Zapomniane bielskie osiedle. Plac zamknięty łańcuchem, siłowni brak, a nocą strach iść ZDJĘCIA
- Przypomną sobie o nas, czy jest potrzebna składka osiedlowa na naprawę jedynego placu zabaw i przycięcie drzew? - zastanawiają się mieszkańcy jednego z najstarszych bielskich osiedli. - Siłowni pod chmurką tu nie ma, część latarni nie świeci - prawie jak w kultowym, polskim serialu - dodają zniesmaczeni mieszkańcy Grunwaldzkiego.
Na jednym z najstarszych osiedli w Bielsku-Białej czas jakby się zatrzymał. Jedyny plac zabaw dla dzieci od dawna jest nieczynny. Ogrodzony płotem, bramka zamknięta solidnym łańcuchem i kłódką. - Końcem lipca bramka wisiała na jednym zawiasie, ale już naprawili. W nocy tu jest ciemno, monitoringu brak. Informacji, dlaczego jest zamknięty, też nie ma. Zarasta trawą i chwastami - mówi jeden z mieszkańców osiedla.

- Jakieś drobne uszkodzenia mógłbym naprawić we własnym zakresie, ale przecież nie wejdę tam przez płot, bo jeszcze ktoś posądzi mnie o włamanie. Być może nie trzeba tu dużo naprawiać. Umyć, odmalować? Kiedyś tu bawiły się dzieci, ale teraz albo muszą korzystać z oblężonego ogródka jordanowskiego przy ulicy Zielonej, albo z pobliskich parkingów, a to jest niebezpieczne - wyjaśnia pan Andrzej.
Strach iść, gdy nie świeci żadna latarnia
- Niedaleko jest przedszkole. Ktoś wracający z dzieckiem mógłby pomyśleć, że dziecko się jeszcze pobawi na tym placu zabaw, ale „odbijają się” od zamkniętej bramki - wtrąca pani Asia. Tuż obok placu jest chodnik, który łączy ulicę PCK z Młodości. W dzień jest bezpiecznie, w nocy - strach iść, nie świeci żadna latarnia.
- Idąc tędy widać tylko żar papierosa, o ile ktoś pali, ale ani nie widać kto siedzi na ławce, i w jakim jest stanie. My, dorośli się nie boimy, ale proszę sobie wyobrazić nastolatkę idącą do domu. Jak do tej pory usterki nie naprawiono, ale jak świeciły latarnie, to głównie oświetlały rozrośnięte korony drzew. Idzie pan w deszczu, to gałęzie są nisko - mówi mieszkanka osiedla. - Oczywiście nie chodzi o wycięcie tych drzew i zostawienie pnia z dwoma gałązkami, ale o przycięcie i pielęgnację - dodaje pani Asia.

Latarnie nie świecą także w pozostałej części osiedla Grunwaldzkiego. Ciemno jest na ulicy Milusińskich, Młodości i Radosnej. - Pierwszy raz zgłaszałem pod numer 991 awarię oświetlenia 11 sierpnia, latarnie zaświeciły się na mniej więcej dwie godziny i tyle. Dzień później ponowiłem zgłoszenie. Jest 20 sierpnia, latarnie na Milusińskich nadal nie świecą. W czwartym zgłoszeniu, po uprzednim spacerze ulicami osiedla, dodałem ulicę Radosną i Młodości. W słuchawce usłyszałem - naprawimy tak szybko, jak to będzie możliwe - mówi mieszkaniec osiedla. W tym przypadku usterkę naprawiono po czwartym zgłoszeniu.
Bezskutecznie proszą o siłownię
- Jakiś czas temu zebraliśmy kilkadziesiąt podpisów, żeby utworzyć siłownię pod chmurką. Ludzie do tej pory chodzą i się pytają, czy będzie ta siłownia? - powiedział nam pan Mirosław. - Przez tyle lat walczyłem o boisko, a teraz? Nikt się nim nie interesuje, a już dawno powinno być zmodernizowane - dodaje.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że inne osiedla mają siłownie, z których mogą korzystać dzieci, dorośli, a nawet starsze osoby. - Jest moda na zdrowy, aktywny tryb życia, ale nasze osiedle jest trochę zacofane pod kątem infrastruktury i utknęło w latach 70. Tyle się mówi o niżu demograficznym, a urzędnicy nie wszędzie potrafią zadbać o rozrywkę dla dzieci. Nie każdego stać na wyjazdy do parków rozrywki, wyjścia na basen… W tak dużym mieście nie powinno być problemu, by niewielkim kosztem coś dla nas zrobił - mówi lokatorka.

Jeśli komuś wydaje się, że na osiedlu Grunwaldzkim mieszkają tylko sędziwe osoby, które wieczorem nie wychodzą z domu, nie potrzebują placu zabaw, czy siłowni pod chmurką, to tak nie jest. Wraz z upływem czasu nastąpiła wymiana pokoleń, pojawili się młodsi mieszkańcy. Część to rodziny z małymi dziećmi.
- Kosztorys naprawy tego placu opiewa na kwotę ponad 60 tys. zł. Budynkami zarządzają różne wspólnoty. Jak mamy dotrzeć do wszystkich i sprawdzać kto jest zainteresowany przywróceniem tego placu do życia, a kto nie? – zastanawia się pan Darek. - A może trzeba to po prostu zlikwidować, wbić cztery tyczki i przynajmniej dzieci będą mogły grać w piłkę? Czasy grania w kapsle i zabaw na trzepaku dawno się skończyły. Teraz dzieciaki oczekują czegoś więcej. A osiedle? Powinno być zadbane… - kwituje.
Tekst i foto: Mirosław Jamro
Oceń artykuł:
66 22
Autor: Mirosław Jamro
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl
Galeria:
Komentarze 1












