Jeszcze rok temu mało kto o nich słyszał - dwaj młodzi artyści z Bielska-Białej stawiali wówczas pierwsze kroki na scenie, tworząc muzykę z pasji, jako dodatek do całkiem zwyczajnego życia. Od kilku tygodni Alien i Majtis są na ustach całej Polski - po premierze debiutanckiego albumu i zwycięstwie w Must Be The Music, ich utwory biją rekordy popularności, a na koncerty przychodzą istne tłumy. Bielszczanie błyskawicznie zdobyli sympatię słuchaczy i stoją u progu wielkiej kariery. Pozostają jednak tacy sami - skromni, autentyczni i wdzięczni za szansę, jaką dał im los.

Alien i Majtis to duet, który udowodnił, że połączenie autentyczności, ciężkiej pracy i szczerego przekazu potrafi zdobyć serca słuchaczy. Dawid Falędysz i Mateusz Przechrzta połączyli siły rok temu. Ich muzyka rodziła się w domowym studiu, a ich pierwsze numery krążyły głównie po internecie. Popularność zyskiwali poprzez uliczne koncerty. Nie marzyli jeszcze wtedy, że wkrótce ich piosenki będą znane w całej Polsce.

O bielskim duecie nasz portal informował po raz pierwszy we wrześniu ubiegłego roku. Na prośbę Aliena, który przekazał wówczas, że razem z Majtisem i producentem Samunowakiem w dwa dni stworzyli utwór, który miał nieść nadzieję powodzianom. Bielszczanie nie mogli przejść obojętnie obok tragedii wielu ludzi, jaka miała miejsce w Polsce. Utwór inspirowany przebojem zespołu Hey podnosił na duchu i wzywał do jedności w obliczu katastrofy, a dochód z niego przeznaczono na pomoc poszkodowanym przez powódź.

W czerwcu 2024 roku na łamach portalu pojawiło się pierwsze wspólne zdjęcie muzyków, którzy jeszcze nikomu nie znani, byli tzw. supportem przed gwiazdami zeszłorocznych Juwenaliów Podbeskidzia.

W tamtym czasie nikt jeszcze nie spodziewał się, jak ogromnego rozpędu nabierze kariera bielszczan. W styczniu Alien i Majtis wydali swój pierwszy oficjalny album zatytułowany „Carpe diem”, który zadebiutował na 4. miejscu oficjalnej listy sprzedaży OLiS. Promujące go single, takie jak „Ona ma”, „VIP” czy „Tajfun”, szybko zdobyły status złotych płyt. Punktem zwrotnym był też udział w programie Must Be the Music. Zwycięstwo w programie przyniosło im nie tylko 250 tys. zł nagrody, ale i występ na Polsat Hit Festiwalu.

Kilka tygodni po finale muzycznego show wystąpili w rodzinnym Bielsku-Białej. Tym razem, w czasie Pikniku Starobielskiego słuchały ich tłumy bielszczan, które przyszły tam specjalnie dla nich, a później, przez ponad trzy godziny muzycy pozowali do zdjęć i rozdawali autografy aż do ostatniego fana. Kolejnego dnia dali koncert, o którym mówiła cała Polska - był to prywatny, kameralny występ dla Willa Smitha.

Alien i Majtis nie ograniczają się tylko do działalności muzycznej. Są częstymi gośćmi w szkołach i przedszkolach, organizują akcje społeczne. Jedna z nich, 24-godzinny livestream, przyniosła ponad 25 tys. zł na leczenie chorej dziewczynki. Na cele charytatywne przeznaczono też statuetkę z programu Polsatu. 

A kim są prywatnie i jak zaczęła się ich przygoda z muzyką? Dawid od urodzenia mieszkał na osiedlu Piastowskim, niedawno przeprowadził się do centrum. Mateusz dzielił swoje życie na osiedle Beskidzkie i Złote Łany. Pierwszy z nich kończył Technikum Gastronomiczne, drugi bielskiego „Ekonoma”.

