Uliczny terror miłośników „wiejskiego tuningu”. Niewidomi proszą o empatię i apelują o działania
Z niektórymi trzeba zamienić choć parę słów, by zorientować się, że ma się do czynienia z osobą nieokrzesaną i pozbawioną empatii. Jednak jest kategoria troglodytów, która ogłasza to z daleka, bowiem tak „usprawniła” swój pojazd, że huk obudziłby zmarłego. Cierpią na tym wszyscy, ale jest to dotkliwe szczególnie dla osób niewidomych, które hałas tak dezorientuje, że wręcz uniemożliwia poruszanie się po mieście. Prezes bielskiego Koła Grodzkiego PZN apeluje o działania.
Dla osób niewidomych z oczywistych względów samodzielne poruszanie się po Bielsku-Białej to duże wyzwanie. Choć ze stanem infrastruktury czy komunikacji miejskiej jest coraz lepiej, to kłód pod nogami nie brakuje. I to niemal dosłownie, bowiem o temacie porzucanych gdzie popadnie elektrycznych hulajnóg już było głośno. W tym drugim przypadku „głośno” to słowo-klucz.
List z apelem do licznych instytucji
Na problem nadmiernego hałasu pochodzącego z pojazdów, w których przerobiono tłumiki, zwraca uwagę Tadeusz Gierycz, prezes zarządu Koła Grodzkiego Polskiego Związku Niewidomych Okręgu Śląskiego w Bielsku-Białej. Wielu bielszczan rozpoznaje szefa tej organizacji, bowiem nie tylko jest aktywny na niwie społecznej czy kulturalnej, ale też na co dzień porusza się po centrum miasta i korzysta z komunikacji miejskiej. Jego biuro mieści się przy ulicy Mostowej 1, a to jedno z kilku miejsc w śródmieściu, w których ruch pieszych, samochodów i innych pojazdów jest największy.
Wystosował wniosek m.in. do władz Bielska-Białej, policji i parlamentarzystów. - Zwracam się z gorącą prośbą do wszystkich, którzy z racji pełnionych funkcji, mających wpływ na porządek prawny, aby poczynili starania o zmniejszenie hałasu ulicznego, generowanego przez samochody i motocykle, których właściciele zaingerowali w ich konstrukcję, z powodów egoistycznych, tak aby wzniecały szczególne dźwięki, bardzo dotkliwe dla osób niewidomych przebywających w ruchu ulicznym - czytamy w piśmie z 29 lipca.
- Wyjaśnię, że osoby niewidome, poruszając się w przestrzeni miejskiej, wykorzystują między innymi znane sobie dźwięki do nadania kierunku swojego marszu. Można sobie wyobrazić zaburzenia, jakim podlegają oni, spotykając pojazd o nadmiernej głośności, przejeżdżający obok nich - zwraca uwagę Tadeusz Gierycz.
Huk zaburza poczucie przestrzeni
- W Bielsku-Białej zrobiono już wiele, aby dostosować się do ustawy o dostępności, a tymczasem nieodpowiedzialni ludzie zaburzają ten bezcenny dla osób niepełnosprawnych proces, zachęcający do samodzielności. Myślę, że radykalne działanie przeciw przejawom pogardy dla prawa jest tu bardzo wskazane - wnosi o użycie odpowiednich narzędzi do rozwiązania problemu, bo sami pokrzywdzeni są tu bezradni, szef bielskiego Koła Grodzkiego PZN.
Jak mówi Tadeusz Gierycz naszej redakcji, gdy przebywa w biurze przy ulicy Mostowej i ma otwarte okno, doświadcza tego szczególnie często. Podobnie jest w całym centrum miasta wraz z rozpoczęciem weekendu, bowiem do śródmieścia licznie ściągają wszelkiej maści miłośnicy motoryzacji, chcący „pochwalić się” tym, na co jedynie ich stać. Często hukowi towarzyszy też przekraczanie prędkości, a reakcji służb nie widać.
