Mieszkaniec Bielska-Białej, który od lat zarabiał na kontrowersyjnych transmisjach z domu Krzysztofa Kononowicza czuje się... ofiarą hejtu i przekonuje, że dla „Krzyśka” robił wszystko, co mógł. Po śmierci Kononowicza wytoczono przeciwko niemu zarzuty największego kalibru, a Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zapowiada skierowanie do prokuratury zawiadomienia wobec osób, które wykorzystywały zmarłego. W przeszłości podobne postępowania umarzano.

Krzysztof Kononowicz zmarł w czwartek rano w wieku 62 lat w białostockim hospicjum. Po tej informacji Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zapowiedział, że złoży zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez grupę osób, które wykorzystywały zmarłego Krzysztofa Kononowicza, osobę nieporadną intelektualnie. Zawiadomienie trafi do Prokuratury Regionalnej w Białymstoku.

Otrzymuje groźby pozbawienia życia

Nasza redakcja już w 2022 roku pisała o kontrowersjach związanych z transmisjami na żywo z domu niedoszłego prezydenta Białegostoku. Za sprawą kanału na platformie YouTube, zarządzanego przez bielszczanina, prowadzącego firmę na Żywiecczyźnie, można było śledzić każdy krok Krzysztofa Kononowicza. Filmy te były podawane jako jaskrawy przykład zjawiska patostreamingu z racji prezentowania treści, takich jak libacje alkoholowe czy wulgarne kłótnie między Kononowiczem i jego współlokatorem.

Prowadzący kanał na YouTube bielszczanin od początku spotykał się z zarzutami bezdusznego wykorzystywania schorowanego człowieka. Już trzy lata temu wszystkiemu zaprzeczał, a także wyliczał korzyści, jakie dzięki „współpracy” z nim ma Kononowicz. Po śmierci Kononowicza ponownie oskarżany jest o wykorzystywanie nieporadnego mężczyzny. W internecie jest wyzywany, a nawet grozi mu się śmiercią.

Co mówi dzisiaj, gdy przedwcześnie zmarł znany mu od lat człowiek, a kontrowersyjne źródło jego dochodów wyschło? - Śmierć Krzyśka jest dla mnie smutnym przeżyciem, bo pomimo jego trudnego charakteru, przez tych prawie pięć lat przywiązałem się do niego. Mimo tego, jaki był, ufał mi i pewne rzeczy mogłem tylko ja z nagrywającym dla niego zrobić. Remont, sprzątanie, higiena czy zdrowsza dieta - to była z nim zawsze nieustająca walka, bo człowiek chciał mu pomóc, a on zawsze wiedział lepiej, co jest dla niego lepsze. Miałem nadzieję, gdy go odwiedziłem w szpitalu pod koniec stycznia, że idzie to ku dobremu, bo miał świadomość, wiedział, kim jesteśmy i chciał się z nami komunikować - mówi twórca kanału.

Karetka odmawiała przyjazdu

- Rurka w gardle nie pozwalała mu na wydobycie z siebie dźwięku, więc próbowaliśmy czytać z ruchu ust lub pytaliśmy go, czego potrzebuje, a on głową kiwał na „tak” lub „nie”, na przykład chciał się napić wody. Ja go odwiedziłem, gdy nie spał i był świadomy, a inne osoby robiły filmy i zdjęcia, gdy leżał i spał lub był po środkach uspokajających, dlatego tak źle na tych zdjęciach wyglądał - opisuje mieszkaniec Bielska-Białej.

Krzysztof Kononowicz do szpitala trafił pod koniec grudnia. - Okazało się, że zachorował na antybiotykoodporne zapalenie płuc. Nie sądziłem, że po kilkudniowym pobycie w hospicjum on umrze. Nie wiem, co tam się wydarzyło i dlaczego. Bardzo nad tym ubolewam - zapewnia w rozmowie z portalem.

O problemach zdrowotnych Kononowicza było wiadomo od lat. Roi się od zarzutów kierowanych w stronę prowadzących transmisje, ale ci samych siebie przedstawiają bardziej jako opiekunów, którzy robili, co mogli. - Gdy wzywaliśmy pod koniec zeszłego roku karetkę, bo Krzysztof był zdezorientowany i martwiliśmy się o niego, to dwa pierwsze zespoły odmówiły zabrania go do szpitala. Dopiero za trzecim razem wymusiliśmy stanowczo zabranie go, bo już był z nim słaby kontakt - wskazuje bielszczanin.

