Zaczęło się od rutynowej kontroli nastolatka, a skończyło na zlikwidowaniu domowej plantacji marihuany i aresztowaniu pary handlarzy narkotyków. Bielscy policjanci rozbili narkotykowy układ, w który zamieszany był 27-letni recydywista.

Wszystko zaczęło się we wrześniu, gdy funkcjonariusze z Bielska-Białej zatrzymali nastolatka. Chłopak miał przy sobie popularny, ale bardzo niebezpieczny dopalacz. Mundurowi nie poprzestali jednak na samym zatrzymaniu nastolatka - postanowili sprawdzić, skąd młody człowiek miał zakazane substancje.

Policyjne śledztwo błyskawicznie doprowadziło śledczych do 24-lati. Kiedy kryminalni, wspierani przez prokuraturę, weszli do jej mieszkania, odkryli tam znacznie więcej niż tylko zapas „towaru” na sprzedaż.

W lokalu, który kobieta zajmowała wraz ze swoim 27-letnim partnerem, funkcjonariusze znaleźli profesjonalną uprawę - cztery krzewy konopi rosły w specjalistycznym, światłoszczelnym namiocie oraz znaczne ilości substancji psychotropowych, które nie były przeznaczone „na własny użytek”.

Dla o trzy lata starszego partnera kobiety, to nie pierwszy konflikt z prawem. Mężczyzna odpowie za handel i uprawę narkotyków w warunkach recydywy, co oznacza, że może otrzymać znacznie surowszy wyrok. Jego partnerka usłyszała dodatkowo zarzut czerpania korzyści majątkowych ze sprzedaży używek.

Mimo że para nie przyznaje się do winy, dowody zebrane przez prokuraturę okazały się na tyle mocne, że Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na 3 miesiące. Co im grozi? Zarzuty są poważne. Za najcięższe z przestępstw, o które są podejrzani, grozi im nawet 12 lat więzienia.

O sprawie dwa tygodnie informowała także Komenda Miejska Policji w Bielsku-Białej (czytaj TUTAJ).

bb