Podpalenie było przyczyną pożaru dawnej owczarni w Bielowicku, do którego doszło na początku roku. Takie wnioski płyną w opinii biegłego z zakresu pożarnictwa, a śledczy dodatkowo zabezpieczyli nagrania z monitoringu, na których widać jak przed wybuchem pożaru wokół pustostanu pojawił się samochód i nieustalona osoba. Prokuratora prowadzone w tej sprawie postępowanie musiała jednak umorzyć.

- Zdarzenie nie zagrażało życiu lub zdrowiu wielu osób ani mieniu w wielkich rozmiarach - co wynika z analizy całości zgromadzonych materiałów - w tym opinii biegłego - wyjaśnia powody umorzenia postępowania prokurator rejonowy Łukasz Zachura. Równocześnie śledczy nie mogli kontynuować swoich czynności w oparciu o artykuł kodeksu karnego dotyczący ścigania sprawcy zniszczenia mienia.

W pustostanie znajdowała się słoma

Ścigania osób odpowiedzialnych za pożar nie chciał właściciel dawnej owczarni. - Nie złożył wniosku o ściganie, co stanowi formalną przesłankę niweczącą możliwość prowadzenia dochodzenia w tym kierunku - wyjaśnia prokurator Zachura. Nie ma jednak wątpliwości, że pożar był wynikiem podłożenia ognia.

Do pożaru w Bielowicku doszło w nocy na początku lutego tego roku. Słup ognia widziany był w promieniu co najmniej kilkuset metrów, a pożar był już mocno rozwinięty, gdy na miejsce po kwadransie od zgłoszenia dojechały pierwsze zastępy straży pożarnej. W trwających kilka godzin działaniach brało udział łącznie 14 zastępów i ponad 60 strażaków. Mimo wysiłku ratowników całkowitemu spaleniu uległy zabudowania gospodarcze o wymiarach 75 x 12 m, w których częściowo zawaliła się konstrukcja dachu.

Po zdarzeniu pogorzelisko wizytował biegły z zakresu pożarnictwa, a w środku ujawniono słomę. Jak mówi prokurator Zachura, w wydanej obszernej ekspertyzie biegły stwierdził, że pożar miał swój początek w obrębie wnętrza pustostanu, a najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru było podpalenie.

W toku postępowania prokurator prowadzący postępowanie zgromadził także inne materiały dowodowe - zarówno osobowe, jak i nieosobowe. Ważny dowód w sprawie, potwierdzający hipotezę o zaprószeniu ognia, stanowiło nagranie zarejestrowane przez kamerę zlokalizowaną w dużej odległości od miejsca pożaru.

Śledztwo wobec cieszyńskiego gangu nadal trwa

- Ujawniono, iż w rejonie miejsca objętego później pożarem, miał uprzednio miejsce ruch pojazdów i osoby - mówi prokurator rejonowy Łukasz Zachura. Z racji znacznej odległości dzielącej kamerą od dawnej owczarni oraz z uwagi na jej zakres, pole pracy i nocną porę zdarzenia, co miało wpływ na jakość nagrania, nie udało się ustalić tożsamości osoby ani zidentyfikować samochód, który pojawiły się blisko pustostanu.

Po zdarzeniu mnożyły się teorie spiskowe, że zaprószenie ognia to zatarcie śladów działalności przestępczej, która miała miejsce w Bielowicku. Wiosną 2023 roku przez kilka dni dziesiątki funkcjonariuszy przeczesywało teren i budynki dawnej owczarni. Jak ustaliliśmy, pożar z lutego nie wzbudził żadnego zainteresowania Prokuratury Krajowej, która prowadziła dwa śledztwa związane z działalnością dwóch grup przestępczych o charakterze zbrojnym. Wszelkie dowody w tym miejscu dawno zostały już skrupulatnie zabezpieczone.

Katownię w Bielowicku urządziła sobie jedna z grup przestępczych, której członkowie wywodzili się z powiatu cieszyńskiego. Przestępcy stosowali w niej wobec swoich ofiar, które nie rozliczyły się z transakcji narkotykowych lub podejrzewano je o współpracę z policją, przemoc fizyczną czy groźby karalne, a dwie osoby zabili. Posługiwano się przy tym bronią i niebezpiecznymi narzędziami - pałkami, maczetami, katanami czy paralizatorami. Śledztwo wobec grupy nadal trwa, podejrzanych jest ponad 20 osób.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]