Budowa suchego zbiornika w Międzyrzeczu i czterech polderów w gminie Czechowice- Dziedzice - to główne założenia planu ochrony przeciwpowodziowej przedstawionego przez ekspertów. W planach nie ma podwyższenia murów Białej w centrum Bielska-Białej, ale pojawił się pomysł regulacji potoku Straconka. Eksperci program oceniają pozytywnie, ale krytykują pomysł ingerencji w koryto potoku straceńskiego oraz Ratusz za brak realnych działań w zakresie retencji wody. Szacunkowo budowa obiektów hydrotechnicznych potrwać ma kilka lat i kosztować nawet 100 mln zł.

Programu Redukcji Ryzyka Powodziowego w zlewni rzeki Białej i Iłownicy - to dokument, który powstał w wyniku powodzi, jakie w 2024 roku nawiedziły nasz region. Od kilku tygodni konsultowany jest w całym regionie. W środę do konsultacji społecznych z mieszkańcami miało dojść w Bielsku-Białej, ale odwołano je z powodu... ryzyka powodziowego. Będzie nowy termin, o którym Wody Polskie wkrótce poinformują.

Sam dokument ujrzał światło dzienne w maju podczas spotkania w Starostwie Powiatowym w Bielsku-Białej. Liczy blisko 70 stron, przygotowali go eksperci IMGW oraz Wód Polskich i wskazuje działania, jakie planuje się podjąć, aby zredukować ryzyko powodziowe dla zlewni Iłownicy i Białej wraz z ich dopływami.

Nawet 100 mln zł i kilka lat na budowę

Co znajduje się w dokumencie? Program zakłada głównie regulacje rzek, odbudowę urządzeń wodnych po powodzi z 2024 roku, przebudowę obwałowań oraz dwie najistotniejsze budowle - zbiornika w Międzyrzeczu w gminie Jasienica i czterech polderów w dalszym biegu rzeki w gminie Czechowice-Dziedzice. Te dwa ostatnie plany podzielono na warianty - w pierwszy z nich planuje się tylko budowę suchego zbiornika, w drugim samych polderów, a w trzeci obu budowli hydrotechnicznych. Ze wstępnych deklaracji wynika, że realizacja wszystkich inwestycji kosztować ma ok. 100 mln zł, a budowa potrwa kilka lat.

O komentarz do planu ochrony przeciwpowodziowej zwróciliśmy się do bielskiej spółki Inwest-Group Hydro. To firma, która od lat specjalizuje się w projektach budownictwa hydrotechnicznego i ochrony przeciwpowodziowej. - Opracowanie dokumentu oceniamy jako krok w dobrą stronę i tak naprawdę dopiero wstęp do potrzebnych prac - mówi zespół ekspertów, który analizował dokument. To mgr inż. Maciej Gabzdyl, projektant hydrotechniczny i hydrolog oraz Ewa Suchanek-Gabzdyl, dr inż. inżynierii środowiska specjalizująca się w hydrologii miejskiej, którzy są członkami Stowarzyszenia Hydrologów Polskich, a także projektant hydrotechniczny mgr inż. Piotr Mazur, który współprowadzi profil Łowcy Burz Podbeskidzie.

Główne działania na rzece Iłownica i Jasienica

- Autorzy skupili się na obszarach problemowych, tzn. tam, gdzie faktycznie jest obszar zagrożony powodzią. Teren działań obejmuje tereny w widłach rzek Iłownicy i Białej, gdzie następuje wyhamowanie szybkiego spływu wód spływających z Beskidów oraz niejako nałożenie się fal powodziowych z głównych dopływów, prowadzące do gwałtownych wezbrań i zalań. Obszar ten wielokrotnie w ciągu ostatnich lat był dotykany powodziami i jest on priorytetowy pod kątem realizacji działań. Założenia skupiają się przede wszystkim na odbudowie, przebudowie oraz naprawie istniejących urządzeń wodnych i zabezpieczeniu wyerodowanych skarp i brzegów rzek. Istotne z punktu widzenia mieszkańców naszego regionu działania to planowana budowa dużego zbiornika retencyjnego w Międzyrzeczu Górnym na rzece Jasienica, budowa polderów zalewowych wzdłuż rzeki Iłownicy oraz podniesienie wałów na rzece Iłownicy i Białej.

