Nic nie wskazuje, by w Bielsku-Białej doszło do zbiórki podpisów pod referendum ws. odwołania prezydenta Jarosława Klimaszewskiego. Mimo niedawnej sugestii posła Przemysława Drabka, takiego rozwiązania nie przewiduje radny Konrad Łoś. Szef klubu PiS sugeruje, że powinna to być inicjatywa bielszczan, tak jak w Zabrzu.

Odwołania prezydenta Bielska-Białej, wzorem referendum w Zabrzu, chciałby poseł Przemysław Drabek. - Mieszkańcy Zabrza zwolnili w referendum panią prezydent z Platformy Obywatelskiej (…) coraz więcej głosów słyszę, że warto porozmawiać na ten temat w Bielsku-Białej - pisał dwa dni temu polityk PiS.

Nie jest tajemnicą, że środowisko posła Drabka nie jest zadowolone z tego, jak zarządzane jest miasto. Fala krytyki spłynęła na Jarosława Klimaszewskiego m.in. po odrzuceniu apelu sprzeciwiającego się uruchomieniu Centrum Integracji Cudzoziemców w Bielsku-Białej, choć w tej sprawie prezydent żadnych decyzji nie podejmował i osobiście nie głosował (decyzję podjęli radni z PO i jego klubu radnych). 

Pytamy więc Konrada Łosia, głównego rywala prezydenta Klimaszewskiego w wyborach samorządowych w 2024 roku, czy referendum o odwołanie prezydenta jest konieczne? Czy klub PiS będzie podejmował jakiekolwiek działania w celu jego organizacji i czy ponownie stanąłby do wyborów prezydenckich?

- To mieszkańcy powinni zdecydować, czy chcą z tego instrumentu demokracji bezpośredniej, jakim jest referendum korzystać, a nie ta, czy inna partia. Temat wymaga woli i inicjatywy mieszkańców, która następnie może przybierać bardziej sformalizowane formy. Tak było w Zabrzu i przykład ten może zachęcić do działania społeczności w innych gminach. Czy rzeczywiście zabrzański kazus wzbudzi efekt domina, tego nie wiem. Skuteczność zabrzan stanowi z pewnością czytelny sygnał dla włodarzy - mówi radny Łoś.

Aby doprowadzić do referendum lokalnego w ciągu 60 dni trzeba zebrać podpisy co najmniej 10 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. W przypadku Bielska-Białej byłoby to ok. 12,2 tys. podpisów.

ak