zmarzły.

Dziś w Czechowicach-Dziedzicach rozpoczął się podziemny strajk spowodowany nie objęciem kopalni Silesia nowelizacją ustawy o funkcjonowaniu górnictwa. Pod ziemią znajduje się kilkadziesiąt osób.

W cieniu tych wydarzeń trwa restrukturyzacja kopalni i prowadzone są rozmowy na temat zwolnień grupowych. Czarny scenariusz zakłada likwidację kopalni Silesia i zwolnienie ponad 750 pracowników.

bak