Święto międzynarodowej fotografii w Bielsku-Białej. To ostatni moment, by podziwiać dzieła artystów
Do niedzieli trwa zorganizowany już po raz jedenasty FotoArtFestival im. Andrzeja Baturo - ogromne przedsięwzięcie światowej rangi, promujące doskonale sztukę fotograficzną, a przy okazji miasto, w którym się to wydarzenie odbywa. Wystawy mistrzów obiektywu prezentowane są nie tylko w salach wystawowych, m.in. w Muzeum Historycznym na zamku Sułkowskich, Galerii Bielskiej BWA, willi Sixta, Preisnerówce, Galerii Fotografii B&B. Można na nie natrafić także w miejscach tak nietypowych, jak od dawna nieczynny lokal restauracji Patria, a również w plenerze.
Na zwiedzających czeka 17 wystaw głównych i kilka towarzyszących. Prezentują dorobek wielkich mistrzów obiektywu, młodych talentów, jak również debiutantów. Wybór nazwisk był w wyłącznej gestii dyrektor festiwalu Inez Baturo, która podkreśla, że nie kieruje się magią nazwisk. Wybiera autorów, których fotografie do niej mocno przemawiają, angażują do przemyśleń i są zgodne z ideą festiwalu: dla ludzi i o ludziach.
Amerykański reporter Aristide Economopoulus, który dokumentował prawie wszystko - międzynarodowe konflikty, klęski żywiołowe, miejską przemoc, sport, a nawet zapasy świń w Indianie, stworzył też unikalny portret nadmorskiego nowojorskiego parku rozrywki na Coney Island. Ukazał unikalny charakter i surowy urok ulubionego miejsca relaksu mieszkańców znużonych zawrotnym tempem życia.
Sielskie życie nad Balatonem
Inny aspekt ucieczki od pełnego tempa i zgiełku życia ukazał węgierski fotograf Robert Laszlo Bacsi. Fotografował rodzinę, która wybrała życie nad Balatonem - w zgodzie z naturą, w małym domku bez wody. Korzystają jedynie z energii słonecznej, a energii życiowej dodają im ćwiczenia, gra na fujarkach i joga.
Kolejny zdobywca wielu nagród Toby Binder z Niemiec fotografował młodych ludzi - ziomali z Belfastu. Pokazał ich bez upiększeń, także w sytuacjach kryzysowych, ale z nutą zrozumienia i sympatii. Podobnie postąpił Damian Lemański, penetrujący zakamarki zdewastowanego romskiego osiedla w Koszycach.
Tomasz Liboska jeżdżąc przez 10 lat na rowerze po biedniejących w wyniku przemian gospodarczych regionach Górnego Śląska, dokumentował codzienność mieszkańców familioków. Filozofka wizualna, badaczka granic ludzkiego doświadczenia Iren Moroz pokazuje na festiwalu fotograficzne archiwum codziennego ludzkiego bólu, cichej siły i życiowego heroizmu kobiet z ukraińskiej wioski, w której żyła 20 lat.
Z kolei Markus Jokela z Finlandii prezentuje mieszkańców małej wioski Table Rock w Nebrasce. Odwiedzał ją na przestrzeni wielu lat fotografując zachodzące tam przemiany. Francuz Herve Chatel dotarł zimą w Bretanii do nadmorskiej wioski, której nazwa oznacza kraniec ziemi, i stworzył jej tajemniczy, a jednocześnie urzekający portret. Z kolei bielski, wielokrotnie nagradzany artysta Bartłomiej Machul, spojrzał na beskidzką krainę z góry, za pomocą drona. Stworzył wyrafinowane, urzekające kolorem i kompozycją minimalistyczne obrazy, eksponując abstrakcyjne kształty i geometryczne wzory niewidoczne z poziomu ziemi.
Zmiany klimatyczne akcentem festiwalu
Zaniepokojenie zmianami klimatycznymi i stanem środowiska, w którym żyjemy, to także wyraźny akcent tegorocznego festiwalu. Alain Schroeder, belgijski fotoreporter działający od ponad 40 lat, prezentuje na festiwalu zdjęcia gigantycznych stert plastikowych odpadów w stolicy Bangladeszu. Mieszkańcy, by trochę zarobić, zbierają je w trudnych warunkach, segregują i dostarczają punktów recyklingu, co sprzyja ochronie środowiska. Natomiast Ingmar Bjorn Nolting, fotograf z Lipska, ukazuje ambitne cele i skomplikowaną teraźniejszość niemieckich planów klimatycznej neutralności kreślonych przez kanclerz Angelę Merkel.
