Kiedyś u babci stała na działce stara śliwa. Taka grubaśna, z poskręcanym pniem i gałęziami pokrytymi mchem. Wyglądała jak z bajki. I każdego sierpnia wysypywała się tymi małymi, granatowymi owocami. Babcia robiła z nich powidła, które pachniały tak intensywnie, że czuć było przez cały dom. A sąsiadka z kolei miała u siebie żółte śliwki – malutkie, słodkie jak miód, które jadło się prosto z drzewa, aż sok ciekł po brodzie.

Wtedy nie zastanawiałem się nad odmianami. Śliwa to była po prostu śliwa. Dziś, gdy sam sadzę drzewka w ogrodzie, wiem już że to nie jest takie proste. Renkloda, Mirabelka, Węgierka – każda ma swój charakter, każda nadaje się do czegoś innego. I każda wymaga trochę innego podejścia.

Dlaczego śliwa to dobry wybór do ogrodu?

Zacznijmy od tego, że śliwy to jedne z najbardziej wdzięcznych drzew owocowych. Nie są takie wybredne jak brzoskwinie, nie chorują tak łatwo jak jabłonie. Posadzone we właściwym miejscu mogą rosnąć i owocować przez kilkadziesiąt lat.

A plony? Dobrze plonująca śliwa potrafi dać 40-50 kilogramów owoców rocznie. To naprawdę sporo jak na jedno drzewo. Wystarczy na jedzenie prosto z drzewa, na przetwory i jeszcze zostanie dla rodziny.

Co śliwy lubią, a czego nie znoszą?

Śliwy mają swoje wymagania, ale nie są zbyt wygórowane. Lubią słońce – co najmniej 6 godzin dziennie. W cieniu owocują marnie albo wcale. Potrzebują też porządnej gleby – najlepiej gliniasto-piaszczystej, przepuszczalnej. W mokrych dolinach, gdzie stoi woda, będą chorowały.

Ważna rzecz – większość odmian śliw nie zapyla się sama. Potrzebujesz dwóch drzew, żeby miały dobre plony. Ale są i samopylne odmiany, o czym napiszę dalej.

Węgierki – klasyka polskich ogrodów

Jak ktoś myśli o śliwie, to najczęściej wyobraża sobie właśnie węgierkę. Te granatowe, podłużne owoce z woskiem na skórce to symbol polskiego lata i jesieni.

Węgierka Dąbrowicka – dla praktyków

To jedna z najpopularniejszych odmian w Polsce. I nie bez powodu. Owocuje obficie, jest dość mrozoodporna, a owoce nadają się do wszystkiego – można je jeść na świeżo, suszyć, robić powidła.

Charakterystyczne dla Dąbrowickiej jest to, że owoce dojrzewają w drugiej połowie sierpnia. Są duże, ciemnoniebieskie, z żółtym miąższem. Słodkie, ale z lekką kwaskowatością, która sprawia, że nie nudzą się w jedzeniu.

Ważna rzecz – Węgierka Dąbrowicka jest częściowo samopylna, ale lepiej plonuje gdy w pobliżu rośnie inne drzewo. Dobrym zapylaczem jest Węgierka Zwykła czy Renkloda Ulena.

Węgierka Zwykła – sprawdzona przez pokolenia

To najstarsza odmiana węgierek, znana od XVI wieku. U mojej babci rosła właśnie taka. Drzewo jest odporne na mróz, długowieczne i niemal niezniszczalne.

Owoce są trochę mniejsze niż u Dąbrowickiej, ale za to bardzo aromatyczne. Dojrzewają późno – we wrześniu, czasem nawet w październiku. To ma swoje plusy – gdy inne owoce już dawno znikły, węgierka jeszcze wisi.

Świetnie nadają się do suszenia. Suszone węgierki to prawdziwy przysmak – słodkie, lepkie, pełne smaku.

Co zrobić z węgierkami?

Węgierki mają twardy miąsz, który nie rozpływa się podczas gotowania. Dlatego są idealne do powideł, dżemów i marmolad. Klasyczne śliwkowe powidła robi się właśnie z węgierek – gotuje się je godzinami, aż zgęstnieją i zrobią się ciemnobrązowe.

Można je też suszyć – domowe suszone śliwki to zupełnie inna bajka niż te ze sklepu. Suszone węgierki są delikatnie kwaśne, intensywnie słodkie i mają ten charakterystyczny, karmelowy posmak.

Renklody – eleganckie i wyrafinowane

Renklody to zupełnie inny charakter niż węgierki. Są okrągłe, często zielonkawe lub żółte, z delikatną, soczystą skórką. Smakują słodziej i bardziej delikatnie.

Renkloda Ulena – królowa smakoszy

Jak ktoś spróbuje Renklody Ulena, to ciężko mu przesiąść się na zwykłe węgierki. Owoce są duże, zielonożółte, pokryte lekkim nalotem. Miąsz jest miodowożółty, soczysty i niesamowicie słodki.

Dojrzewają w sierpniu. Problem w tym, że bardzo szybko się przeżerają – jak już są idealnie dojrzałe, to trzeba je zjeść w ciągu 2-3 dni. Nie nadają się do długiego przechowywania.

Renkloda Ulena lubi ciepłe, osłonięte miejsca. Na otwartych terenach, gdzie wieje wiatr, może mieć problemy z owocowaniem. Ale jak jej się uda, to plonuje obficie co roku.

Renkloda Zielona – klasyka francuska

To odmiana francuska, znana od XVIII wieku. Owoce są średniej wielkości, zielone, czasem z lekkim różowym rumieniem. Słodkie, aromatyczne, z delikatną kwaskowością.

