Długie kolejki przed bielskimi cukierniami. To miejsce nazywane jest „zagłębiem pączkowym” - foto
Tradycję trzeba pielęgnować i dziś od rana przed cukierniami w Bielsku-Białej ustawiają się długie kolejki. Korzystając z okazji zapytaliśmy napotkanych przechodniów, jakie pączki lubią najbardziej i ile planują ich dziś zjeść...
Tłusty czwartek to w kalendarzu chrześcijańskim ostatni czwartek przed wielkim postem. Rozpoczyna ostatni tydzień karnawału i tradycyjnie jest dniem, w którym jada się pączki oraz faworki. O pączkach pisał już Mikołaj Rej w słynnym „Żywocie człowieka poczciwego”. Ale wówczas nosiły jeszcze nazwę „kreple”. Przygotowywano je z ciasta chlebowego i nadziewano boczkiem, słoniną mięsem lub cebulką.
Dopiero w XVI wieku zaczęły się pojawiać pączki przyrządzane na słodko, w XVIII w. do ich wypieku zaczęto używać drożdży i nadziewać słodkim wypełnieniem. Charakterystyczną cechą pączków jest to, że są smażone w głębokim tłuszczu. Nadziewa się je najczęściej konfiturą albo marmoladą, czasem budyniem, czekoladą czy twarogiem, a ostatnio panuje moda na pistację. Pączki są zwykle lukrowane albo posypane pudrem.
W czwartkowy poranek zapytaliśmy mieszkańców wychodzących z pączkarni przy ulicy 11 Listopada, jakie smakołyki lubią tego dnia najbardziej i ile planują ich zjeść... - Kupiłam dziś dużo pączków. Dla rodziców, dzieci i wszystkich z rodziny - śmieje się bielszczanka niosąca kartonik pełen kolorowych wypieków.
- Niesiemy pączki dla naszych koleżanek i kolegów z pracy, głównie z maliną i białą czekoladą. Przewidujemy zjeść po cztery pączki - mówią dwie młode kobiety z Kóz. - Kupiliśmy dwadzieścia cztery pączki dla naszej rodziny, sami zjemy pewnie po dwa. Mamy klasyczne pączki z marmoladką i cukrem pudrem. Chcieliśmy iść po jakieś inne, lepsze, ale odstraszyła nas długa kolejka - śmieje się młody bielszczanin.
mn
Oceń artykuł:
20 26Galeria:
Komentarze 1



