Bez przełomu - tak jednym zdaniem streścić można drugi dzień przeczesywania częściowo osuszonego stawu Błaskowiec w Czechowicach-Dziedzicach. Podobnie jak w sobotę służby przy użyciu bosaków metr po metrze sprawdzały grząskie dno.

Niedzielne działania właściwie niczym nie różniły się od czynności podejmowanych pierwszego dnia. Strażacy poruszali się tyralierą i krok po kroku wbijali w bardzo grząski muł bosaki, by upewnić się, że szlam nie ukrywa ludzkiego ciała. Trwające dziś kilka godzin dziania zakończyły się wczesnym popołudniem.

Za służbami półmetek, jeśli patrzeć na czas, jaki wyznaczony został na działania w stawie Błaskowiec. - W ciągu dwóch dni udało się sprawdzić około 1/3 powierzchni - mówi nam kom. Sławomir Kocur, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. Policjant wierzy, że do wtorku udać się sprawdzić cały staw.

Wśród mieszkańców padają pytania, z jakich względów służby powróciły nad staw, choć czynności w tym miejscu wykonywane były kilkukrotnie - najpierw przez strażaków i nurków z EdenSportu w Bielsku-Białej, a później przez biegłego Macieja Rokusa. Z naszych informacji wynika, że w ostatnich tygodniach nie pojawiły się żadne nowe dowody lub poszlaki, sugerujące, że ciało 24-latki może znajdować się w stawie.

Śledczy po prostu po raz kolejny - wykorzystując fakt spuszczenia wody ze stawu przez jego właściciela - upewniają się, że jedna z pierwotnych wersji przedstawionych w toku postępowania przez podejrzanego Patryka B., w której mówił, że udusił czechowiczankę i wrzucił ją do stawu, była nieprawdziwa.

bak