Bacówka z bali dla alpak, plac zabaw, a może park linowy powstać ma na Błatniej, gdzie we wrześniu wylano fundamenty pod inwestycję, co spotkało się z falą krytyki. Co więcej, prywatna działka ma docelowo zostać ogrodzona, a przez jej środek przebiega żółty szlak na beskidzki szczyt. Sprawę wylania 12 stóp fundamentowych i dalsze plany inwestorki próbuje ustalić nadzór budowlany, który ponad dwa tygodnie temu pojawił się na miejscu i wezwał kobietę do wyjaśnień. Inwestorka dotychczas nie stawiła się w nadzorze, ale zgodziła się na rozmowę z naszą redakcją.

Sprawa została nagłośniona przez społeczników z Razem dla Jaworza. Prezes stowarzyszenia Michał Długi wystąpił nawet na sesji rady w Jaworzu, choć inwestycje powstaje już na terenie gminy Brenna. - Ciszę i otwarte przestrzenie zastępują fundamenty, beton i plany komercjalizacji. Boimy się, że to dopiero początek - skoro powstały przyłącza i droga, to kolejne inwestycje mogą być już tylko kwestią czasu - mówi.

12 stóp fundamentowych pod wiatę?

Inwestycja powstaje blisko schroniska znajdującego się na szczycie. Niewątpliwie beton pod 12 stóp fundamentowych musiał zostać wylany z betoniarki. Michał Długi jest przekonany, że ciężki sprzęt wjechał na Błatnią od strony Jaworza. Skontaktowaliśmy się z Nadleśnictwem Bielsko, gdzie przekazano nam, że początkiem września właściciel działki złożył zapytanie związane z dojazdem do swojej działki.

- Odpisaliśmy, że właściciel gruntu ma prawo poruszać się drogami leśnymi w celu dojazdu do własnego gruntu. Takie prawo daje ustawa. W tym samym piśmie wskazaliśmy, że ze względu na to, że droga ukształtowana jest jak jest (stroma - red.) i biegnie po niej żółty szlak turystyczny, to niewskazany jest dojazd - wyjaśnia rzecznik Tomasz Gawęda. Z tego względu leśnicy sugerowali, dojazd od strony Brennej.

O kwestię wydanie pozwolenia na budowę zwróciliśmy się do Starostwa Powiatowego w Cieszynie. Działka położona jest w obszarze uchwalonego kilka lat temu planu przestrzennego i jej podstawowym przeznaczeniem są pastwiska i zieleń nieurządzona. Jako przeznaczenie uzupełniające wyznaczono obiekty czy urządzenia infrastruktury technicznej, związane z gospodarką pasterską oraz ciągi piesze i rowerowe.

Pozwolenia nie było, ale czy musiało być?

Starostwo potwierdza, że początkiem roku inwestor złożył wniosek o wydanie pozwolenia na budowę wiaty pasterskiej, co wpisuje się w ustalenia planu miejscowego. - Inwestor był wzywany do uzupełnienia dokumentacji. Nie zrobił tego i wobec braków wydana została prawomocna decyzja odmowna - słyszymy.

Gdy pytamy, co inwestor chciał wybudować na zboczu Błatniej słyszymy, że była to „nieduża wiata” związana z hodowlą owiec i z tego względu organ wzywał inwestora do wykazania prowadzenia działalności rolniczej, czego nie uczynił. Starostwo nie otrzymało też żadnego zgłoszenia planowanych prac w tym miejscu.

Prawo budowlane dopuszcza jednak wznoszenie szeregu obiektów bez konieczności uzyskania pozwolenia na budowę, a nawet bez zgłoszenia robót. Jeśli na działce nie znajduje się budynek mieszkalny to bez zgłoszenia wybudować można wiatę o powierzchni zabudowy do 35 mkw. Są też przepisy, które dotyczą rolników i jeśli obiekt służyć ma produkcji rolnej, to bez zgłoszenia zbudować można wiatę lub jednokondygnacyjny obiekt gospodarczy do 150 mkw. powierzchni, ale z zastrzeżeniem, że rozpiętość konstrukcji nie może być większa niż sześć metrów, a wysokości nie może przekroczyć siedmiu metrów.

Nadzór wezwał inwestorkę do wyjaśnień

Dalsze działania w sprawie, by ustalić, czy doszło do samowoli budowlanej, prowadzi Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Cieszynie. Nadzór był na miejscu budowy w poniedziałek, 22 września. Następnie wezwał inwestorkę do stawiennictwa, by wyjaśniła, co buduje. Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego, inwestor ma 21 dni, by złożyć wyjaśnienia. Do wczoraj kobieta nie stawiła się w urzędzie. 


Czerwona linia - prywatna działka, żółta linia - szlak na Błatnią, podkład: mapa-turystyczna.pl

Udało nam się dotrzeć do księgi wieczystej nieruchomości. Działka o powierzchni ponad 62 arów ma dwóch współwłaścicieli - osobę prywatną, która ma 3039 z 3139 udziałów, i spółkę z siedzibą w Rudzicy, do której należą pozostałe udziały. Wspomniana osoba prywatna to kobieta mieszkająca w Bielsku-Białej, która prowadzi działalność gastronomiczną. To ona wnioskowała o wydanie pozwolenia na budowę.

Inwestorka zgodziła się na rozmowę z naszą redakcją. Wyjaśniła, że działkę nabyła kilka lat temu od kobiety, która „urodziła się i wychowała w schronisku na Błatniej”. - Ona mając 20 lat odkupiła kawałek ziemi od Lasów Państwowych i urządziła tam stok narciarski. To jest południowa strona, po paru latach stwierdziła, że to nie ma sensu. Sama nie lubiła też gór, bo codzienna droga do szkoły, to była dla niej męka - mówi.

Rozmówczyni wyjaśnia, że spółka, która jest współwłaścicielem działki na Błatniej, dysponuje wydzielonymi dwoma arami terenu na którym miała maszt telekomunikacyjny. - Niedawno został rozebrany - dodaje.

Przez środek działki biegnie żółty szlak

Kobieta na swojej części działki planuje inwestycję o charakterze turystycznym. Ma to być bacówka związana z hodowlą zwierząt i najpewniej będą to alpaki, ale kobieta dodaje, że do końca „nie wie, w którą stronę to pójdzie”. Zabudowa będzie miała ok. 35 mkw. powierzchni, a wiata wybudowana ma zostać z bali.

W sąsiedztwie powstać ma plac zabaw dla dzieci, choć inwestorka myślała też o parku linowym. W planach jest także ogrodzenie działki. - Kiedyś było wąskie przejście, teraz jest coraz szersze, wydeptane - mówi współwłaścicielka działki. Turyści spacerują przez prywatny teren, bo praktycznie przez jej środek biegnie szlak w kierunku schroniska na Błatniej. Stąd do szczytu jest niewiele ponad 200 metrów.

Plany te martwią prezesa Razem dla Jaworza. Michał Długi przypomina, że po zachodniej granicy prywatnej działki biegnie wschodnia granica proponowanego rezerwatu „Błatnia”, który znalazł się wśród setek innych propozycji shadow list dla sieci Natura 2000. Planowany rezerwat liczyć ma ponad 130 hektarów, chronione mają być kwaśne i żyzne buczyny oraz stanowiska chronionych gatunków roślin naczyniowych. Spór wokół inwestycji pokazuje, jak delikatna jest granica między prawem własności a ochroną przyrody i krajobrazu.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]