Co ciekawe, Renkloda Zielona jest samopylna. To duży plus dla małych ogrodów, gdzie nie ma miejsca na dwa drzewa śliw. Owocuje regularnie, choć nie tak obficie jak niektóre węgierki.

Do czego nadają się renklody?

Renklody są najlepsze na świeżo. Ten delikatny, miodowy smak po prostu się traci podczas przetwarzania. Można je oczywiście robić na dżem, ale to trochę jak robienie bigosu z polędwicy – szkoda produktu.

Sprawdzą się za to w ciasta – placki z renklodami, knedle, drożdżówki. Wszędzie tam, gdzie owoce są podgrzewane, ale nie gotowane na miazgę.

Mirabelki – maleńkie słoneczka

Mirabelki to najmniejsze ze śliw, ale jak ktoś raz spróbuje, to się w nich zakocha. Są małe, okrągłe, żółte jak słoneczko i słodkie jak cukier.

Mirabelka z Nancy – francuskka w polskim ogrodzie

Mirabelka z Nancy to najstarsza odmiana, znana od XVI wieku. Owoce są małe, żółte, pokryte czerwonymi kropkami. Miąsz jest złocistożółty, bardzo słodki i aromatyczny.

Dojrzewają w sierpniu. Ważna rzecz – na drzewie mirabelki wyglądają na niedojrzałe prawie do samego końca. Dopiero jak zaczną spadać, to wiadomo że są gotowe.

Mirabelka z Nancy jest częściowo samopylna, ale lepiej plonuje z zapylaczem. Dobrze sprawdzi się Węgierka Zwykła czy inna odmiana mirabelki.

Mirabelka Metzer – dla cierpliwych

Mirabelka Metzer owocuje trochę później niż Nancy – koniec sierpnia, początek września. Owoce są podobne, może odrobinę większe. Również bardzo słodkie i aromatyczne.

Problem z Mirabelką Metzer jest taki, że potrzebuje zapylacza. Sama się nie zapyli. Ale jak już ma zapylacza, to plonuje bardzo obficie.

Cuda z mirabelek

Mirabelki są idealne do nalewek. Tak, wiem, to brzmi jak pomysł na zmarnowanie owoców, ale mirabelkówka to jest coś wspaniałego. Słodka, aromatyczna, pachnie latem.

Doskonałe są też do dżemów – mirabelkowy dżem ma piękny, złoty kolor i intensywny, słodki smak. Można dodać trochę wanilii albo cynamonu, ale sama mirabelka też jest idealna.

A jak ktoś ma dużo owoców, może zrobić kompoty. Mirabelki w słoikach to zimowy przysmak – otwierasz słoik w lutym i masz kawałek lata.

Któraś śliwę wybrać dla siebie?

To zależy co chcesz robić z owocami i ile masz miejsca.

Mały ogród (do 200 m²)

Postaw na odmiany samopylne albo częściowo samopylne. Renkloda Zielona, Węgierka Dąbrowicka albo Herman – to dobre wybory. Owocować będą bez drugiego drzewa, choć z zapylaczem zawsze lepiej.

Warto też rozważyć formy karłowe – zajmują mniej miejsca, a plonują prawie tak samo obficie.

Średni ogród (200-500 m²)

Tu możesz sobie pozwolić na dwa drzewa. Klasyczna para to Węgierka + Renkloda. Będziesz miał owoce do jedzenia (renkloda) i do przetworów (węgierka).

Dobra kombinacja to np. Węgierka Dąbrowicka + Renkloda Ulena. Wzajemnie się zapylają i masz zróżnicowane owoce.

Duży ogród (powyżej 500 m²)

Możesz postawić na mini sad śliwowy. 3-4 odmiany o różnych terminach dojrzewania dadzą ci owoce od lipca do października.

Mój wybór: Mirabelka z Nancy (lipiec-sierpień), Renkloda Ulena (sierpień), Węgierka Dąbrowicka (koniec sierpnia) i Węgierka Zwykła (wrzesień). Masz wtedy ciągły zbiór przez całe lato.

Gdzie kupić dobre sadzonki śliw?

Tu nie ma żartów – sadzonki kupuj tylko w sprawdzonych miejscach. Na bazarze możesz dostać wszystko – tylko nie to, co ci obiecywali.

Dobre szkółki mają certyfikowane sadzonki, znają się na odmianach, doradzą które będą najlepsze dla twojej okolicy. Wybierając rośliny z profesjonalnych szkółek jak Sadowniczy.pl, masz pewność że dostaniesz zdrowe drzewko, które naprawdę owocuje.

Sprawdź też czy sadzonka ma dobrze rozwinięte korzenie – powinny być długie, elastyczne, bez uszkodzeń. Pień powinien być prosty, bez ran i pęknięć. A miejsce szczepienia wyraźnie widoczne – to gwarancja że to naprawdę odmiana szlachetna.

Ostatnie słowo

Śliwa to drzewo na całe życie. Posadzona dziś, za kilka lat będzie cię karmiła przez dziesiątki kolejnych. Wybór odmiany to decyzja na lata, więc warto to przemyśleć.

Ja w tym roku posadzę Węgierkę Dąbrowicką – na powidła, i Mirabelkę z Nancy – bo zawsze chciałem mieć w ogrodzie te małe żółte kuleczki. A za rok zobaczymy co jeszcze. Ogród to taki projekt, który nigdy się nie kończy.

Powodzenia z waszymi śliwami!

Artykuł sponsorowany