Eksperci zastanawiają się, jaki jest sens wykonywać nowe prace regulacyjne na rzekach oraz ich dopływach, które to spowodują przyspieszony odpływ wód korytem tych rzek i potoków. - Szczególnie że w kolejnych punktach programu zostały przedstawione działania niestrukturalne, a jako pierwsze działanie została wymieniona odbudowa i renaturyzacji dolin rzecznych. To dwa sprzeczne ze sobą działania - wpierw uregulujemy, żeby potem będziemy renaturyzować - mówią. Plan zakłada także odbudowę i nadbudowę wałów przeciwpowodziowych. - Trzeba się zastanowić nad celowością tego zadania w kontekście kolejnego działania - budowy zbiornika w Międzyrzeczu na rzece Jasienica o pojemności powodziowej 2,8 mln m3.

Krytyka umacniania skarp gabionami

Przewiduje się także budowę polderów przeciwpowodziowych wzdłuż rzeki Iłownicy: w rejonie ulicy Kunza, Woźniackiej, w rejonie stawu Hałcnowiec, w rejonie ulicy Burzej - dodają. Obawy ekspertów budzi umocnienia skarp cieków gabionami. To kosze wykonane z siatki stalowej, która jest wypełniona kamieniem. - Nie jest to najlepsze rozwiązanie z uwagi na ograniczoną ich żywotność. Zdecydowanie lepsze są narzuty kamienne, które poza żywotnością, cechują się większym potencjałem prośrodowiskowym.

Eksperci wskazują, że wybudowanie zbiornika na rzece Jasienicy w Międzyrzeczu będzie miało istotniejszy wpływ na redukcję fali kulminacyjnej. - Według modelowania stan wody można obniżyć o ok. 47 cm na Iłownicy w Czechowicach-Dziedzicach. Jest to potwierdzenie generalnej reguły, że budowa zbiorników ma istotny wpływ na redukcję fali kulminacyjnej, co potwierdził zbiornik Racibórz Dolny na Odrze podczas powodzi w 2024 roku - mówią i zwracają uwagę, że zasadność budowy polderów zalewowych stoi pod znakiem zapytania w kontekście ich skuteczności redukcji fali, bo ich wpływ jest znacznie mniejszy niż zbiornika - to obniżenia zwierciadła wody o ok. 4-6 cm. To niewiele w porównaniu do zbiornika.

- Lokalizacja zbiornika jest zasadna. Zlokalizowany jest w najmniej zurbanizowanej części doliny rzeki Jasienicy, na terenach rolniczych oraz poprzedza tereny najbardziej narażone na powódź, zlokalizowane poniżej zbiornika. Mając tak dogodną lokalizację należy rozważyć czy nie wybudować jeszcze większego zbiornika w tym miejscu, żeby w jeszcze większym stopniu zredukować przepływ kulminacyjny w trakcie powodzi na rzece Jasienicy. Ponadto miejscowy plan przestrzenny gminy Jasienica już w tym momencie uwzględnia budowę zbiornika w tym miejscu. Zdaniem ekspertów z Inwest-Group Hydro, zamiast budowy polderów wzdłuż rzeki Iłownicy, które mają znacznie mniejszy wpływ na redukcję fali niż zbiornik, należy rozważyć budowę zamiast nich zbiornika na rzece na przykład w rejonie ul. Sadzonka w Iłownicy.

