Skarga i zawieszenie ratownika w bielskim pogotowiu. „Sprawa ma dwie strony medalu”
Do dyrektora Bielskiego Pogotowia Ratunkowego wpłynęła skarga na zachowanie ratowników medycznych, którzy interweniowali u pacjentki na terenie Bielska-Białej. Zdaniem córki chorej, ratownicy mieli być opryskliwi i odmawiać zabrania pacjentki do szpitala. Dyrekcja pogotowia sprawę traktuje poważnie i do wyjaśnienia zawieszono jednego z ratowników. Równocześnie dyrektor Wojciech Waligóra zapewnia, że od strony medycznej czynności wykonano prawidłowo i nie ma do nich zarzutów.
Wezwanie dotyczyło ok. 70-letniej pacjentki, u której występowały wymioty i biegunka. Jak wynika ze słów córki pacjentki, która ze skargą zwróciła się do naszej redakcji, interweniujący ratownicy mieli być opryskliwi i zwlekać z zabraniem chorej do szpitala. Później, w szpitalu stwierdzono ciężki stan kobiety. Skarga na ratowników medycznych trafiła do dyrekcji Bielskiego Pogotowia Ratunkowego.
Od strony medycznej działano prawidłowo
Rodzina pacjentki najpierw rozmawiała z mediami, a potem się z tego wycofała. Jednak w następstwie przekazanych nam informacji, skontaktowaliśmy się z dyrekcją BPR, a ta podjęła szereg czynności, których skutkiem jest m.in. wezwanie ratowników do pisemnych wyjaśnień i zawieszenie jednego z nich.
Sprawę wewnętrznie bada zastępca dyrektora ds. medycznych Marek Frymorgen. Przeanalizowano m.in. kartę opisu interwencji, z której wynika, że wykonano wszystkie potrzebne badania, w tym EKG, pomiar ciśnienia oraz saturacji krwi. Od strony medycznej dyrekcja nie ma ratownikom nic do zarzucenia.
- Ta sprawa ma dwie strony medalu. Jest słowo przeciwko słowu. Pani wzywająca karetkę oczekiwała, że jej mama zostanie zabrana niezwłocznie do szpitala. Niezbędne czynności jednak chwilę trwały. Złość potęgował fakt, że w pierwszej kolejności pacjentka została przewieziona do szpitala w Wilkowicach, a dopiero później do Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej - uważa dyrektor Wojciech Waligóra.
Wezwani do pisemnych wyjaśnień
- Wynikało to z sytuacji, że w Wilkowicach szybciej była dostępna diagnostyka. Dodatkowo interwencję wydłużał fakt, że pacjentka nie miała żadnej dokumentacji dotyczącej wcześniejszego leczenia - mówi.
Jak już informowaliśmy, do wyjaśnienia sprawy zawieszony został jeden z ratowników z załogi. - Nie wiem, jak wyglądała rozmowa w czasie interwencji, ale jeśli ktoś poczuł się urażony sposobem jej prowadzenia czy zbierania wywiadu, to przepraszam. Nie sądzę, żeby moi pracownicy zachowali się nieprofesjonalnie, ale dokładnie zbadamy sprawę i zwrócimy uwagę na zachowanie w przyszłości - dodaje dyrektor.
Sprawa jest w toku. Dyrekcja bielskiego pogotowia obiecała dopilnować, aby została wyjaśniona.
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
84 74