Od kilku tygodni trwa budowa Domu Kultury w Białej Północ. W symbolicznym wbiciu łopaty uczestniczył prezydent Jarosław Klimaszewski, radny Karol Markowski i proboszcz lokalnej parafii. Pretensje związane z tym, że nie zaproszono innych radnych, ma Małgorzata Chrząszcz, która w interpelacji podkreśla, że mieszka raptem 300 metrów dalej. -  Wyraźna selekcja gości nasuwa pytania o ewentualny kontekst polityczny wykluczający pozostałych radnych, w tym mnie, jako przedstawicielkę mieszkańców dzielnicy i eksperta w obszarze kultury - pisze radna PiS.

Symbolicznym wbiciem łopaty i modlitwą zainaugurowano budowę Domu Kultury w Białej Północ. Budynek instytucji kultury nakładem ponad 7 mln zł powstaje w rejonie ul. Anieli Krzywoń i Karola Krausa na tzw. Obszarach. Oprócz kolejnej filii MDK swoją siedzibę będzie miała tam także Rada Osiedla Biała Północ. Dom Kultury w Białej Północ ma zostać oddany do użytku mieszkańców na przełomie roku.

Był proboszcz i tylko jeden radny

W skromnym wydarzeniu, podczas którego prezydent symbolicznie wbił pierwszą łopatę na placu budowy, wzięło udział kilka osób - m.in. proboszcz miejscowej parafii ks. Jan Duraj, radny Karol Markowski oraz pracownicy wydziału prasowego Ratusza. Jarosław Klimaszewski do kamery mówił o tym, jak cieszy się z tego, że miasto rozwija się nie tylko w centrum, ale także na obrzeżach, bo mieszkańcy niczym się nie różnią. Tymczasem, samo spotkanie na budowie sprawiło, że ktoś poczuł się nierówno potraktowany.

Chodzi o radną Małgorzatę Chrząszcz z PiS, która napisała interpelację w sprawie „równego traktowania radnych”. W pełnym pretensji piśmie podkreśla kilkukrotnie, że jest wiceprzewodniczącą komisji edukacji i kultury Rady Miejskiej , a mimo to na uroczystość rozpoczęcia budowy nie została zaproszona.

- Jako radna miasta Bielska-Białej mieszkająca na terenie dzielnicy Biała Północ, z ogromnym zdziwieniem przyjęłam informację prasowe o uroczystym wbiciu łopaty pod inwestycję nowej lokalizacji osiedlowego domu kultury. To wydarzenie miało miejsce zaledwie 300 metrów od mojego miejsca zamieszkania, a jednak nie zostałam o nim poinformowana ani zaproszona - uzasadnia Małgorzata Chrząszcz.

Radny tłumaczy, że zaproszeń nie było

Dalej wskazuje, że wśród zapraszanych gości mogła mieć miejsce selekcja polityczna. Jej zdaniem budzi to szczególny niepokój. - Ta wyraźna selekcja gości nasuwa pytania o ewentualny kontekst polityczny wykluczający pozostałych radnych, w tym mnie, jako przedstawicielkę mieszkańców dzielnicy i eksperta w obszarze kultury - czytamy. Radna zadaje pytania dotyczące tego, kto był organizatorem uroczystości, kto decydował o zapraszanych osobach i dlaczego doszło do selekcji według klucza politycznego.

- Mam nadzieję, że pominięcie mnie - reprezentującej interesy lokalnej społeczności - było jedynie niefortunnym błędem organizacyjnym, a nie elementem zamierzonej strategii politycznej mającej na celu ograniczenie mojej roli lub dyskredytację mojej funkcji. Oczekuję wyjaśnienia oraz zapewnienia, że w przyszłości wszelkie działania w mojej dzielnicy będą podejmowane z pełnym poszanowaniem roli i kompetencji wszystkich radnych, niezależnie od ich przynależności partyjnej - dodaje radna Chrząszcz.

Karol Markowski w rozmowie z portalem mówi, że nie było selekcji politycznej, ale nie było też wcale zaproszeń. Jak tłumaczy, symboliczne wbicie łopaty w towarzystwie proboszcza i prezydenta było zupełnie spontanicznym działaniem, a nie żadną planowaną uroczystością. Wydarzenie miało charakter nieoficjalny. Stąd brak zaproszeń dla mediów i szerszego grona osób. - Nie było nikogo z Rady Osiedla, ani z Miejskiego Domu Kultury. Więcej na ten temat odpowie radnej prezydent - mówi radny Markowski.

Od redakcji: O wydarzeniu nie wiedziały i nie zostały zaproszone również media. Dlaczego?

Adam Kanik
[email protected]