Przemiany polityczne i ich wpływ na społeczeństwo Czech i Słowacji obserwował przez lata pochodzący z Ostrawy Viktor Kolar, nestor tegorocznej festiwalowej reprezentacji mistrzów obiektywu. Po inwazji na Czechosłowację w 1968 roku wyemigrował do Kanady, po kilku latach wrócił. Miał więc szeroką skalę porównań, gdy z aparatem dłoni obserwował narodziny dzikiego wschodnioeuropejskiego kapitalizmu.
Anglik Ian Weldon początkowo zarabiał jako fotograf ślubny. Szybko doszedł do wniosku, że więcej satysfakcji sprawia mu dokumentalne podejście do takich uroczystości, ukazanie niepozowanych, nieupiększonych, brutalnie szczerych, ale też pełnych humoru sytuacji i reakcji uczestniczących w nich osób. W Bielsku-Białej prezentuje plon 15 lat weselnych obserwacji w Europie i Stanach Zjednoczonych.
O miłości opowiada swoimi zdjęciami włosko-duńska artystka Sara Sobol. Jest również na festiwalu interesująca analiza ludzkiej natury, poszukiwanie granicy między tym co prawdziwe, ludzkie, a tym co sztuczne. Działająca we Włoszech słowacka artystka Susi Belianska wykonała w tym celu cykl stylizowane na obrazy starych mistrzów portrety młodych dam, zatytułowany „Das Unheimliche” („Niesamowitość”). Dziewczyny mają perfekcyjnie wykonany makijaż oraz fryzury, są odziane w wyszukane stroje.
Zdjęcie wygenerowane przez AI
Sztuczna inteligencja zamaszyście wkroczyła na XI FotoArtFestival za sprawą amerykańskiego artysty wizualnego Michaela Christophera Browna. Jego wystawa „90 mil”, zdjęciowa dokumentacja wieloletnich heroicznych wysiłków Kubańczyków uciekających przez morze do USA (mają do pokonania owe 90 mil) budzi duże emocje, wzrusza. Jednak nie są to zdjęcia wykonane przez Browna! Uznał, że fotografie uciekinierów mogłyby zaszkodzić ich bliskim, którzy pozostali na Kubie. Dlatego wyznaczył sztucznej inteligencji zadanie wygenerowania dramatycznych fotografii, które dokładnie opisał w tzw. promptach. Udało się, sprawiają wrażenie autentycznych, a intencje artysty są w tym przypadku szlachetne. Ale czy źli ludzie, korzystając z AI nie zamulą nam wkrótce obrazu świata generując rozmaite, także zdjęciowe fake newsy?
Temat jest gorący, toteż XI FotoArtFestival poświęca im całą serię webinarów (interaktywnych seminariów internetowych) oraz warsztatów on line, z których warto skorzystać – ostatnie zaplanowano dziś.
Nie trzeba AI, by ożywić od lat opustoszałe urokliwe wnętrza. A taki pomysł miała Inez Baturo, lokując dwie wystawy w pomieszczeniach dawnej restauracji Patria. Umieszczono tam fotograficzną instalację polskiego, działającego w Norwegii artysty Kamila Kaka. Ukazuje on wpływ cywilizacji na naturalne środowisko jednej z najbardziej wysuniętych na północ ludzkich osad. Można się też po dawnej Patrii z nostalgią przespacerować i obejrzeć dużą pokonkursową wystawę „Street Corner”, czyli fotografie uliczne wielu autorów.
Dużą zbiorową wystawę, zlokalizowaną w Galerii Bielskiej BWA, poświęcono z kolei 35-leciu Instytutu Twórczej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w Opawie, gdzie – jak z satysfakcją podkreśla prof. Vladimir Birgus, kierownik Instytutu, niemal połowa studentów to Polacy. Fotografia najwyraźniej łączy ludzi i narody... Szczegółowy program FotoArtFestivlu na stronie www.fotoartfestival.com) Zdzisław Niemiec Podpisy pod zdjęcia: Inez Baturo otoczona przez dziennikarzy. Maraton Autorski w auli Towarzystwa Szkolnego im. M. Reja. Fragment wystawy Aristida Economopoulosa „Coney Island” na zamku Sułkowskich.
Zdzisław Niemiec
[email protected]
Zdjęcie główne: Michael Christopher Brown – „90 mil”, fot. FAF
Oceń artykuł:
19 3
Publikacja 8.10.:
https://bielsko.biala.pl/aktualnosci/58636/w-piatek-rozpoczyna-sie-swieto-pasjonatow-fotografii-w-tym-roku-festiwal-swietuje-20-lecie
Publikacja 13.10.:
https://bielsko.biala.pl/aktualnosci/58689/miasto-niczym-wielka-galeria-prace-mozna-podziwiac-m-in-w-przejsciach-podziemnych-foto