MOPR nie wykazywał nieprawidłowości

- Kilka lat temu po powrocie ze szpitala miał potężne odleżyny. Zorganizowaliśmy pielęgniarkę i uratowaliśmy mu życie, bo częste wizyty tej cudownej pani pomogły całkowicie wyleczyć te odleżyny. Zwracałem się w 2020 roku do służb, ale nikt nie reagował, więc zobowiązaliśmy się wziąć to na siebie na tyle, na ile potrafiliśmy i na tyle, na ile prawnie mogliśmy, narażając się właśnie na różnego rodzaju zarzuty o niewłaściwą opiekę. Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie przychodzili cyklicznie, sami od siebie, ale też często na zgłoszenia widzów. MOPR nie wykazywał nieprawidłowości, natomiast sam Krzysztof kategorycznie odmawiał pomocy ze strony MOPR-u - twierdzi twórca internetowego kanału.

Bielszczanin realizujący transmisje z domu Krzysztofa Kononowicza utrzymuje, że nawet prawo stanęło po jego stronie. Jego krytycy natomiast bez ogródek stwierdzają, że wykorzystywał schorowanego człowieka, by zarabiać na jego sławie, nie pomagał mu w wystarczający sposób, a nawet szkodził i że podobne praktyki są sprzeczne z normami społecznymi i można je wręcz przyrównać do handlu ludźmi.

- W sierpniu 2023 roku Krzysztof Kononowicz był przesłuchiwany w sprawie jego rzekomego wykorzystywania przez nas w obecności biegłego psychologa. To wszystko było na zgłoszenie KRRiT po programie „Sprawa dla reportera”. Moją firmę sprawdziły też UODO oraz PIP i nie wykazano żadnych nieprawidłowości. Nigdy nie miałem postawionych żadnych zarzutów, nie byłem ani podejrzany, ani podejrzewany. Nie spotkało to też nikogo, kto pomagał przy kanale - stwierdza krótko. Prokuratura wszelkie sprawy umarzała.

W dniu śmierci Kononowicza przede wszystkim bielszczanin, ale także inne osoby, które były związane w ostatnich latach z celebrytą, ponownie są atakowane w mediach społecznościowych i udostępniane są ich dane. Część internautów pisze wręcz, że to bielszczanin odpowiada za doprowadzenie do jego śmierci.

Kanał pozostanie jako archiwum

- Niestety, w Polsce nie jest uregulowane prawnie zjawisko hejtu w internecie. Można zgłaszać stalking, jeśli ktoś nęka cię na żywo. Jeśli obraża cię w internecie, to pole do działania jest znikome. Można zakładać sprawy karne i cywilne, które są drogie i trwają bardzo długo. (...) Pojawiają się wrażliwe dane w komentarzach w internecie, w live’ach, pod postami, pod filmami. To są wpisy anonimowe. Osoby, które to piszą wiedzą, że nie ma szans, by poniosły jakiekolwiek konsekwencje prawne - żali się bielszczanin, który pokazuje nam wulgarne i pełne gróźb śmierci e-maile, które otrzymał w dniu śmierci Kononowicza.

- Wykop.pl bardzo mocno przymyka oko na hejt, stalking i naruszenia dóbr. Wielokrotnie zgłaszałem kiedyś „posty” z moimi danymi i wizerunkiem. Przeważnie to usuwali, ale nie blokowali osób, a w miejsce usuniętych postów tworzono ich jeszcze więcej - mówi i krytykuje swoich... krytyków za obłudę, bo to oni realizują transmisje, prosząc w nich o pieniądze, więc i zarabiali na Kononowiczu, i mu szkodzili.

Kanał na YouTube ma pozostać. - Nie będzie już nowych filmów z panem Kononowiczem, ale kanał zostaje jako archiwum, by można było do filmów powracać, a także, bym mógł informować społeczność chociażby o konsekwencjach prawnych, które zostały wyciągnięte wobec największych hejterów - mówi twórca.

xxx

Historia ostatnich lat życia Krzysztofa Kononowicza i proceder patostreamingu, w który został wciągnięty, aż prosi się o wyciągnięcie wniosków i daleko idące zmiany prawne. Transmitowanie patologicznych zachowań na żywo w internecie przyciąga przede wszystkim młodzież, promując najniższe wzorce i doprowadzając do licznych nadużyć, z czym nie radzi sobie prawo, z czym nie radzi sobie YouTube i z czym nie radzą sobie widzowie, którzy swoim wsparciem napędzają wynaturzoną rozrywkę w najgorszym guście.

Marcin Kałuski
[email protected]

Na zdjęciu głównym Krzysztof Kononowicz z prowadzącym youtubowy bielszczaninem (wizerunek wykadrowany), fot. archiwum prowadzącego kanał YouTube „Mleczny Człowiek - Krzysztof Kononowicz”