Letnia edycja 27. Bielskiej Zadymki Jazzowej zdominowała miniony gorący weekend w mieście. Różnych odmian jazzu słuchano nie tylko w salach koncertowych, ale też na placach i ulicach. W niedzielę ulicami Bielska-Białej przeszła radosna parada.

Piątkowy koncert w Cavatina Hall, rozpoczynający europejską trasę Herbiego Hancocka, amerykańskiego mistrza jazzowego fortepianu, zgromadził komplet publiczności. Atrakcją była nawet poprzedzająca występ czwartkowa zamknięta próba zespołu. Artysta zrobił wyjątek dla grupy uczniów z bielskiej Szkoły Muzycznej. Ci byli zachwyceni, bo mogli zobaczyć jak dobrze zgrani są muzycy tej formacji i porozmawiać z Herbiem.

Pytany, co jest najważniejsze w tworzeniu improwizowanej muzyki, radził, by przede wszystkim być sobą, szukać własnego sposobu wyrażania muzyki, nie naśladować, bądź udawać innych. Hancock, nagrodzony w trakcie koncertu Aniołem Jazzu, został powitany owacją na stojąco, a w rewanżu dał - wraz trębaczem Terencem Blanchardem, gitrzystą Lionelem Loueke, gitarzystą basowym Jamesem Genusem i perkusistą Jaylenem Petinaudem - koncert, złożony głównie z jego kompozycji tworzonych przez ponad pół wieku.

Grał, śpiewał a nawet tańczył. Korzystał z klasycznego fortepianu, syntezatora a nawet keytary, czyli wyglądającego jak gitara instrumentu klawiszowego. Pytał nawet rozentuzjazmowaną publiczność czy to, co grają nie jest zbyt... crazy. Bielsko-Biała może być dumne, że znalazło się na jego europejskiej trasie legendarnego muzyka obok metropolii takich jak Paryż, Rzym, Monachium, Londyn, Madryt.

Publiczność dopisała również w sobotni wieczór w Jazz Clubie Metrum, gdzie pod hasłem RQS New Tone zaserwowano mocną dawkę okołojazzowej muzyki klubowej. Elektroakustyczny kwartet Siema Ziemia tworzył płynące spokojnie w przestrzeni fale dźwięków, co wydaje się idealnie aktualną muzyczną ilustracją podróży w Kosmos z udziałem drugiego polskiego kosmonauty. Dwie kolejne formacje - Jakub Jan Bryndal/El Axo oraz Łona x Konieczny x Krupa - były popisem raperów, a skończyły się grubo po północy.

W niedzielę przeboje jazzu tradycyjnego opanowały prawie całe miasto. Od przedpołudnia po bielskich osiedlach krążył zabytkowy kolorowy retrobus z dixielandowym słowackim zespołem Funny Fellows na odkrytym pokładzie. Muzycy zatrzymywali się raz po raz grając krótkie koncerty, oklaskiwane przez przechodniów i osoby oglądające to wydarzenie z okien bloków. Po południu spod ratusza wyruszyła radosna Parada Nowoorleańska z udziałem muzyków oraz bardzo licznej grupy publiczności.

Ożywiła się ulica 11 Listopada, bo rozstawiło się na niej siedem grup muzyków biorących udział w konkursie zespołów ulicznych. Większość z nich bielszczanie znają już z zeszłorocznej, pierwszej edycji tej rywalizacji. I tym razem słuchacze nagradzali muzyków wrzucając do kapelusza lub futerału zadymkową walutę - kupon w kształcie banknotu o wartości 5 zł. Do zdobycia było 25 tys. zł. Zwyciężyła formacja Jerry Brass Band, złożona z muzyków z Bielska-Białej i okolic oraz wokalistki Agnieszki Golik. Otrzymają ponad 5 tys. zł.

Drugie miejsce przypadło grupie Tequilla, utworzonej niedawno z myślą o zadymkowym konkursie przez młodzież z bielskiego „Muzyka”, a trzecie - dobrze znanej bielskiej formacji Walimy w Kocioł.

Ogłoszono to na estradzie na placu Wojska Polskiego, gdzie koncertował swingujący litewski Home Jazz Band, zachęcając licznie zgromadzoną publiczność do tańca. I pary w różnym wieku wirowały na placu, a prym wiedli przedstawiciele dwóch miejscowych szkół tańca - Two to Jazz i Swing City. Pod wieczór zabawa przeniosła się do Galerii Sfera II, gdzie klientom przygrywał zadymkowy Backstage Brassband.

Jerzy Batycki już zaprasza na zimową i letnią 28. Bielską Zadymkę Jazzową w przyszłym roku.

zn