Jeszcze zanim zaczęli działać razem, Alien dał się poznać jako tancerz, instruktor breakdance i promotor kultury hip-hop. Już jako „Alien BSC” był finalistą konkursu „Rap w Polsce”. - U mnie wszystko zaczęło się chyba wszystko przez hip-hop i breakdance. Tańczyłem breaka i cały czas obracałem się w tym środowisku hip-hopowym. Tu freestylowaliśmy z chłopakami, tu gdzieś byłem na jakichś koncertach pierwszych. Kiedyś poczułem, że fajnie by było stanąć na tej scenie i spróbowałem iść do studia. Później była mała przerwa, aż finalnie stwierdziłem, że warto znów zacząć robić muzykę - mówi w rozmowie z portalem.

Majtis działał solo, eksperymentując z łączeniem rapu, elektroniki i śpiewu. Występował w lokalnych klubach. - U mnie to po prostu przez słuchanie muzyki. Jak tak człowiek słuchał, to w końcu tak się tym bardzo jarał, że chciał to naśladować. Już od najmłodszych lat coś próbowałem robić. Pierwszy mój utwór, napisałem jak miałem 14 lat. Od zawsze ta muzyka się pojawiała. Czy to „mam talent” w szkołach, czy jakieś inne konkursy - zawsze mnie ciągnęło do muzyki. No i tak naturalnie to wszystko wyszło - wspomina.

Artystów dzieli różnica wieku. Jak się okazuje, bielszczanie poznali się… przypadkiem. Alien zachwycony wokalem Majtisa pierwszy „zagadał”. Było to w RudeBoyu. - To był mój pierwszy koncert w życiu. Konkretnie to support. Dawid przyszedł ze swoim przyjacielem. Pogadaliśmy trochę, zaprosił mnie na płytę, potem ja zaprosiłem jego - mówi Mateusz Przechrzta. - Ja na ten koncert miałem w ogóle nie iść. Kolega namówił mnie, żebyśmy wpadli. Zobaczyłem Mateusza na scenie i mówię - kurczę, coś w tym gościu jest fajnego, naprawdę. Poczułem, że podbiję powiedzieć, że robi „spoko muzę” - dodaje Dawid Falędysz.

Teksty ich piosenek swoją autentycznością i przekazem trafiają w gusta różnych pokoleń. Na koncertach można zobaczyć zarówno dzieci, jak i seniorów śpiewających razem. Teksty piszą obaj, każdy odpowiada za swój fragment. Czy zaczynając tworzyć wspólną muzykę, rozpoczynając uliczne koncerty, działalność w internecie, czy przystępując do Must Be The Music spodziewali się, że tak daleko ich to zaprowadzi?

- Uliczne koncerty na pewno pokazały nam, że wychodząc tam, gdzie nikt nas nie znał, byliśmy w stanie przyciągnąć, dla nas wtedy, duże ilości osób. Robiły się kółeczka po 120 osób, które zostawały i chciały słuchać muzyki. Wtedy czuliśmy, że ona (muzyka) faktycznie ma sens i ma moc, że ludzie chcą zostać i słuchać. Wtedy nie „rozkminialiśmy” aż tak, ale szliśmy w to, co się aktualnie działo - mówi Dawid.

- Wychodząc na ulicę, na scenę, czy obecnie gdzieś na większy koncert, nie kalkulujemy tego, z jakim to się aplauzem spotka, tylko chcemy prezentować zawsze równy poziom, pokazać ludziom siebie i nie myślimy o rezultatach - dodaje Majtis. Rok temu występ na szkolnym festynie w Kamienicy, niedawno Opera Leśna w Sopocie, wkrótce największe sceny w Polsce, pytamy, jakie to uczucie? - Myślę, że słowa nie są w stanie wyrazić tego uczucia, które nam towarzyszy w ostatnich tygodniach, Może powiedziałbym, że wdzięczność. Ogromna wdzięczność i spełnienie. Dzięki Wam spełniamy marzenia - odpowiada Mateusz Przechrzta.

Adam Kanik
[email protected]