O przełomowej roli porażek w życiu każdego z nas, odrzuceniu mitu „superwoman” i heroicznej walce o powrót do sprawności po tragicznym wypadku na Islandii. To była dwugodzinna, inspirująca prelekcja z udziałem Martyny Wojciechowskiej.

Prelekcja miała miejsce w piątek w kinie Helios w Sferze. Bezpłatne bilety na to wydarzenie rozeszły się błyskawicznie. Spotkanie zorganizowała marka Jack Wolfskin, której podróżniczka jest ambasadorką. - Kocham Bielsko, bo są tu góry - przyznała. Często odwiedza nasze rejony, bo ma tu znajomych.

Głównym tematem spotkania były porażki. - Nasze życie złożone jest z porażek, tak samo, jak z sukcesów. Kiedy ponosimy porażki, warto wziąć za nie odpowiedzialność - mówiła. - Wielu ludzi myśli, że jestem „superwoman”, której wszystko się udaje. Tymczasem ja też mam momenty zwątpienia.

Podróżniczka wspominała także swoje początki, które uczyły ją pokory. - Ponosimy porażki i najważniejsze jest to, co z nimi robimy - czy pozwalamy, by nas złamały, czy uczymy się z nich i idziemy dalej. Ja należę do tych, których porażki hartują. Dowiedziałam się, że to się nazywa „wzrastanie przez kryzys” - mówiła.

Podczas prelekcji podzieliła się także osobistym wspomnieniem związanym z wypadkiem samochodowym, do którego doszło w 2004 roku na Islandii. - To był moment, który podzielił moje życie na dwie części. Straciłam wówczas przyjaciela i operatora Rafała, a sama doznałam poważnych obrażeń, w tym złamania kręgosłupa. Przez długi czas miałam poczucie winy i nie widziałam sensu życia - podkreślała.

Wojciechowska przyznała, że przełom nastąpił, gdy wyznaczyła sobie nowy cel - zdobycie Mount Everestu. - Lekarz powiedział mi, że nie wrócę do pełnej sprawności i muszę znaleźć inne marzenia. A ja wtedy pomyślałam, że muszę zmienić lekarza. Od tej chwili trenowałam - najpierw ściskając piłeczkę i rozciągając gumki, potem coraz intensywniej. Everest stał się moim symbolem powrotu do życia - mówiła.

W sobotę podróżniczka gościła w Galerii Sfera II. Nie brakowało zdjęć, autografów i rozmów z gośćmi. 

ak