Czarny Anioł oczekuje przeprosin. „Zostałem zaatakowany bez wyraźnego powodu”
Nie zostawię tej sprawy bez konsekwencji - tymi słowami Czarny Anioł zdecydował się odpowiedzieć na zarzuty, jakie pod jego adresem pojawiły się po czwartkowej imprezie plenerowej w Parku Włókniarzy. - Zostałem zaatakowany przez ochronę bez wyraźnego powodu, bez żadnych wcześniejszych próśb czy ostrzeżeń - twierdzi.
Aleksander, to mieszkający od siedmiu lat w Bielsku-Białej obywatel Ukrainy. Od ponad dwóch lat prowadzi kanały w mediach społecznościowych na których prowadzi transmisje na żywo i pokazuje oblicze miasta.
Zobacz: Policja interweniowała wobec Czarnego Anioła. „Nie reagował na polecenia” - foto
- Przez cały ten okres, uczestnicząc w dziesiątkach imprez organizowanych w mieście, nigdy nie miałem żadnych problemów z ochroną ani organizatorami. Zawsze rozumiałem i przestrzegałem zasad bezpieczeństwa. Wczorajsza (czwartkowa - red.) sytuacja była jednak absolutnie bezprecedensowa i niedopuszczalna - twierdzi Czarny Anioł w wydanym w piątkowe popołudnie oświadczeniu.
- Zostałem zaatakowany przez ochronę bez wyraźnego powodu, bez żadnych wcześniejszych próśb czy ostrzeżeń. Ochroniarze chwycili mnie za ręce i w sposób rażąco niekulturalny zwracali się do mnie, mówiąc m.in., że „nie jestem u siebie”. Co więcej, gdy zorientowali się, że posiadam włączoną kamerę, która rejestrowała całe zdarzenie, próbowali mi ją odebrać. Ich agresywne i nieprofesjonalne zachowanie zostało w całości zarejestrowane na nagraniu, które posiadam i które jest dostępne na moim profilu.
- Jestem zszokowany i oburzony, że Bielskie Centrum Kultury im. Marii Koterbskiej, organizator wydarzenia, opublikowało dziś (w piątek - red.) post, w którym całkowicie pomija fakt niewłaściwego zachowania ochrony, jednocześnie sugerując, że to ja „zagroziłem bezpieczeństwu wszystkich obecnych”. Jest to kłamliwe i krzywdzące stwierdzenie. Nie zostałem zatrzymany ani nie zrobiłem nic, co mogłoby zagrozić bezpieczeństwu kogokolwiek - dodaje Czarny Anioł. Wezwana na miejsce policja jedynie go pouczyła.
- W obliczu braku możliwości zidentyfikowania firmy ochroniarskiej, sam poprosiłem ochronę o wezwanie policji, aby wyjaśnić tę sytuację, co również świadczy o moim profesjonalizmie i chęci wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Nie rozumiem źródła tak dużej agresji ze strony ochrony - podkreśla. Jestem przekonany, że w każdej sytuacji można dojść do porozumienia na drodze spokojnej rozmowy. Takie traktowanie jest nieakceptowalne i nie powinno mieć miejsca na żadnym publicznym wydarzeniu.
- Oczekuję natychmiastowych i publicznych przeprosin zarówno od firmy ochroniarskiej, której pracownicy dopuścili się tego skandalicznego zachowania, jak i od Bielskiego Centrum Kultury im. Marii Koterbskiej za fałszywy i szkalujący mnie post. Nie zamierzam pozostawić tej sprawy bez konsekwencji - kończy.
bb
Oceń artykuł:
77 152
Obejrzałem filmy z interwencji ochrony w parku. Ale co działo się wcześniej? Nie ma z tego filmu?
W dodatku może tylko u mnie nie słychać co mówi anioł, ale słychać co mówi ochrona?
Na filmie, w którym podchodzi do niego ochrona, widać , że jest już przed przyczepką didźeja, gdzie obok bawią się dzieci i na tym filmie jest na swoim kółku i trzyma wystającego sticka do kamerki, ale tez nic nie słychać.
Całej sytuacji raczej by nie było, gdyby nie wjechał na tym jeździku w obszar zabawy. Nie można było kręcić z dalsza, albo podejść tam pieszo? Więc może trochę refleksji? Przyjechała policja i go wylegitymowała i rozmawiała? Moze policja powinna się wypowiedzieć?
Na większości portali, czytając komentarze można odnieść wrażenie, że większość z nich wyraża obawę o bezpieczeństwo wjeżdżania między ludzi, są opisane tez konkretne sytuacje. Ile trzeba , żeby stracić równowagę na jednokołowcu, przewrócić się na kogoś lub zahaczyć wielkimi skrzydłami?