Witkacy, masoni i bandyta na ulicach Bielska. 48 godzin, które wstrząsnęły dwumiastem
Po wydaniu ponad 20 książek historycznych Jacek Kachel postanowił zaryzykować i... zadebiutować. Jego najnowsza publikacja „Witkacego granice” to brawurowe połączenie rzetelnego warsztatu historyka z lekkością kryminału. Przenosimy się do końcówki lat 30., gdzie w oparach wiznerowskiej mgły splatają się losy artystycznej bohemy, politycznej policji i lokalnych masonów. Jak wiele prawdy kryje się w tej opowieści? W rozmowie z portalem Jacek Kachel zdradza kulisy powstawania powieści, wyjaśnia, dlaczego kazał Witkacemu mówić cytatami z jego własnych listów i czy życie rzeczywiście pisze lepsze scenariusze niż najzdolniejsi pisarze.
Ksiązka jest już dostępna w sprzedaży. Niebawem na łamach portalu przeprowadzimy konkurs.
O książce:
Jest późna jesień roku 1938. Stanisław Ignacy Witkiewicz w towarzystwie tajemniczego znajomego udaje się do Bielska i Białej na jubileusz artystyczny Kazimiery Alberti. Pani Kazimiera, poetka i literatka, jest co prawda żoną starosty, ale i obiektem pożądania Witkacego. W tym samym czasie w dwumieście pojawia się policja polityczna z tajną misją oraz najgroźniejszy bandyta II Rzeczypospolitej Florian Nikifor Maruszeczko.
Jakby tego było mało, do miasta spowitego wiznerowską mgłą wracają żołnierze polscy z misji zaolziańskiej, a masońska Schlaraffia oplata swoimi mackami cały region. Jacek Kachel historyk, dziennikarz i fotograf, autor ponad 20 książek historycznych, zaprasza na swój debiut literacki. Powieść przygodowa z nutą kryminału opowiada historie, które wydarzyły się… naprawdę!
- Debiut po wydaniu ponad 20 książek, jak to możliwe?
Jacek Kachel: Debiut, brzmi to może troszkę dziwnie, jednak to nie żart, gdyż dla mnie to zupełnie nowy rozdział w mojej dotychczasowej twórczości.
Do tej pory wszystkie moje książki były pisane zgodnie z warsztatem historycznym, przedstawiały faktach, poparte dokumentami i przypisami. Dzięki temu mój czytelnik miał do mnie zaufanie, a jeżeli jakiś fragment bardziej go zaciekawił, zawsze miał odwołanie w postaci przypisu i mógł zgłębić interesujące zagadnienie.
Teraz to wygląda zupełnie inaczej: jest akcja, są dialogi, a przebieg wydarzeń poporządkowany jest określonej narracji, którą narzuca czas i miejsce.
- Skąd pomysł?
Ten pomysł narodził się na dobrą sprawę przypadkiem. Kiedy dyskutowałem z członkami mojej rodziny i opowiadałem im jak żyło się przed wojną w dwumieście, o wydarzeniach kryminalnych, lokalnych masonach czy pikantnych szczegółach z życia miasta, zapytali: A czemu by nie opowiedzieć historii miasta widzianej z tej właśnie perspektywy? Wtedy dzieje miasta poznają nawet te osoby, które na słowo historia reagują alergią lub ziewaniem.
I to mnie bardzo zmotywowało, gdyż bardzo lubię upowszechniać historie w niebanalny sposób, czemu służy m.in. Teatralna Fabryka Sensacji, którą tworze wspólnie z Jackiem Proszykiem. Kto widział, ten wie, a tych którzy nie mieli jeszcze okazji zobaczyć zapraszam na nowe rzeczy, które już niedługo zaoferujemy.
Powracając do odpowiedzi na pytanie, nasza rodzinna dyskusja zakończyła się stwierdzeniem mojej córki Pauliny, dlaczego by tych niesamowitych wydarzeń nie przelać w formę powieści przygodowej z lekką nutą kryminały. Chciałoby się powiedzieć: mówisz i masz, jednak od mówisz do masz minęło pięć lat. Mam nadzieję, że moja córka uzna, że warto było czekać…
- Jak zatem przeplata się fikcja literacka z faktami?
Wychodząc z założenia, że życie pisze lepsze scenariusze niż pisarze, postanowiłem stworzyć powieść, która w 90 proc. będzie oparta na faktach. W książkach historycznych lubię, gdy nasze dzieje są odtwarzane, a nie tworzone na jakieś zapotrzebowanie. I dlatego maksymalnie jak tylko mogłem starałem się aby i ta powieść taką była.
Wszystko - oczywiście poza wizytą Gabrieli Zapolskiej - wydarzyło się naprawdę w 1938 roku. Dlatego starosta Alberti buduje ulice Żywiecką. Edward Zajączek i Daniel Gross obawiają się ponownego zamknięcia w Berezie Kartuskiej. Morderca Florian Maruszeczka nadużywa alkoholu i zostaje aresztowany, a przy okazji posterunkowy Myciński staje się bohaterem z przypadku. Baron Otto Klobus używa życia z chłopkami, a Wiktacy kupuje szczotki w fabryce braci Senewald i nie tylko maluje poetkę Alberti, ale się w niej podkochuje. Do tego dochodzi jeszcze niezwykle ciekawa historia tutejszej para masońskiej organizacji pod nazwą Schlaraffia, która dekretem prezydenta RP została właśnie w 1938 roku zdelegalizowana.
