By ustalić okoliczności zdarzenia i zmienić kwalifikację zarzutów przeprowadzono eksperyment procesowy z udziałem m.in. dwóch figurantek i manekina, a tragiczny lot zarejestrowała kamera poniżej balkonu, z którego wyrzucono dziecko. Paulinie W. za usiłowanie zabójstwa syna grozi dożywocie, ale być może nigdy nie odpowie za swój czyn. Prokuratura w Bielsku-Białej w ostatnich dniach wystąpiła o przedłużenie aresztu 39-latca i oczekuje na opinie biegłych psychiatrów. Jeśli uznają, że w momencie zdarzenia była niepoczytalna, śledczy skierują wniosek o tzw. detencję.

Śledczy ujawniają nowe okoliczności związane ze zdarzenia, do którego doszło pod koniec sierpnia przy ul. Poprzecznej w Bielsku-Białej. W południe w bardzo trudno dostępnym terenie lądował śmigłowiec LPR. Lekarze toczyli tam walkę o życie 2,5-letniego dziecka, które spadło z wysokości piątego piętra.

Dwie figurantki, manekin i pomiary z drona

W pobliżu ratowników stała kobieta w kolorowej sukience. Była nieobecna, jakby nie obchodziło ją to, co dzieje się z jej dzieckiem. Pierwsze ustalenia mówiły o nieszczęśliwym wypadku, ale kilka dni później kobieta została zatrzymana pod zarzutem narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia osoby, wobec której ciąży obowiązek opieki oraz nieumyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Śledczy od początku nie dawali jednak wiary tłumaczeniom kobiety, która miała ograniczone prawa rodzicielskie, ale mogła widywać się ze swoim synem, że dziecko wyrwało jej się z rąk i wypadło z balkonu. W marcu 39-latka usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa syna. Prokuratura dwa miesiące temu informowała, że zmiana kwalifikacji czynu możliwa była dzięki opinii wydanej przez biegłego z zakresu biomechaniki.

Naszej redakcji ujawniono dodatkowe szczegóły ze śledztwa. Na wydaną opinię złożył się szereg badań, obliczeń i eksperymentu procesowego przy udziale dwóch figurantek. Cechy fizyczne kobiet - wzrost i waga - odpowiadały cechom podejrzanej. Do eksperymentu wykorzystano także specjalistycznego manekina.

Biegli psychiatrzy badają poczytalność matki

- Przed wydaniem opinii przeprowadzono dodatkowe czynności procesowe i pomiary, w tym z udziałem drona. W sprawie zabezpieczono także nagranie z monitoringu, które zarejestrowało fragment lotu dziecka, w tym jego rotację podczas tego lotu, co stanowiło bardzo istotny element materiału dowodowego. Przeprowadzone przez biegłego badania pozwoliły na podważenie zasadności wersji przebiegu wydarzeń prezentowanej przez podejrzaną - mówi prokurator Paweł Nikiel, rzecznik prasowy bielskiej prokuratury.

Decyzją prokuratury 39-latka poddana została jednorazowemu badaniu psychiatrycznemu w warunkach ambulatoryjnych. Dwóch biegłych psychiatrów zadecyduje, czy kobieta powinna zostać poddana obserwacji w warunkach aresztu. Termin wydania opinii opóźnia się w czasie. Od wniosków biegłych zależeć będzie, czy Paulina W. powinna zostać poddana czterotygodniowej obserwacji w warunkach szpitalnych.

Jeśli biegli uznają, że kobieta w momencie popełnienia czynu była niepoczytalna, to skierowany zostanie wniosek o tzw. detencję. To przymusowe umieszczenie w zakładzie psychiatrycznym osoby, która popełniła czyn zabroniony, ale dopuściła się go w stanie zniesionej poczytalności. Podobnie było w przypadku 41-latka, który trzy lata temu zaatakował nożem 12-letnią uczennicę przed szkołą w centrum Bielska-Białej. 

Bartłomiej Kawalec
[email protected]