Wielka woda doszczętnie spustoszyła Bar nad Potokiem w Kozach. Zniszczone zostało wyposażenie lokalu, a prace nie ruszą, dopóki mury nie zostaną osuszone. Powódź porwała także żółwie i rybki z oczka wodnego. Z pomocą ruszyli mieszkańcy.

Pani Lucyna z panem Andrzejem przez lata gościli mieszkańców i turystów przejeżdżających biegnącą zaraz obok DK52. Wiele osób mówiło, że jedli to najlepszego pstrąga w okolicy. Wszystko zniszczyła powódź z końca lipca. Gwałtowny opad w niedzielny wieczór sprawił, że bar został doszczętnie zalany.

- Tu był basen… Jesteśmy bardzo nisko położeni i po prostu nas zniszczyło. Wnętrze, wyposażenie, dosłownie wszystko - przyznaje pani Lucyna. - Plac się umyje, ale środek lokalu trzeba kompleksowo wyremontować. Dopóki ściany nie będą suche, to nie możemy nic zrobić. Na razie sprzątamy - mówi. Z pomocą ruszyli mieszkańcy Kóz, a w internecie założona została zbiórka. Właściciele są wzruszeni i dziękują za wsparcie.

Więcej na ten temat pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie tygodnika jest już w sprzedaży. E-wydanie TUTAJ. 

bak