Czy w tym kraju można godnie umrzeć? Bielszczanka nie chce podzielić losu ukochanej cioci w DPS-ie
Potrzeba nam systemowych rozwiązań, bo społeczeństwo się starzeje i każdego z nas może czekać taki koniec. Koniec naznaczony bezsilnością, goryczą oraz łzami. Tak jak w przypadku bielskiej rodziny, której nestorka trafiła do DPS-u w Komorowicach i, nie mając już woli życia, gasła w oczach. - Zróbmy coś, by domy opieki nie były umieralniami, tylko prawdziwym wsparciem dla naszych seniorów. Ja nie chciałabym tak odchodzić z tego świata... - mówi krewna zmarłej bielszczanki.
Pani Małgorzata z Bielska-Białej odeszła 12 lipca. Nie miała dzieci, a żyła samotnie po tym, gdy w krótkim czasie zmarli jej najbliżsi, w tym o 11 lat młodsza siostra, która się nią opiekowała. Seniorka żyła w mieszkaniu komunalnym i nie stać jej było na profesjonalną opiekę, więc naturalnym wyborem stał się DPS. Pod koniec ubiegłego roku trafiła do Domu Pomocy Społecznej dla Przewlekle Chorych w Komorowicach.
- Nasza placówka dokłada wszelkich starań, aby zapewniać mieszkańcom kompleksową i profesjonalną opiekę - zarówno medyczną, pielęgnacyjną, jak i psychologiczną. Zatrudniamy wykwalifikowaną kadrę z odpowiednim doświadczeniem i przygotowaniem zawodowym. Nasi pracownicy działają zgodnie z obowiązującymi standardami, świadcząc opiekę na jak najwyższym poziomie, z troską o dobro i godność każdego mieszkańca. Regularnie uczestniczą również w szkoleniach podnoszących kompetencje, aby jak najlepiej odpowiadać na potrzeby osób przebywających w naszym Domu - zapewnia Sylwia Bajrabas, dyrektor DPS.
Zagrożona i opuszczona?
Nie w taki sposób ostatni rozdział życia zapamiętają członkowie rodziny pani Małgorzaty. - Ciocia była mi bardzo bliska. Zmartwiłam się, gdy 6 czerwca tego roku trafiła z DPS-u na oddział pulmonologii szpitala w Wilkowicach. Z bezpośredniej rozmowy z lekarzem dyżurnym w tym samym dniu dowiedziałam się, że ciocia ma obustronne zapalenie płuc, a została przyjęta na oddział w stanie zagrożenia zdrowia i życia (choroby towarzyszące plus odwodnienie, zaflegmienie, brak kontaktu) - opowiada krewna, która dane zastrzegła do wiadomości redakcji.
DPS do tego się nie odnosi. - Placówka nie udziela informacji na temat stanu zdrowia mieszkańców ze względu na obowiązującą ochronę danych osobowych oraz tajemnicę medyczną. W sytuacjach pogorszenia się stanu zdrowia mieszkańców, niezwłocznie podejmujemy odpowiednie działania, w tym kontakt z służbami ratunkowym, lekarzem i - w razie potrzeby - organizację hospitalizacji. Informacje o stanie zdrowia są przekazywane tylko osobom upoważnionymi do otrzymywania takich danych. Wszelkie procedury są zgodne z obowiązującymi przepisami i standardami opieki - tłumaczy dyrektor DPS-u w Komorowicach.
Bielszczanka, która opisała nam historię swojej cioci, ma poczucie, że nawet w szpitalu o niej szczególnie nie pamiętano. - Od momentu przyjęcia w godzinach popołudniowych do wieczora, gdy pojawiłam się u cioci w szpitalu, nikt z DPS nie przywiózł jej podstawowych i niezbędnych rzeczy, takich jak chociażby piżama, ręcznik, chusteczki, kubek, grzebień, jasiek, woda do picia, itp. Kontakt z ciocią był utrudniony i choć mnie poznała, to mówiła bardzo cicho, chaotycznie, nic nie rozumiałam.