- Sam kiedyś jeździłem na motocyklu i wiem, co robią użytkownicy, by hałas był jak największy. Ale pobudek tego dobrze nie znam. Chcą się poczuć jak kierowcy na torze? - pyta Tadeusz Gierycz. I precyzuje, co natomiast czuje osoba niewidoma zaszczuta rykiem silników. - Gdy jestem na ulicy, to ten huk wytrąca mnie z równowagi i zaburza poczucie przestrzeni. To zwykłe dźwięki ulicy pozwalają się mi zorientować, gdzie jestem, że na przykład dochodzę do znanego mi punktu i muszę uważać. Gdy podnosi się ryk, to mogę tylko stanąć i poczekać aż minie. Niestety, bywa że to trwa bardzo długo, jeśli taki głośny kierowca porusza się po piętrowym parkingu centrum handlowego. Nieraz tam trwają takie głośne rajdy - wyjaśnia.
Inne miasta dają dobry przykład
Związek czeka teraz na reakcję bielskiej policji, która - wzorem choćby Wadowic czy Sopotu - może organizować cykliczne akcje wyłapywania zbyt głośnych kierowców. Na przykładzie tych miast widać wyraźnie, jak wielka jest skala problemu, bowiem w krótkim czasie zatrzymywanych jest po kilku-kilkunastu łamiących przepisy kierowców. Na dodatek policja ma całkiem niezłe instrumenty do tego, by skutecznie zniechęcić amatorów „wiejskiego tuningu” do głupich popisów.
- W sytuacji, gdy policjanci nabierają uzasadnionego podejrzenia, że układ wydechowy pojazdu został zmodyfikowany w sposób powodujący nadmierną emisję hałasu, mają do dyspozycji odpowiednie przyrządy pomiarowe - w tym sonometr, który pozwala precyzyjnie zmierzyć poziom emitowanego dźwięku. Normy dotyczące dopuszczalnego poziomu hałasu są ściśle określone w załączniku nr 1 do rozporządzenia ministra infrastruktury z 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów. Zgodnie z nimi, dopuszczalny poziom hałasu dla samochodów z silnikiem benzynowym wynosi 93 dB, a dla pojazdów z silnikiem Diesla - 96 dB - przybliża Sławomir Kocur, oficer prasowy bielskiej policji.
Kolejnym problem porzucone hulajnogi
- Jeśli funkcjonariusze stwierdzą przekroczenie tych norm, zatrzymują dowód rejestracyjny i kierują pojazd na obowiązkowe badanie techniczne, które ma prowadzić do usunięcia nieprawidłowości. Warto również podkreślić, że policjanci wydziału ruchu drogowego to doświadczeni funkcjonariusze, którzy często są w stanie - na podstawie ewidentnych objawów, takich jak wyjątkowo głośna praca silnika czy zmodyfikowany układ wydechowy - ocenić, że pojazd emituje nadmierny hałas. W takich przypadkach, nawet bez użycia urządzenia pomiarowego, mają pełne prawo skierować pojazd na dodatkowe badanie techniczne oraz zatrzymać dowód rejestracyjny. To istotna informacja, która rozwiewa wszelkie wątpliwości co do podstawy prawnej i kompetencji działania mundurowych - podkreśla funkcjonariusz.
Rzecz jasna, osoby niewidome nie mogą wskazać policji sprawców uciążliwych dla nich wykroczeń. - Inni widzą markę i rejestrację pojazdów, które wszystkim nam utrudniają życie, więc mogą powiadomić o tym policję. Dla osób niewidomych poruszanie się po centrum jest i tak utrudnione m.in. z powodu hulajnóg - o jakąś dozę empatii prosi prezes PZN.
Marcin Kałuski
[email protected]
Na zdjęciu: Tadeusz Gierycz w gąszczu hulajnóg, które - obok hałasu emitowanego przez zmodyfikowane pojazdy - stanowią największe bariery dla osób niewidomych. Fot. Koło Grodzkie PZN w Bielsku-Białej;
Oceń artykuł:
82 5
Wyobrażasz sobie wszędzie takie stacje? Wystarczy określić w regulamin nie sposób pozostawiania hulanjog i obciążać konta klientów, którzy się nie stosują.