Wystawili mandat, choć stał poza strefą. Pieniędzy długo nie chcieli oddać, ale znak przestawili
100 zł mandatu zapłacił kierowca, który zaparkował auto w okolicy placu Lutra w Bielsku-Białej. Gdy zaczął sprawdzać, okazało się, że auto zostawił nie na prywatnym parkingu, a na gminnej działce. Po wizji lokalnej z inspektorami MZD zarządca znak płatnej strefy niedawno przestawił, ale przez ponad dwa miesiące uchylał się od zwrotu nienależnie pobranej opłaty od niewinnego kierowcy. Dopiero po naszej interwencji mieszkaniec otrzymał zwrot nienależnie przelanej kwoty.
Płatny parking wokół placu Lutra, to teren parafii ewangelickiej, którym od kilku lat zarządza BB Parking Systems. Ten sam podmiot zarządza parkingiem na terenie Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
Jeden znak dalej, drugi bliżej
Kierowca wjechał na teren należący do parafii ewangelickiej i zaparkował pojazd na poboczu drogi prowadzącej do ulicy Waryńskiego. Tył jego samochodu był przed znakiem oznaczającym początek strefy, który znajdował się po drugiej stronie ulicy, ale równocześnie auto było zaparkowane przed... znakiem oznaczającym jej koniec. Oba znaki - nie wiedzieć czemu - nie były ustawione w jednej linii.

Znak po lewej stronie oznaczający koniec płatnej strefy ustawiony był na gminnej działce
Mieszkaniec po powrocie za wycieraczką znalazł wezwanie do zapłaty 200 zł „tytułem czynszu najemnego miejsca postojowego”. - Wielokrotnie zostawiałem auto w tym miejscu i jest to teren przed ich płatną strefą - mówi nam kierowca. Mandat opłacił z jednego powodu - tego dnia jego prywatny samochód był w naprawie i prowadził służbowe auto. - Nie chciałem robić kłopotów pracodawcy, choć od początku jestem przekonany, że postąpiłem zgodnie z prawem i nie zaparkowałem na terenie zarządzanym przez operatora płatnego parkingu - zapewnia. Finalnie zapłacił 100 zł, bo wezwanie opłacił w ciągu siedmiu dni.
Dalej działał na własną rękę. Z pomocą ogólnodostępnych map i urzędników MZD szybko potwierdził, gdzie przebiega podział granic i potwierdził, że auto zaparkował na gminnej działce, a znak oznaczający koniec płatnej strefy postawiony jest o kilka metrów zbyt daleki. Równocześnie rozpoczął korespondencję z operatorem płatnego parkingu na placu Lutra domagając się zwrotu nienależnie pobranej opłaty.
Wizja lokalna i nakaz przestawienia znaku
Spółka w korespondencji z kierowcą początkowo przekonywała, że oznakowanie płatnej strefy jest prawidłowe. - Tym samym pojazd w trakcie kontroli znajdował się na obszarze, prawidłowo oznakowanej, strefy płatnego postoju. Wezwanie zostało wystawione zasadnie - pisała spółka pod koniec marca, kilka dni po wystawieniu wezwania. W odpowiedzi na kolejne wezwanie do zwrócenia nienależnie pobranej opłaty, spółka... wysłała dokumentację zdjęciową do noty obciążeniowej. Pracowników spółki BB Parking Systems nie przekonała nawet dokumentacja, którą kierowca otrzymał z MZD i przesłała firmie.
Mimo upływu kolejnych tygodni, kierowca nadal nie otrzymał zwrotu 100 zł nienależnie pobranej opłaty, ale... znak pod koniec maja został przestawiony. Teraz stoi o kilka metrów bliżej kościoła i jest w tej samej linii, co znak po przeciwnej stronie ulicy oznaczający początek płatnej strefy. Początkiem maja doszło bowiem do wizji lokalnej z udziałem pracownika inżynierii ruchu oraz proboszcza parafii ewangelickiej.
- W jej trakcie ustalono przeniesienie spornego znaku - mówi nam Dariusz Gołyszny z MZD. Tym samym spółka świadomie lub nie, przyznała się, że błędnie obciążyła notą kierowcą. Pieniędzy jednak wciąż nie zwracała, a od końca maja nie znalazła czasu, by odpowiedzieć na pytania naszej redakcji w sprawie swoich praktyk. Gdy sprawę w czerwcu opisała Kronika Beskidzka, kierowca w końcu otrzymał przelew.
Pomoże rzecznik praw konsumentów
Osoby pokrzywdzone przez firmy zarządzające prywatnymi parkingami mogą zwrócić się o pomoc do Rzecznika Praw Konsumenta, który działa w Starostwie Powiatowym w Bielsku-Białej. Firma zarządzająca parkingiem jest zobowiązana w jasny i precyzyjny sposób podać zasady parkowania oraz naliczania opłat i ich wysokości. - Treść winna być zapisana prostym językiem, a oznakowanie terenu nie może wprowadzać w błąd potencjalnego klienta - mówi nam Ariadna Wałęga, powiatowa rzecznik konsumentów.
Nierzetelne praktyki można zgłaszać do Inspekcji Handlowej. - Jeśli ma miejsce sytuacja, gdzie klient zachował się zgodnie z zasadami regulaminu, a mimo to znalazł za wycieraczką wezwanie do zapłaty, należy złożyć reklamację. Najbezpieczniej zrobić to na piśmie, wysyłając do przedsiębiorcy list polecony za potwierdzeniem odbioru. W sytuacji negatywnego rozpatrzenia takiej reklamacji można zwrócić się z prośbą o pomoc do Rzecznika Praw Konsumentów lub Inspekcji Handlowej - dodaje Ariadna Wałęga.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
89 3