Od kilku dni plac zabaw na bielskich Błoniach rozgrzewa fora internetowe i ogólnopolskie media. Wzburzenie wywołał fakt, że dzieci z placu mogą korzystać, ale jedynie po zapłaceniu 15 zł. Taką decyzję podjął bielski przedsiębiorca, który teren dzierżawi od miasta i prowadzi obok lokal gastronomiczny. Jego właścicielka potępia szerzenie nieprawdziwych informacji i zaznacza, że nie chodzi jej o zysk, lecz chęć stworzenia przyjaznego miejsca, którego utrzymanie jednak kosztuje.

Wykop.pl to znany polski serwis internetowy z kategorii społecznościowych. Jest odpowiednikiem amerykańskiego Reddita, gdzie ideą jest odnajdywanie i dzielenie się interesującymi informacjami z innymi użytkownikami. Jeden z nich opisał niedawno sytuację, z jaką spotkał się na Błoniach w Bielsku-Białej.

Płatny plac zabaw na Błoniach

- Bielsko-Bialskie Błonia - przez lata jedno z najważniejszych i najchętniej odwiedzanych miejsc rekreacyjnych. Teren otwarty, zielony, dostępny dla wszystkich - idealne miejsce na spacer, piknik, rower czy po prostu chwilę oddechu. Niestety, dziś stajemy wobec sytuacji, która - mówiąc wprost - urąga idei wspólnej przestrzeni publicznej. Na głównym placu Błoni pojawił się płatny, ogrodzony plac zabaw. Został postawiony przez prywatny lokal gastronomiczny i znajduje się na terenie publicznym. Wejście kosztuje 15 zł, a jeżeli ktoś nie chce lub nie może zapłacić, musi obejść się smakiem i patrzeć przez siatkę - czytamy.

Jego autor nie szczędzi krytyki pod kątem miasta, choć teren od dłuższego czasu jest dzierżawiony prywatnemu przedsiębiorcy. Skontaktowaliśmy się z lokalem „Happy Hours”, pod którego adresem pojawiły się zarzuty. Lokal ten zarządza placem zabaw. Właścicielka w rozmowie z nami tłumaczy, że opłata za korzystanie z placu zabaw wręcz symboliczna. Sama ponosi wszelkie koszty związane z jego utrzymaniem. Te nie są niskie. Po każdych większych opadach deszczu trzeba wymieniać piasek, co kosztuje 1,5 tys. zł.

Jak mówi, lokal otworzyła za ostatnie pieniądze, gdy inny, prowadzony przez nią 17 lat został zamknięty w czasie pandemii. - Po pandemii ludzie szukali miejsc, gdzie mogliby spędzać czas z rodziną, postanowiłam działać. Chciałam stworzyć coś nowego, dlatego wydzierżawiłam od miasta teren na Błoniach - miejsce, które było niewykorzystane. Od tamtej pory płacimy wysoką dzierżawę i podatek od nieruchomości - przez cały rok, nawet poza sezonem, kiedy wszystko jest zamknięte - mówi właścicielka placu zabaw na Błoniach.

Regulamin z błędami do wymiany

Właścicielka wylicza, że teren jest ogrodzony, z własnych środków zakupiła nie tylko urządzenia do zabawy, a dodatkowo trzeba kosić trawę i serwisować urządzenia. Dlaczego więc miałaby nie pobierać opłat? - Zatrudniamy serwisanta, osoby do pilnowania porządku. Dla porównania - na Błoniach działa wiele firm, które za 10 minut zabawy na dmuchanej zjeżdżalni pobierają 20 zł. U nas opłata wynosi symboliczne 15 zł za cały dzień. Rodzice bawią się z dziećmi i mają do dyspozycji przestrzeń z leżakami - przekonuje.

Jak stwierdza, inwestycja w plac zabaw i koszty ponoszone w związku z jego utrzymaniem się nie zwracają, ale od początku nie chodziło o zysk, tylko o stworzenie miejsca przyjaznego rodzinom z dziećmi.

- Stworzyliśmy miejsce wśród natury - z ogrodzonym placem zabaw dla dzieci, gdzie rodzice mogą bezpiecznie zostawić maluchy, wypić kawę, zrelaksować się na leżakach. Z własnych pieniędzy zbudowaliśmy domki tematyczne, pojawiły się hamaki, huśtawki, piaskownica, basen z kulkami, mini park linowy, a później także trampolina i duża dmuchana zjeżdżalnia - wylicza. - Najbardziej boli nas to, że są osoby, które nie potrafią docenić, ile serca i pieniędzy włożyliśmy w rozwój tego miejsca - dodaje.

Autorowi postu na Wykopie nie spodobała się nie tylko konieczność uiszczania opłat, ale także regulamin placu zabaw. - Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Ortografia, interpunkcja, składnia - wszystko leży. Słowo „regulamin” staje się tu żartem. Trudno się dziwić, że zdjęcie tablicy stało się już lokalnym memem. Czy naprawdę tak ma wyglądać „wizytówka” miasta przed mieszkańcami i turystami? - pyta.

Pod koniec sierpnia zorganizują koncert

Dlaczego regulamin z błędami pojawił się na placu zabaw? - pytamy właścicielkę. - Niestety o stworzenie regulaminu poprosiłam ostatnio młodego pracownika i moją winą jest, że nie dopilnowałam go i gdy powiesił regulamin, nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić, czy nie zostały popełnione błędy. Regulamin został usunięty i nowy czeka na powieszenie po aktualnych opadach deszczu - zapewniono nas.

W sieci pojawiły się też wpisy broniące właścicielki. - To jest plac zabaw lokalu i klienci mają gratis jak przyjdą z dziećmi. Szczerze to prowadząc własny lokal i zapewniając w nim plac zabaw dla dzieci i to fajny, to nie chciałbym, aby okoliczne „madki” wysyłały na niego swoje dzieciaki. To tak jak z parkingami, parking jest dla klientów, nie wiem co w tym dziwnego - brzmi jeden z wielu wpisów na Wykopie.

- Cieszy nas mnóstwo pozytywnych komentarzy. Wiele osób rozumie sytuację i zna prawdę - w przeciwieństwie do tych, którzy, jak widać, celowo i złośliwie próbują nam zaszkodzić. Tuż nad naszym lokalem znajduje się plac zabaw stworzony przez miasto - bezpłatny, ogólnodostępny. Jeśli ktoś nie chce płacić na naszym placu, może korzystać z tamtego - mówi nam właścicielka lokalu.

Na koniec dodaje, że „Happy Hours” na Błoniach organizuje wiele bezpłatnych wydarzeń, z których korzystają zarówno mieszkańcy jak i turyści. Najbliższe w sierpniu - odbędzie się wtedy Happy Bike Beskidy, rowerowe wydarzenie i koncerty - zagrają O.S.T.R i Abradab. Udział będzie bezpłatny.

Adam Kanik
[email protected]