Jedyny taki zakład w Bielsku-Białej. Plotki o zamknięciu okazały się nieprawdziwe - foto
Zakład naprawy maszyn Antoniego Fuczika przy ul. Komorowickiej w Bielsku-Białej nadal działa, choć czynny jest nieco krócej. Wielu mieszkańców martwiło się, czy warsztat nie został na stałe zamknięty, bo zimą bywał nieczynny. Właściciel na brak pracy nie narzeka, a wciąż odwiedzają go klienci z Francji czy Austrii.
To legendarne miejsce działa od 1946 roku. Najpierw prowadził go Józef Fuczik - nestor mechaniki precyzyjnej w Bielsku i Białej jeszcze mając 90 lat na karku zawsze życzliwy i uśmiechnięty dokonywał skomplikowanych napraw. Pan Józef fachu uczył się przed wojną w niemieckich fabrykach.
Od młodych lat pasjonowały go mechanika silnikowa i precyzyjna. Już jako młody chłopak samodzielnie naprawiał motocykle i samochody, pasja ta zaowocowała uprawianiem sportów motorowych. Przed wojną pan Józef był znanym zawodnikiem motorowym w Bielsku. Podczas okupacji został wywieziony na przymusowe roboty do Niemiec, gdzie dał się poznać jako dobry fachowiec i talent w mechanice. Po zakończonej wojnie miał propozycje pracy i osiedlenia się w Niemczech, lecz wrócił do Polski.
Schedę po nim przejął syn Antoni, który naprawia zabytkowe Remingtony, Continentale czy Underwoody. Choć zarobku wielkiego z tego nie ma, a właściciel mając 72 lata mógłby dziś w spokoju odpoczywać na emeryturze, to został sentyment. Pasję do grzebania jak mówi pan Antoni, odziedziczył po ojcu.
Ostatnio wiele osób zastanawiało się, czy zakład Fuczików działa. Ciekawość budziło to, że jeszcze kilka tygodni temu sprawiał wrażenia zamkniętego na „cztery spusty”. Obecnie na witrynie wciąż miał wisieć napis z informacją o remoncie. Sprawdziliśmy - zakład naprawy maszyn przy Komorowickiej działa.
Od miesiąca otwarty jest od poniedziałku do piątku w godz. 9.00-14.00, chyba że pan Antoni ma jakieś sprawy do załatwienia. W okresie zimowym, z powodu kosztów ogrzewania, zakład był nieczynny. Kartka dotycząca remontu wisi na sąsiednim lokalu Pan Antoni ma się dobrze, na brak pracy nie narzeka.
- To jest ostatni taki zakład w Bielsku-Białej, młodzi niestety nie chcą wykonywać takiej pracy. Pracy mąż ma sporo, przyjeżdżają do niego klienci z Krakowa, z Austrii czy Francji - mówi nam żona pana Antoniego.
To z pewnością jeden z ostatnich tego typu rzemieślników w naszym mieście. Ceny u pana Antoniego nie są wygórowane - naprawa na przykład maszyny do szycia kosztuje ok. 150 zł, ostateczna cena zależy od tego co jest do zrobienia. Po czasie spędzonym u Antoniego Fuczika odbieramy ją w stanie jak nowym.
ak
Oceń artykuł:
180 3Komentarze 5
