Po II wojnie światowej do sowieckich łagrów trafiło ok. 660 mieszkańców Bielska, Białej i okolic, którzy w ciężkich warunkach przez kilka tygodni transportowani byli na Ural, Kaukaz czy Syberię. W czwartek w Regionalnym Ośrodku Kultury odbył się wykład poświęcony trudnej historii bielskich Niemców oraz osób mających niemieckie związki. O losach sowieckich więźniów opowiedział dr Dariusz Węgrzyn.

Historyk z Instytutu Pamięci Narodowej przybliżył losy mieszkańców Bielska-Białej i okolic, aresztowanych przez NKWD i deportowanych w 1945 roku. Dr Dariusz Węgrzyn od wielu lat prowadzi badania nad historią osób wywiezionych. Wykład odbył się w 80. rocznicę Tragedii Górnośląskiej obejmującej represje wobec ludności niemieckiej i za taką uznawaną. To wydarzenia, podczas których miały miejsce aresztowania, internowania, osadzenia w obozach oraz przymusowe wywózki do katorżniczej pracy na terenie ZSRR. 

Szacuje się, że do sowieckich łagrów trafiło w tamtym czasie ok. 660 osób, w tym 120 kobiet. Było to ponad 260 mieszkańców Bielska, blisko 100 z Białej, 174 z Kamienicy, a pozostali z Aleksandrowic, Hałcnowa, Komorowic, Lipnika, Mikuszowic, Straconki i Wapienicy. Nie wszyscy byli członkami NSDAP, SS czy SA. Wystarczyło, że lata wcześniej podpisali volkslistę albo przed wojną deklarowali narodowość niemiecką.

Wszystko zaczęło się w styczniu 1945 roku. Aresztowania mógł dokonać każdy żołnierz radziecki czy funkcjonariusz NKWD. - Stalin wydał rozkaz, aby aresztować i wywozić „cały pozostały wrogi element”. W praktyce można było zatrzymać każdego. Aresztowano osoby współpracujące z Niemcami, często na podstawie donosów. Zastosowano pewnego rodzaju odpowiedzialność zbiorową - wyjaśniał.

- Internowanie odbywało się bez wyroku sądu, decyzją administracyjną. Milicja Obywatelska nie prowadziła ewidencji osób aresztowanych. Oczywiście nie były to tylko osoby „niewinne” - mówił dr Dariusz Węgrzyn, który zebrał w swoich książkach 46 tys. biogramów osób deportowanych na wschód.

Areszt znajdował się tam, gdzie obecnie - na ulicy Słowackiego. NKWD zbierało odpowiednio duże grupy ludzi, którzy przewożeni byli do Nowego Sącza, stamtąd do Sanoka i dalej bezpośrednio na wschód. Mieszkańcy dzisiejszego Bielska-Białej trafiali głównie do trzech obozów - na środkowy Ural, zachodnią Syberię i w rejon Kaukazu. Często przewożeni byli w tych samych transportach co żołnierze AK.

Ci, którym udało się przeżyć, przebywali tam do 1950 roku. Transporty odbywały się w tragicznych warunkach, w bydlęcych wagonach. Podróż trwała miesiąc, a czasami nawet dłużej. Panowały tam wszy, choroby, brakowało jedzenia oraz picia. Z tego powodu Wiele osób umierało w drodze. Zwłoki wyrzucane były na postojach. W obozach również panowały prymitywne warunki. Podłe racje żywnościowe i brak dostępu do higieny. Do tego plaga pluskiew i szczury. Ludzie pracowali po 10, 12 godzin przez siedem dni w tygodniu.

Dariusz Węgrzyn opowiadał o ich losach, o tym jak sobie radzili. Z kilkoma z tych osób spotkał się osobiście. Dzisiaj, po tylu latach, nie jest ważne, kto był „dobrym”, a kto „złym” Niemcem. Faktem jest, że mnóstwo cywilów, mieszkańców powojennego Bielska i Białej wywieziono wówczas do katorżniczej pracy, a wielu z nich nie udało się już wrócić do ojczyzny. Te wydarzenia to również element naszej historii.

ak