W Bielsku-Białej nie ma ani jednego schronu. Miejsca ukrycia wymagają pilnych i wielkich nakładów
Kilkadziesiąt milionów złotych kosztować może dostosowanie budowli ochronnych w Bielsku-Białej na wypadek wojny. Schronienie znajdzie w nich niewiele ponad 12 tysięcy bielszczan, a zdecydowana większość z miejsc ukrycia jest w fatalnym stanie, bo powstała w latach 50. i 60., gdy budowane były tzw. ZOR-y oraz szkoły tysiąclecia. Dwie największe budowle ukrycia w tzw. obiektach zakładowych znajdują się pod Szpitalem Wojewódzkim w Bielsku-Białej i płytą byłego dworca PKS (na zdjęciu).
W poprzednim tygodniu Polska została zaatakowana 19 dronami. To pierwsza taka sytuacja po II wojnie światowej, by w przestrzeni powietrznej NATO zestrzelone zostały rosyjskie bezzałogowce - mówił szef MON wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Choć może się wydawać, że Bielsko-Biała leży daleko od wschodniej granicy, to jeden z dronów spadł 150 kilometrów od naszego miasta. Po incydencie wielu mieszkańców pytało, w jaki sposób jesteśmy przygotowani na ewentualny atak z powietrza?
Miejsca ukrycia pod bielskimi ZOR-ami
Nadzór budowlany i straż pożarna od wiosny prowadzą przeglądy miejsc schronienia w całej Polsce. To, co potocznie nazywamy schronami, zgodnie z prawem powinno być obiektem hermetycznym zapewniającym ochronę przed atakiem nuklearnym. Na terenie Bielska-Białej nie ma więc ani jednego schronu.
W Bielsku-Białej mamy za to 102 tzw. obiekty ukrycia, czyli budowle drugiej kategorii chroniące przed czynnikami rażenia. Zmieści się w nich 12 430 mieszkańców, a większość powstała w latach 50. i 60., stąd ich zły stan techniczny. Dotychczas adresy tych miejsc nie były powszechnie znane. Wiosną w odpowiedzi na interpelację radnych PiS udostępniono wykaz adresów budowli z podziałem na właścicieli.
2/3 tzw. obiektów ukrycia w Bielsku-Białej znajduje się pod budynkami mieszkalnymi, a szybka analiza adresów wskazuje, że w zdecydowanej większości budowle mieszczą się na tzw. ZOR-ach. To bloki przy ulicy Milusińskich, Energetyków, Radosnej, Młodości, PCK, Rychlińskiego, Mieszka I, kpt. Boryczki czy Piastowskiej. Tylko pojedyncze budowle ukrycia znajdują się pod innymi obiektami mieszkalnymi na terenie miasta, a na bardzo wielu bielskich osiedlach nie ma żadnego lub funkcjonują pojedyncze takie miejsca.
Osiem szkół i zakładowe miejsca ukrycia
Wykaz uzupełnia osiem szkół, z których największa budowla ochronna, mogąca pomieścić blisko 500 osób, znajduje się w liceum przy ulicy Michałowicza. Są także cztery tysiąclatki z czasów Gomułki, których dodatkową rolą była ochrona ludności w razie wojny. Na liście jest także 25 tzw. obiektów zakładowych.

Miejsce ukrycia przy ulicy Sikornik w Bielsku-Białej
Myliłby się ten, kto spodziewałby się wielkiego obiektu ochronnego na terenie dawnych zakładów FSM - przy ulicy Grażyńskiego jest budowla ochronna, ale na 150 osób. Trzy miejsca schronienia mieszczą się przy ulicy Komorowickiej, najprawdopodobniej na terenie firmy Nemak. Budowle ukrycia znajdują się także na terenie dawnych zakładów Apeny przy ulicy Leszczyńskiej, zamkniętej rok temu firmie Signify (dawny Philips) przy ulicy Słowackiego, w wystawionym na sprzedaż gmachu dawnej siedziby Narodowego Banku Polskiego u zbiegu ulicy Sixta i Krasińskiego, w zakładach Belos przy ulicy gen. Kustronia, w Bezalinie przy ulicy Piastowskiej, a także w dawnych zakładach Befamy przy ulicy Powstańców Śląskich.
Z jawnego wykazu wynika, że największa budowla ukrycia znajduje się pod Szpitalem Wojewódzkim w Bielsku-Białej. Jest w stanie schronić aż 1200 osób, to dwukrotnie więcej niż kolejny tego typu obiekt. - I jest w bardzo dobrym stanie - mówi Krzysztof Gałuszka, szef zarządzania kryzysowego w Ratuszu.
Największy schron jest pod szpitalem
W rozmowie z redakcją były dyrektor placówki Ryszard Batycki wyjaśnia, że miejsce schronienia to w rzeczywistości bardzo długie ciągi korytarzy znajdujące się na poziomie -1 i -2. - One biegną pod budynkami, ale w poprzek głównych korytarzy szpitala, od ulicy Boboli w kierunku Szyndzielni. Prowadzą do nich specjalne drzwi, posiadają systemy wentylacyjne - przypomina sobie były dyrektor. - Głównym zamysłem ich budowy było miejsce do ewentualne schronienia pacjentów i w tym celu zostały wybudowane.
