Nie żyje lipnicki „Kowboj”, którego historią jesienią 2023 roku żyli mieszkańcy Bielska-Białej. 54-letni Andrzej Jakubiec, bo tak nazywał się bielszczanin, zmagał się z kryzysem bezdomności i chorobą alkoholową, ale był dobrym człowiekiem, który dziękował za każdą okazaną pomoc. Pogrzeb odbędzie się w środę w Kozach.

Zbierał złom i żył na własnych zasadach, a lokalna społeczność wspomina go jako dobrego człowieka. Przez ostatnie półtora roku mieszkał w przyczepie kempingowej na polu obok węzła Lipnik. Pomóc postanowił mu wówczas 22-letni Mikołaj. Młody mieszkaniec Lipnika wspólnie z kolegą założyli zbiórkę w internecie. Szybko uzbierali kilka tysięcy złotych - wpłacały osoby prywatne, ale sporą kwotę wpłacił również lokalny przedsiębiorca, który od lat widywał pana Andrzeja i często pomagał mu oferując drobne prace.

Za uzbierane pieniądze chłopcy wyremontowali przyczepę, w której zamieszkał. Później kolejni mieszkańcy pomagali mu dostarczając jedzenie, opał czy karmę dla jego suczki Mai. Skorzystać z noclegowni nie chciał, bo musiałby porzucić pieska. Poza tym zmagał się z chorobą alkoholową, co nie było tajemnicą.

- Nie mieliśmy bliskiej relacji, ale mijałam go wiele razy - zawsze z uśmiechem. Nie miał łatwego życia. Był osobą z problemem alkoholowym, ale nie był typowym bezdomnym „spod sklepu”. Zbierał złom, zawoził go na skup, dbał o to, co miał. W przyczepie, w której mieszkał, panował porządek - pościelone łóżko, rzeczy poukładane. Dla niego to był dom - pisze bielszczanka, która przekazała informację o śmierci „Kowboja”.

Pan Andrzej zmarł w szpitalu. Zabrało go tam pogotowie, bo tym jak ok. dwa tygodnie temu spędził całą noc pod gołym niebem. Najprawdopodobniej nie zdołał dotrzeć na noc do przyczepy. Nad ranem znalazła go sąsiadka, która wezwała pomoc. „Kowboj” od ok. roku mieszkał sam po śmierci jego partnerki.

Pogrzeb odbędzie się w środę o godz. 13.00 w Małych Kozach, a pochówek na cmentarzu komunalnym.

bb