- Pielęgniarka poproszona o sprawdzenie czy z ciocią wszystko jest w porządku stwierdziła, że tak, bo dostaje tlen, kroplówkę i antybiotyki. Powiedziała, że stan jest poważny i dopiero za kilka dni będzie można coś więcej powiedzieć o rokowaniach pacjentki. Zdziwiła się, że nikt nie dowiózł cioci potrzebnych rzeczy z DPS-u. Zrobili to bliscy następnego dnia, a kierownik DPS-u na moją telefoniczną uwagę, jak to możliwe, by zostawić człowieka w takim stanie bez rzeczy podręcznych odpowiedziała, że w piątek wieczorem i w weekend DPS nie ma pracowników, którzy mogliby zaopiekować pacjenta - opowiada kobieta.
Jak tę sytuację opisuje szefowa DPS-u? - W przypadku hospitalizacji mieszkańca Domu Pomocy Społecznej standardowo przygotowywane są najpotrzebniejsze rzeczy osobiste, które są przekazywane bezpośrednio do placówki medycznej. W sytuacjach nagłych, gdy transport do szpitala odbywa się w trybie pilnym (np. karetką pogotowia), rzeczy osobiste mogą zostać dostarczone w późniejszym terminie. Każda sytuacja jest rozpatrywana indywidualnie i w miarę możliwości koordynowana z personelem szpitala i rodziną - informuje.
Huśtawka nastrojów
Po tygodniowym pobycie w szpitalu seniorka została wypisana do DPS-u. - Niestety, od 13 czerwca bardzo mało jadła i piła. Jej stan zdrowia i życia znowu był zagrożony. DPS wnioskował o przyjęcie jej do najbliższego oddziału geriatrycznego w Tychach. Jedak 21 czerwca trafiła z niewydolnością oddechową do izby przyjęć szpitala przy ul. Wyspiańskiego w Bielsku-Białej. Tam błędnie zdiagnozowano jej raka krtani i przez kilka dni, póki nie obalono tej diagnozy, byliśmy święcie przekonani, że problemy z jedzeniem i piciem wynikają właśnie z rozpoznanej choroby. Okazało się to nieprawdą.
- Ciocia przebywała w szpitalu ponad tydzień, znowu została odflegmiona, dożywiona i napojona kroplówkami, zaczęła prawidłowo oddychać, rozmawiać, wróciły jej siły do życia. W dobrym stanie została wypisana do DPS-u. Ale 8 lipca zadzwoniła do mnie sąsiadka cioci z informacją, że była u niej w DPS-ie i jak wynika z relacji personelu ciocia jest w stanie agonalnym. Sąsiadka była w szoku, bo kilka dni wcześniej odwiedziła ciocię i nic nie wskazywało na to, że jej stan w ciągu kilkunastu godzin tak znacząco się pogorszy - opisuje siostrzenica.
- Tego dnia po raz ostatni odwiedziłam ciocię, pożegnałam się z nią i podziękowałam za wszystko, co dla mnie zrobiła w swoim życiu. Faktycznie, stan był fatalny. Ciocia bardzo źle oddychała, nic nie mówiła, tylko raz otworzyła oczy, kiedy powiedziałam, że to ja. Nie wiem, na ile była świadoma sytuacji, czy nie cierpiała, czy kolejne dni, w których umierała, do soboty rano 12 lipca, odchodziła w spokoju. Pogrzeb odbył się 16 lipca - mówi krewna zmarłej w wieku 91 lat mieszkanki.
Święty spokój
Bliska zmarłej ma wyłącznie gorzkie refleksje po wszystkim, czego była świadkiem. Dotyczą one nie tylko tego konkretnego DPS-u, ale szerzej - całego systemu opieki nad osobami w podeszłym wieku i schorowanymi. - Brak rehabilitacji, motywowania do udziału w zajęciach grupowych, terapii zajęciowej, pomocy psychologicznej, brak reakcji na zachowania współlokatorki, która miała pretensję o włączony telewizor czy odwiedziny... Jak do tego doszło, że osoba, która w połowie listopada 2024 roku trafiła do DPS-u w stanie, który pozwalał na samodzielne poruszanie się z balkonikiem, nieużywanie pieluch, samodzielnie jedzenie sztućcami, picie z kubka, po pół roku pobytu w placówce nie jest w stanie sama się napić, nie mówiąc o wstawaniu, obracaniu się na łóżku, samodzielnym jedzeniu... Obserwowałam ten proces degradacji zdrowia u cioci przez kilka miesięcy - rozkłada ręce.