Eksperci przeciwni regulacji potoku Straconka

W kontekście Bielska-Białej w dokumencie znalazł się m.in. plan regulacji potoku Straconka wyceniany na kilkanaście milionów złotych. To dość kosztowna inwestycja i zdaniem ekspertów kompletnie nietrafiony pomysł. - Nie wniesie ona żadnego wkładu w redukcję ryzyka powodziowego w dolinie rzeki Białej - oceniają eksperci. - Korytko potoku Straconka powinno być jedynie utrzymywane w dobrym stanie technicznym, a rumosz z zapór przewirumowiskowych usunięty. Jedynie inwestycje, jakie powinny być wykonywanie na potoku Straconka powinny dążyć do jego renaturyzacji - dodają hydrotechnicy z bielskiej firmy.

Po wrześniowej powodzi prezydent Jarosław Klimaszewski sugerował potrzebę podwyższenia murów Białej w centrum po tym jak rzece zabrakło kilkunastu centymetrów, by wylać przy Ratuszu. Czy brak tych działań, to błąd? - Naszym zdaniem nie jest to zaniechanie, tylko skupienie uwagi na tych obszarach, gdzie konieczna jest pilna potrzeba działań aby przeciwdziałać zagrożeniu powodziowemu na terenach objętych powodzią wielokrotnie wcześniej. Zarówno w 2010, jak i w 2024 roku rzeka Biała nie wystąpiła z brzegów na terenie miasta. W tym miejscu większą uwagę niż nadbudowa murów oporowych na terenie miasta, należy skierować na właściwe utrzymanie koryta oraz urządzeń wodnych wzdłuż koryta, ponieważ jest ono w wielu miejscach zaniedbane, zarośnięte drzewami i krzewami, jest nadmiar rumowiska w korycie rzeki.

Miasto robi stanowczo zbyt mało

Eksperci zwracają uwagę na potrzebę retencjonowania wody u źródła. - Bardzo mało się robi w tym kierunku w Bielsku-Białej, a co gorsza nie widać prawie żadnego większego zaangażowania ze strony miasta, aby więcej zrobić w tym kierunku w przyszłości. Przeważająca część większych miast w Polsce ma wdrożone lub wdraża programy retencji, zielono-niebieskiej infrastruktury, opracowywane są specjalne katalogi dobrych praktyk, powoływane są spółki miejskie, których zadaniem jest gospodarka wodami opadowymi na terenie miast. W Bielsku-Białej nie ma nawet mowy o czymś takim, nie mówiąc już o działaniach. To o tyle dziwne, że miasto jest położone specyficznie - mamy jeden z wyższych średnich rocznych opadów, górską charakterystykę i równocześnie brak jakiejkolwiek polityki w zakresie zagospodarowania wód.

Zaniedbania potęguje również brak miejscowych planów dla całości miasta. - Mapa planów w Bielsku-Białej ma wiele dziur. A właśnie w miejscowym planie można dodać zapisy o retencji wód na terenie miasta. Na wykonanych już inwestycjach wymuszenie dodatkowej retencji jest w tym momencie jeśli nie bardzo trudne, to wręcz niemożliwe, ale jest to związane stricte z błędną polityką miasta w tym zakresie. Postępujące zmiany w charakterze opadów oraz wzrastające uszczelnienie zlewni spotęgują problemy z nadmiarem wód opadowych w miastach, o czym Bielsko-Biała mogło się przekonać wielokrotnie w ciągu ostatnich lat.

Hydrolodzy dodają, że renaturyzacja rzek, retencja w lasach czy rozsądne gospodarowanie wodami opadowymi na terenie miast, to działania niezwykle skuteczne jeżeli chodzi o redukcję lokalnych zagrożeń powodziowych, a w większych ilościach przekładają się również na bezpieczeństwo powodziowe w całej zlewni. - Działania te jednak zależą od lokalnych samorządów, właścicieli nieruchomości i zarządców terenu, przez co nie zostały szczegółowo opisane w dokumencie - dodają eksperci Inwest-Group Hydro.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]