- Gdy do 2003 roku budowano szpital, to w międzyczasie zlikwidowano województwo bielskie i inwestycję kończyły władze nowego województwa śląskiego. Z powodów finansowych rewidowano plany. W planach była m.in. budowa dodatkowych schronów za budynkiem szpitala, w miejscu, gdzie funkcjonuje ogród. Oczywiście ze względów finansowych wycofano się z tego, bo brakowało środków na dokończenie budowy szpitala. Wtedy też nikt nie przewidywał ryzyka konfliktu zbrojnego - przypomina Ryszard Batycki.
Trzecią największą budowlą ukrycia w Bielsku-Białej jest podziemny obiekt pod płytą dawnego dworca PKS. Zmieści się w nim ponad 240 osób. - Budowla wymaga nakładów, ale jej lokalizacja sprawia, że z pewnością będzie brana w pierwszej kolejności do ewentualnego remontu - mówi naczelnik Gałuszka.
Wejście znajduje się w pobliżu kładki pieszej, do właściwej części schronu prowadzi system podwójnych drzwi, z których pierwsze są skorodowane i mają dużą szczelinę. Po wejściu widzimy specjalne załamanie chroniące przed skutkami wybuchu. Wybudowana jest strefa sanitarna z dwiema toaletami.
Miejsce ukrycia ze szczeliną w drzwiach
Podobnie jak w przypadku miejsca ukrycia pod Szpitalem Wojewódzkim, obiekt pod płytą dworca PKS składa się z korytarzy, a nie jednego, wielkiego pomieszczenia. Dwa długie ciągi korytarzy ponownie łączą się ze sobą po kilkuset metrach. Po drodze mijamy pomieszczenie z niesprawną wentylacją, są miejsce, gdzie trzeba się dobrze schylić. Wyjście ze schronu znajduje się od strony ulicy Przechód Dworcowy.
Wykaz budowli ukrycia zawiera także tajemnicze obiekty pod adresem Sikornik 2A i 3A, ale próżno szukać budynków z takim numerem. W rzeczywistości to wysoka, porośnięta drzewami i krzakami ziemna skarpa usytuowana mniej więcej na wysokości dawnych zakładów Befama. Wchodziło się do nich z poziomu ulicy przez niewielkie bramy w ciągnącym się wzdłuż skarpy kamiennym murze oporowym. Aktualnie wejścia są zamurowane, by nie gromadziły się w nich osoby bezdomne, ale pół wieku temu obiekt wykorzystywany był w ćwiczeniach obrony cywilnej, kiedy organizowano w nich próbne alarmy przeciwlotnicze.

Miejsce ukrycia przy ulicy Sikornik w Bielsku-Białej
Zły stan techniczny miejsca schronienia, który według karty obiektu powstał w latach powojennych, potwierdza naczelnik Gałuszka. Urzędnicy kilka lat temu myśleli nawet, żeby wykorzystać budowlę i zorganizować w nim magazyn obrony cywilnej. Ze względu na panującą w nim wilgoć i zalewanie przez wody opadowe, a co za tym idzie bardzo duże nakłady finansowe z pomysłu bardzo szybko zrezygnowano.
Kilkadziesiąt milionów na remont miejsc ukrycia
W trakcie ostatniego sprawdzenia w 2017 roku właścicielem obiektu było Centrum Biznesu Befama, które niedawno zbyło zabudowania po dawnej fabryce na rzecz spółki należącej do Cavatiny. - Żadnego obiektu nie skreślamy, ale zobaczymy co będzie po ich inwentaryzacji - mówi naczelnik Gałuszka, gdy pytamy o sens remontu ziemnej budowli w centrum miasta. Inspekcje miejsc schronienia trwają od wiosny.
Kto odpowiadać i finansować będzie remont miejsc ukrycia na wypadek wojny? - Jeśli w trakcie kontroli tych miejsc uznamy, że budowla ukrycia jest przydatna i potrzebna, to będziemy zawierać umowę z właścicielem obiektu lub będziemy wydawać decyzję administracyjną o korzystanie z takiej budowli. Na remont i dostosowanie obiektów do przepisów pozyskiwać będziemy środki z budżetu państwa za pośrednictwem wojewody, by obiekt służył jako budowla ochronna ludności - wyjaśnia naczelnik Gałuszka.
Z szacunków, które były aktualne na przełomie 2023 i 2024 roku wynika, że aby dostosować wszystkie 102 obiekty ochronne na terenie Bielska-Białej do stanu używalności potrzeba będzie co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych. Już po pierwszych kontrolach wiadomo, że część z nich nie nadaje się do remontu.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
26 41
Igrzyska do samego końca.