Bielszczanka przekonuje, że systematycznie dzwoniła do kierownika placówki, by motywować do opieki, która pozwoliłaby poprawić jakość życia pensjonariuszki. - Przecież DPS zatrudnia rehabilitantów, psychologa, terapeutów zajęciowych itd., a ten dodatkowo chwali się na stronie internetowej rehabilitacją przyłóżkową i nie tylko. Namawiałam do codziennego wsadzania na wózek, oklepywania, dbania o nawodnienie, mobilizowanie do ćwiczeń. Słyszałam zazwyczaj, że ciocia nie chce, odmawia współpracy. Wiem, że w tej sytuacji i w tym miejscu wielu rzeczy można nie chcieć, ale nie wierzę, że wykwalifikowani, doświadczeni pracownicy DPS-u nie potrafili skłonić cioci, która była świadoma tego, gdzie przebywa, do działania. Najprościej jest doprowadzić człowieka do stanu niemal wegetatywnego i zamiast wysiłku, który trzeba włożyć w rehabilitację, po prostu tylko zmieniać pampersy, pościel, od czasu do czasu umyć, dać trochę picia, parę łyżek jedzenia i mieć przysłowiowy „święty spokój”. Starałam się odwiedzać ciocię w DPS-e co tydzień w niedzielę i widziałam jak to wygląda - stwierdza kobieta.
- Od połowy maja, gdy bywałam u cioci, to widziałam ją z zamkniętymi oczami, leżącą w łóżku, niepotrafiącą samodzielnie sięgnąć po kubek. Panie z dyżurki twierdziły, że ciocia jest słaba i dlatego nie wsadza się jej na wózek. Dla mnie to błędne koło, które samo się napędza: ciocia jest słaba, więc nie jest rehabilitowana, a nie jest rehabilitowana, więc jest słaba. Nie chce rehabilitacji, więc nie ma rehabilitacji. Nie chce ćwiczyć, to nie ćwiczy. W ten sposób można usprawiedliwić wszystko i nic nie robić. Ale czy o to chodzi?! - irytuje się nasza rozmówczyni.
- Moja mama jest w stanie prawie leżącym od czterech lat. Fakt, że jest rehabilitowana trzy razy w tygodniu (po jednej godzinie), codziennie wsadzana na 4-5 godzin na wózek, sadzana na łóżku, inhalowana, oklepywana i motywowana do ćwiczeń, mimo że nie zawsze chce, pokazuje, jak te zabiegi pomagają utrzymać sprawność na najlepszym możliwym na dany moment poziomie, jak można zadbać o człowieka wykonując podstawowe, ale niezbędne czynności i pomóc mu żyć godnie - zwraca uwagę.
Incydentalne skargi?
- Nasz Dom zapewnia mieszkańcom dostęp do kompleksowej opieki, w tym do usług rehabilitacyjnych, terapeutycznych i psychologicznych, zgodnie z ich indywidualnymi możliwościami, potrzebami i stanem zdrowia. Każdy mieszkaniec objęty jest indywidualnym planem wsparcia, a udział w zajęciach jest dostosowany do stanu psychofizycznego i przede wszystkim dobrowolny. Zawsze zachęcamy i motywujemy do aktywności, jednak respektujemy również decyzje osób, które z różnych powodów odmawiają uczestnictwa - odpiera te zarzuty Sylwia Bajrabas.
Dyrektor komorowickiego DPS-u podkreśla, nie wpłynęły żadne formalne skargi ani uwagi ze strony rodziny dotyczące jakości świadczonej opieki. - W związku z tym, iż do tej pory nie otrzymaliśmy żadnych zgłoszeń ze strony rodziny, jesteśmy zaskoczeni, że zdecydowała się ona na przekazanie swoich wątpliwości bezpośrednio do mediów, pomijając kontakt z naszą placówką - uzupełnia.
