Dziś przed główną siedzibą spółki Hutchinson Polska w Żywcu doszło do pikietu. Jak podkreślili organizatorzy, na razie to było ostrzeżenie! Szefowie spółki nie wyszli do pracowników, bo... wzięli sobie wolne. Wkrótce w zakładzie ruszą mediacje.

Napięta sytuacja w fabrykach Hutchinsona panuje już od wielu miesięcy. Spór dotyczył m.in. odpraw dla pracowników odchodzących z firmy w ramach zwolnień grupowych oraz podwyżek. Oprócz poprawy warunków stricte finansowych Solidarność domaga się poszanowania praw pracowniczych.

Dziś w samo południe przed siedzibą spółki Hutchinson przy ul. Słonki w Żywcu. Na pikietę przybyła grupa związkowców i przedstawicieli pracowników z dwóch żywieckich zakładów, a także z zakładów w Bielsku-Białej i Łodzi. - Chciałbym powitać panią prezes Beatę, ale tego nie zrobię, bo jej nie ma. Wzięli wolne - powiedział na początku pikiety Andrzej Kubica, szef „Solidarności” w zakładzie nr 1 w Żywcu.

- Dyrekcja bierze sobie wolne. Wiedzą, że będzie pikieta i nie ma nikogo z dyrekcji, aby złożyć im dokument, który chcemy im przedstawić. To też pokazuje jak postępuje pracodawca ze swoimi pracownikami - powiedział Marek Bogusz, przewodniczący Zarządu Regionu Podbeskidzie NSZZ „Solidarność”.

Swoje postulaty związkowcy Solidarność zawarli w specjalnej petycji. Chcieli ją przekazać szefom spółki. Weszli do budynku, ale nikogo nie było. Petycję przykleili przed drzwiami wejściowymi.

bb