Jazzowa Jesień przyciągnęła do Bielskiego Centrum Kultury liczną publiczność zainteresowaną nowatorską, momentami trudną w odbiorze, wręcz awangardową, improwizowaną muzyką freejazzową, wymykającą się modom i utartym schematom. Było to spotkanie z artystami znanymi i z nowymi, obiecującymi talentami.

W tym roku na bielskim festiwalu zagrał liczny zestaw polskich i zagranicznych muzyków, na czele z tymi, którzy koncertowali i nagrywali płyty z patronem festiwalu - Tomaszem Stańko. Zaprezentowano też wydany niedawno sześciopłytowy box z nagraniami mistrza trąbki odnalezionymi w archiwach Polskiego Radia.

Publiczność usłyszała wiele nowatorskich interpretacji muzyki Stańki. Przedstawiło je m.in. słynne polskie trio pianisty Marcina Wasilewskiego ze Sławomirem Kurkiewiczem na kontrabasie i Michałem Miśkiewiczem na perkusji, z dokooptowanym legendarnym saksofonistą Joe Lovano i trębaczem Tomaszem Dąbrowskim.  Formacja Wasilewskiego, pierwotnie nazywająca się Simple Acoustic Trio, ze Stańką współpracowała od roku 1993, a z Joe Lovano muzycy poznali się w roku 2006, grając na Bielskiej Zadymce Jazzowej.

Po kompozycje patrona festiwalu sięgnął też Raphael Rogiński - gitarzysta bardzo chwalony w ostatnich latach w kraju i za granicą. To podróżnik szukający inspiracji na całym świecie. Łączy jazz z brzmieniami folkowymi. Koncertuje i na prestiżowych festiwalach, i w małych klubach. Gdy dotarł do niepublikowanych partytur Stańki, stwierdził, że te nuty pasują do jego przestrojonej gitary i dobrze mu leżą pod palcami. W BCK-u zagrał je wraz z saksofonistą Markiem Pospieszalskim i serbską pianistką Mariną Dżukljewą.

Kubański pianista David Virelles, ostatni klawiszowiec występujący ze Stańką, interpretował kompozycje patrona festiwalu w solowym występie. Zagrał też w kwintecie amerykańskiego, niezwykle cenionego amerykańskiego saksofonisty Marka Turnera, który przedstawił na festiwalu swój najnowszy muzyczny projekt, wywiedziony z literatury. Sięgnął bowiem do napisanej w 1912 roku powieści Jamesa Weldona Johnsona „Autobiografia byłego kolorowego mężczyzny”, opisującej dramat segregacji rasowej w USA. 

Pochodzący z Izraela pianista Shai Maestro sięgnął natomiast po liryczne przeboje sprzed lat, by wraz ze swoim kwartetem nadać im zupełnie nową jakość. I okazało się, że romantyczne piosenki, m.in. „Nature Boy” Nat King Cole’a, brzmią bardzo dobrze również w delikatnej wersji freejazzowej stylistyki. Aktywny od 25 lat amerykański pianista Craig Taborn, jeden z tuzów muzycznej awangardy, znany już bielskiej publiczności powiedział, że czuje się tu jak u siebie w domu. Tym razem grając z chicagowską wiolonczelistką Tomeką Reid i perkusistą Chesem Smithem, który zaczynał od zespołów punkowych i metalowych, połączył w swoich kompozycjach skrajności - klimaty awangardowe i brzmienia bliskie klasycznej kameralistyce.

W ostatnim dniu festiwalu pojawił się na estradzie 34-letni pianista i kompozytor Piotr Matusik - rodowity bielszczanin, lider akustyczno-elektronicznego tria, grający swoje efektowne kompozycje z Alanem Wykpiszem (kontrabas) i Patrykiem Doboszem (perkusja). Po studiach na wydziale jazzu w katowickiej Akademii Muzycznej osiągnął spore sukcesy jako kompozytor. Jako muzyk towarzyszył wybitnym artystom.

Na bielskim festiwalu dał ze swym triem świetny koncert. I był to ostatni z koncertów utrzymanych w stylistyce wytyczonej przez patrona Jazzowej Jesieni. Ale na nim festiwal się nie zakończył, bo w finale wystąpiła, z mocnym 8-osobowym zespołem, jazzowa wokalistka Aga Zaryan. Zaśpiewała swingowo zaaranżowane przeboje m.in. Tiny Turner, Ray’a Charlesa, Paula Simona, Kory, Perfectu i Ewy Demarczyk.

23. Jazzową Jesień zdominowali pianiści, ale pozostali artyści też byli źródłem wielu pozytywnych emocji.

zn