Jedyny zabieg, jaki uczyniłem to gmeranie w kalendarzu. Te przygody i zdarzenia naprawdę się wydarzyły. Ja tylko skróciłem oś czasu do 48 godzin i pozwoliłem sobie zgromadzić ich w jednym miejscu.
- W książce są zaskakujące dialogi. Jak powstały?
Ta była niesamowita przygoda, a zarazem mozolna praca, bowiem założyłem sobie, że wszystkie postaci, o ile to tylko będzie możliwe, w książce będą mówiły…swoimi słowami. Dlatego też Witkacy „mówi” zdaniami, które wyciąłem z jego książek. Kazimierę Alberti cytuje z jej listów i wypowiedzi prasowych. Podobnie pojawiający się dziennikarze, policjanci czy samorządowcy wypowiadają się fragmentami zaczerpniętymi z artykułów prasowych, stenogramów obrad Magistratu, czy też jak wypadku najgroźniejszego bandyty II Rzeczpospolitej, Nikifora Floriana Maruszeczki, z akt sądowych. To mam nadzieja sprawi, że czytelnik naprawdę przeniesie się w czasie do 1938 roku.
- Praca nad powieścią pewnie była wymagająca i długotrwała?
Powiedzieć, że kryminał powstawał, długo i mozolnie, to jak by nic nie powiedzieć. O ile pomysł na główną narracje zrodził się szybko i praktycznie pierwotny pomysł został zrealizowany, to praca nad poszczególnymi rozdziałami trwała długo.
Poprzedziła to klasyczna kwerenda, podczas której sprawdzałem faktograficznie wszystkie wydarzenia, które zamierzałem wykorzystać w powieści. Potwierdzałem kto był kim, jaką miał na przykład szarże w policji w listopadzie 1938 roku. Do tego doszły poszukiwania fotografii ze wspomnianego roku i wyszukiwanie dialogów. To zajmowało dużo czasu. Jednak za każdym razem czułem wielką ekscytacje. Trzeba też pamiętać, że w tak nielubianym przez polonistów międzyczasie, realizowałem inne projekty, które ze względu na datę zakończenia miały pierwszeństwo. Moja powieść takiej nie miała. Chciałem wszystko dopracować. Nie chciałem też się spieszyć, gdyż zadebiutować literacko można tylko raz, a chciałbym, żeby to był dobry start.
- Na koniec chciałbym zapytać o tytuł. Dlaczego „Witkacego granice”?
Witkacego granice to takie hasło wywoławcze. I nie chodzi tu tylko o to, jakimi wartościami kierował się Witkacy czy jakie granice przekraczał, ale o wskazanie indywidualnych granic.
Moi bohaterowie, podobnie jak my, mają swoje czerwone linie, których starają się nie przekraczać. Życie stawia nas czasami w dziwnych sytuacjach. Musimy dokonywać wyborów, a później z ich skutkami żyć. Podobnie bohaterowie książki mają rozterki dotyczące wierności, lojalności, własnych korzyści dodatkowo spotęgowane ocenami ludzkimi, które jedno i to samo wydarzanie mogą diametralnie różnie komentować.
Wszystko to wplecione jest w tkankę miejską. Hotel pod Czarnym Orłem, Kamienica pod Żabami czy kościół pw. Opatrzności Bożej to nie tylko piękne budowle, ale obiekty niosące w sobie potężny balast emocjonalny i pewnie opowiedziałyby nie jedną historie, gdyby tylko te mury umiały mówić. Zanim jednak one nabędą tę umiejętność postanowiłem w formie powieści popularyzować naszą historie. Jestem ciekaw czy czytelnicy po zapoznaniu się z jej treścią uznają, że drogą, którą obrałem jest właściwa… Z pokorą czekam na ich ocenę.
Dziękuję za rozmowę.
xxx
O autorze: Jacek Kachel - historyk, dziennikarz, fotograf ukończył studia na trzech kierunkach w Krakowie.
W ciągu ponad 30-letniej pracy dziennikarskiej jego teksty i zdjęcia można było znaleźć w wielu różnych gazetach. Do tej pory na rynku wydawniczym pojawiło się ponad 20 jego książek, to m.in.: „Sekrety Bielska-Białej“. Wspólnie z dr Jackiem Proszykiem tworzy „Teatralną Fabrykę Sensacji”. Jest autorem i współautorem zdjęć do wielu albumów promujących Podbeskidzie oraz książek. Obecnie jest dziennikarzem Magazynu Samorządowego „W Bielsku-Białej” i autorem programu telewizyjnego „Sto lat temu w Bielsku i Białej”. Od kilku lat prowadzi historyczny blog w internecie pt. „Dawniej niż wczoraj”.
Tytuł: Witkacego granice
Autor: Jacek Kachel
Zdjęcia: ze zbiorów Jacka Kachla oraz Wiesława Dziubka, Wojciecha Kominika, Andrzeja Poraniewskiego, Jacka Proszyka, Józefa Steca, Narodowego Archiwum Cyfrowego
Grafiki: Adriana Olma
Skład i korekta: Maria Trzeciak
Wydawca: Budka Medialna
Bielsko-Biała 2025
Druk: Dimograf
Okładka twarda, 144 strony.
Partnerzy: Województwo Śląskie, Regionalny Ośrodek Kultury, Dimograf oraz główny sponsor wydawnictwa - Befaszczot, który tą publikacją rozpoczyna świętowanie jubileuszu 150 lat istnienia.
bb
Oceń artykuł:
60 2