W sercu Beskidów od miesięcy toczy się coraz głośniejszy spór o przyszłość lasów. Przyrodnicy i ekolodzy apelują, by nie usuwać z nich obumarłych drzew, których liczba w ostatnich latach stale rośnie. Powodem obumierania drzew są m.in. katastrofalne skutki zmian klimatu, które manifestują się w regionie przede wszystkim przez drastyczne obniżenie poziomu wód gruntowych.

Wiele gatunków, pozbawionych życiodajnej wody, usycha i ulega osłabieniu, stając się łatwym celem dla pasożytów, takich jak inwazyjna jemioła, czy patogenów. Osłabione drzewa są również znacznie bardziej podatne na wiatrołomy, przez co rośnie ryzyko, że silniejsze porywy wiatru powalą całe połacie lasu. To zjawisko, w coraz większym stopniu powiązane z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi wynikającymi z globalnego ocieplenia, stanowi dziś większe zagrożenie niż tradycyjnie pojmowane choroby drzew.

To odmienne spojrzenie na rolę obumarłych drzew prezentowała wystawa „Drugie życie drzew” przygotowana przez Inicjatywę Las Wokół Miast, którą w listopadzie oglądać można było w centrum Bielska-Białej.

Kuratorzy ekspozycji bili na alarm: las nie potrzebuje naszej ciągłej kontroli - potrzebuje czasu i szacunku dla jego naturalnych procesów, zwłaszcza w obliczu kryzysu klimatycznego. Dla wielu przyrodników gospodarka leśna Lasów Państwowych, budzą coraz większy sprzeciw. Argumentują oni, że nadmierna wycinka drzew w tzw. wieku rębności, często motywowana zyskiem, przerywa naturalny cykl lasu i osłabia jego wewnętrzną odporność, w tym na czynniki powodowane zmianami klimatu.

Tymczasem martwe drzewo nie jest stratą - to źródło życia, które jest ważnym mechanizmem obronnym w dobie zmian klimatu. Prowadzona gospodarka Lasów Państwowych, usuwając je, osłabia zdolność lasu do samoregulacji. W efekcie, las staje się mniej odporny na negatywne oddziaływania środowiska, a w szczególności na ekstremalne zjawiska pogodowe i susze wynikające głównie ze zmian klimatu.

Paradoksalnie, to właśnie te sędziwe, zamierające drzewa i powalone pnie stanowią tętniący życiem mikroekosystem. Dają schronienie, pożywienie i dom dla setek gatunków organizmów - grzybów, owadów, ptaków czy małych ssaków. Bielski aktywista Jacek Zachara przekonuje, że gospodarka Lasów Państwowych osłabia zdolność lasu do samoregulacji. W efekcie, las staje się mniej odporny na negatywne oddziaływania środowiska i zmiany klimatu.

Martwe drewno jest kluczowe dla; bioróżnorodności - wspiera niezliczoną ilość gatunków zależnych od jego obecności, obiegu materii - powolny rozkład drewna przez grzyby i bakterie jest naturalnym procesem tworzenia nowej, zasobnej gleby czy odporności ekosystemu - zatrzymuje wodę, chroni przed erozją i daje cień młodym siewkom, pozwalając lasowi na samoodnowę. Przyrodnicy zwracają uwagę na potrzebę zmiany optyki w postrzeganiu procesów. Często za szkodnika uznawany jest kornik, który w lasach gospodarczych obniża wartość drewna, ale w ujęciu ekologicznym pełni funkcję porządkującą. Wybiera drzewa osłabione przede wszystkim przez gospodarkę leśną i pogłębiające się skutki zmian klimatu, w tym susze.

Uzasadnieniem dla pozostawiania martwych drzew jest perspektywa naukowa, którą dzieli się dr Jerzy Parusel. Choć z wykształcenia jest leśnikiem, to prezentuje bardziej ekologiczną wizję zarządzania lasami, w kontekście martwych drzew i ich roli w adaptacji do zmian klimatu. Punktem wyjścia jest naukowa obserwacja, w której martwe drzewa to nie odpad, lecz naturalny i niezbędny element życia lasu. Krytyka skierowana jest wobec Lasów Państwowych i na normy certyfikacyjne, zwłaszcza te mówiące o zachowaniu zaledwie 5 proc. biomasy martwego drewna, podczas gdy lasy potrzebują radykalnego zwiększenia retencji wody i biomasy do walki ze skutkami zmian klimatu, w tym globalnym ociepleniem.

Botanik podkreślił niewiarygodnie długie trwanie martwego drewna i jego bezcenną obecność. Jako przykład kolejny raz posłużyć się lasami na zboczach Babiej Góry, gdzie jodła może żyć nawet 600 lat, a następnie trwać jako stojące martwe drzewo przez kolejne 100–200 lat, zanim powali się i ostatecznie zniknie, rozkładając się w glebę przez kolejne 200 lat. Przez cały ten czas, martwe drewno spowalnia obieg wody w ekosystemie, co jest bezpośrednim wkładem w stabilizację klimatu.

- Las jest piękny na każdym etapie życia drzew - podsumowuje Renata Lejawka. - Jednak pozbywając się sędziwych i martwych drzew sami pozbawiamy się nieocenionej bioróżnorodności, które mogą zaistnieć tylko dzięki temu, że cykl życia przyrody trwa nieustannie - mówi aktywistka.

Las, pozostawiony sam sobie, udowadnia, że jest potężnym, samoregulującym się sprzymierzeńcem. Jego wielowiekowa struktura, zasobna w martwe drewno, mogłaby naturalnie przeciwdziałać zmianom klimatu, pochłaniać CO2 i, co najważniejsze dla Beskidów, skutecznie retencjonować wodę, minimalizując skutki suszy i erozji.

bak