Czy w Polsce kwitnie proceder polegający na adoptowaniu oraz skupywaniu kotów, których przeznaczeniem jest okrutna śmierć? Jedną z kilku osób uczestniczących w przestępczym procederze może być mężczyzna w wieku około 40 lat, zamieszkały na jednym z dużych osiedli w Bielsku-Białej. Sprawę wyjaśniać będą organy ścigania, które zostały już zawiadomione o możliwości popełnienia przestępstwa. 

W ubiegłym tygodniu nasza redakcja nawiązała kontakt z aktywistami zajmującymi się ochroną zwierząt, którzy od tygodni prowadzą w całym kraju internetowe śledztwo w szczególnie bulwersującej sprawie.

Trop wiedzie także do Bielska-Białej

Obrońcom zwierząt udało się dotrzeć do osób, które adoptują i pozyskują koty w celu wykorzystania ich jako pokarmu dla węży. Owocem śledztwa są zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które - jak informują aktywiści – zostały złożone w ostatnich dniach, m.in. w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku.

Trop wiedzie jednak także do naszego miasta. Z informacji przekazanych naszej redakcji przez aktywistów wynika, że jedną z kilku osób uczestniczących w przestępczym procederze może być mężczyzna w wieku około 40-lat, zamieszkały na jednym z dużych bielskich osiedli. - Szajka może pozyskiwać nawet 10 tysięcy kotków rocznie, które adoptuje, a także skupuje od niektórych organizacji w cenie około 10 zł za sztukę - zdradza kulisy śledztwa jedna z wolontariuszek, która prowadzi ogólnopolski profil.

- Wydaje się, że osoba, której ślad zaprowadził nas do Bielska-Białej jest jedynie płotką. Osobą skądinąd na tyle nieostrożną, że przez jej niedyskrecję, udało się nam poznać szczegóły tego makabrycznego procederu. Podejrzewamy jednak, że pracuje ona dla zorganizowanej i rozgałęzionej grupy - dodaje kobieta.

Koty jako pokarm dla gadów

Aktywiści utrzymują, że z zebranych przez nich materiałów wynika, iż w mediach społecznościowych działają osoby, które publicznie przyznają się do adoptowania młodych kotów od osób prywatnych, a następnie wykorzystywania ich jako żywego lub martwego pokarmu dla gadów, w tym węży. Wolontariusze twierdzą, że mają podstawy, by podejrzewać, że koty są w nielegalny sposób transportowane do Niemiec.

Jak informują obrońcy zwierząt, z przeprowadzonej przez nich analizy wpisów internetowych wynika, że osoby zaangażowane w przestępczy proceder pozostają ze sobą w stałym kontakcie, współdziałają przy pozyskiwaniu zwierząt, dzielą się obowiązkami i zadaniami (odbiór zwierząt, transport, publikacja treści w grupach internetowych), co może świadczyć o zorganizowanym i zaplanowanym charakterze ich działań.

- Serce pęka, gdy widzi się, co robią ci zwyrodnialcy - nie kryje oburzenia jedna z osób zaangażowanych w śledztwo. - Dane tych osób powinny być upublicznione, obawiam się jednak, że szybko znajdą naśladowców, którzy będą robić to samo, tylko po cichu - dodaje aktywistka. Do sprawy będziemy wracać.

Maciej Chrobak
[email protected]