Być może jeszcze w kwietniu w Bielsku-Białej uruchomione zostanie Centrum Integracji Cudzoziemców, które prowadzić będzie Caritas Archidiecezji Katowickiej. Wbrew rozpowszechnianym informacjom, to nie strzeżony ośrodek relokacyjny, a punkt biurowy o charakterze urzędowo-doradczym. Co o pomyśle sądzą bielszczanie? 

Czytaj także: „To nie ośrodek zakwaterowania”. Caritas szuka nowej lokalizacji dla CIC

W mieście trwa intensywna debata na temat planu utworzenia Centrum Integracji Cudzoziemców w Bielsku-Białej. Przeciwko opowiada się PiS, który na potrzeby kampanii wyborczej straszy nielegalnymi imigrantami, choć inicjatywa jest kontynuacją działań rozpoczętych przez rząd PiS i realizowana jest przez organizacje pozarządowe - m.in. Caritas Archidiecezji Katowickiej, a miasto w projekcie nie uczestniczy.

Postanowiliśmy zapytać bielszczan, co sądzą na temat uruchomienia Centrum Integracji Cudzoziemców w Bielsku-Białej. Wiele osób było świadomych, że w naszym mieście już teraz żyje kilkanaście tysięcy obcokrajowców. Szybko widać, że młodsze pokolenie wykazuje znacznie większą otwartość. Starsi mieszkańcy raczej są przeciw. Mówili, że nie chcą, aby u nas było jak w Niemczech czy we Francji.

 

- To są ludzie kulturowo obcy. Nie zgadzam się na to, co chce zrobić rząd. Nie mam jakichś uprzedzeń do Ukraińców, ponieważ to są ludzie zbieżni z nami. Pracują przede wszystkim, także całkiem inaczej to wygląda. Natomiast ci cudzoziemcy, którzy by do nas mieli przyjść, to zdecydowanie nie - mówiła starsza kobieta.  

- Moim zdaniem to jest bardzo dobry pomysł, ponieważ cudzoziemcy w naszym kraju nie mogą się tak dopasować. Można to zauważyć na przykład w szkołach, że oni są tacy oddzieleni. Powinno być to utworzone, żeby jak najbardziej ich integrować z nami. Mamy przykłady w szkole. Większość (cudzoziemców - red.) jest z Ukrainy i oni zbytnio nie chcą z nami rozmawiać - wypowiadał się młody człowiek.

Adam Kanik i Bartosz Augustyniak