To lekcja historii w plenerze której uczestnicy mogą porozmawiać z internowanymi i działaczami podziemia, by lepiej zrozumieć czym był stan wojenny - tak organizatorzy gry miejskiej „Tropami Solidarności” odpowiadają na krytykę mieszkańców.

Wydarzenie odbyło się dziś po południu w Bielsku-Białej. Dwa tygodnie temu, gdy zapowiadaliśmy grę miejską pomysł nie spodobał się niektórym mieszkańcom. - Żyją ludzie, którzy wtedy cierpieli i nadal jest to dla nich bolesne. Organizatorzy - zastanówcie się nad granicami zabawy - to jeden z komentarzy. - Jak dla was robienie gry na podstawce stanu wojennego jest czymś na miejscu i nie godzi w ofiary i rodziny tych ofiar to jesteście bezczelni bez grama zrozumienia czym był stan wojennych - brzmi kolejny.

- Jeżeli to, co działo się podczas stanu wojennego, jest dla kogoś inspiracją do tworzenia gry miejskiej to chce powiedzieć, że to społeczeństwo upadło już bardzo - jeszcze jeden krytyczny komentarz.

O wyjaśnienie idei gry miejskiej poprosiliśmy w Solidarności Podbeskidzie. Wydarzenie ma kilkuletnią tradycję. - Grę organizujemy corocznie od 2017 roku, z jedną przerwą z powodu pandemii. To lekcja historii w plenerze - chcemy przybliżyć młodym ludziom realia stanu wojennego - nie poprzez wykłady czy akademie ku czci, ale w trakcie interaktywnej rozgrywki - tłumaczy Artur Kasprzykowski z Solidarności.

- Wartością jest możliwość spotkania i bezpośredniej rozmowy z uczestnikami tamtych zdarzeń - osobami internowanymi czy aresztowanymi w stanie wojennym, działaczami antykomunistycznego podziemia, ludźmi, którzy poświęcali swój czas, bezpieczeństwo, zdrowie czy wolność - tłumaczy. - Jestem przekonany, że uczestnicy gry nie będą powtarzać bzdur o „mniejszym złu” czy dochowaniu kultury przez komunistów, jak mówią dawni UB-ecy i ich poplecznicy. Nie będą mówić, że stan wojenny zdarzył się gdzieś w czasie wojny.

- Jak ktoś zna lepszą metodę to świetnie - niech to robi w lepszy sposób, a nie krytykuje innych - kończy.

bb