Kierująca DPS-em nie kryje, że podobne skargi ze strony rodzin się zdarzają. - Jednak mają one charakter incydentalny i są zawsze traktowane z najwyższą powagą. Prowadzimy wewnętrzne postępowania wyjaśniające, każdorazowo analizujemy sytuację i - jeśli jest taka potrzeba - wdrażamy działania naprawcze. Współpraca z rodziną jest dla nas bardzo ważna i jesteśmy otwarci na dialog oraz konstruktywną krytykę. Każda uwaga od mieszkańców i ich rodzin jest dla nas okazją do refleksji i doskonalenia. Staramy się zapewnić jak najwyższy poziom opieki i empatii. Personel regularnie uczestniczy w szkoleniach, podnosząc swoje kompetencje i wiedzę, nieustannie pracujemy nad poprawą jakości naszych usług - zapewnia Sylwia Bajrabas.
Strach przed starością
Bielszczanka przekonuje, że nagłaśnia rodzinną sprawę, bowiem chce dołożyć swoją cegiełkę do tego, aby coś się zmieniło. Cioci nie pomoże, ale może innym się to przysłuży. Uważa, że dziś ludzie są bezsilni wobec tego, co dzieje się z ich bliskimi. - Trafiając do DPS-u człowiek w ciągu kilku miesięcy traci kompletnie wolę życia i dramatycznie podupada na zdrowiu. W tym kontekście DPS-y powinny zmienić nazwę na „umieralnie” - nie przebiera w słowach.
- Myśląc o swojej starości, negatywnych prognozach demograficznych, starzejącym się społeczeństwie, niekompetencji osób pracujących w instytucjach mających dbać o jakość życia starszych osób, obojętności wobec osób w kryzysie, chciałabym sprowokować do pochylenia się nad tematem opieki nad osobami starszymi w DPS-ach, szpitalach i poszukiwania dobrych rozwiązań dalekich od obojętności, znieczulicy, niechcenia, narzekania - objaśnia siostrzenica zmarłej pani Małgorzaty.
- Nie może być tak, że w kraju z przewagą ludzi wierzących, szczycącym się przestrzeganiem prawa do życia stosuje się ukrytą eutanazję pozbawiając człowieka godnej starości, czekając aż umrze, bo tak jest dla wszystkich wygodniej, oszukując się, że ma zapewnioną opiekę i wsparcie - ostro puentuje.
Praca personeli szpitali czy DPS-ów zasługuje na najwyższy szacunek. Wymaga wysokiej wrażliwości, poświęcenia, cierpliwości, a przede wszystkim jest ważną misją. Najczęściej, choć nie dotyczy to lekarzy, słabo lub co najwyżej średnio płatną. Tylko ci, którzy na co dzień opiekują się schorowanymi osobami w podeszłym wieku wiedzą, co muszą poświęcać. I, jak w tym przypadku, muszą jeszcze stanąć w ogniu krytyki. Co nie znaczy, że nie powinno się na ten temat dyskutować i zmieniać systemu opieki tak, by była i godna, i skuteczna.
- Rozumiemy, że wypowiedzi tego rodzaju są wyrazem silnych emocji i troski o bliską osobę. Niemniej jednak takie uogólnienia nie oddają rzeczywistości funkcjonowania domów pomocy społecznej. Naszym celem jest zapewnienie mieszkańcom godnych warunków życia, bezpieczeństwa, opieki oraz wsparcia - zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Mieszkańcy często odzyskują tu stabilizację, a wielu z nich aktywnie uczestniczy w życiu placówki - stara się pokazać tę dobrą stronę medalu szefowa DPS-u w Komorowicach.
Jednak zdaje sobie też sprawę z tego, że ciągle można wiele poprawić. Nie tylko zacząć od siebie, ale też podejść do sprawy w wymiarze ogólnopolskim, skoro temat opieki na starość będzie dotyczyć coraz większej rzeszy Polaków. - Potrzebne są systemowe rozwiązania na szczeblu krajowym - m.in. zwiększenie nakładów finansowych na opiekę długoterminową czy wsparcie w zakresie zatrudniania personelu (zwłaszcza pielęgniarek, terapeutów i psychologów) oraz rozwój form wsparcia środowiskowego - wylicza Sylwia Bajrabas.
Marcin Kałuski
[email protected]

Zdjęcia: archiwum rodzinne
Oceń artykuł:
97 14
Władają nim potwory
KULT, Ja wiem to