Ekologiczny problem w Wapienicy. Migrujące i będące pod ochroną płazy giną w natłoku turystów
Zbliża się okres lęgowy żab. Wiele z tych pożytecznych płazów występuje na terenie Doliny Wapienicy - to właśnie tam, w rejonie ulicy Tartacznej, od lat kumuluje się problem, jeśli chodzi o ich ochronę. Od czasu kiedy powstała asfaltowa droga do zapory, migrujące wiosną żaby giną pod kołami rowerów i uprzywilejowanych samochodów. - Coś trzeba z tym zrobić. Nie możemy czekać, aż wszystkie żaby zginą - mówi mieszkaniec Wapienicy, który zgłosił nam z pozoru błahy problem.
Na mocy Rozporządzenia Ministra Środowiska wszystkie gatunki płazów krajowych są objęte ścisłą ochroną gatunkową. W stosunku do przedstawicieli gatunków chronionych zabrania się m.in. ich zabijania, odłowu, okaleczania. Zdarza się, że płazy nie są dostatecznie chronione. Tak jest w Wapienicy.
Giną nie tylko żaby, ale i salamandry
Zwrócił się do nas pan Sławomir, mieszkaniec Bielska-Białej, który od lat zauważa problem zabijanych płazów na ścieżce w stronę zapory. - Od kilku lat obserwuję, jak żaby masowo giną na tej drodze. To dramatyczny widok. Żaby migrują przez asfaltową drogę w kierunku wody. Giną ich wtedy tysiące pod kołami przejeżdżających samochodów i rozpędzonych rowerzystów. Później, kiedy młode żaby się wylęgną i migrują z powrotem do lasu, znów ginie ich ogromna ilość. To nie tylko żaby, ale także salamandry - mówi.
Bielszczanin w sprawie ginących hurtowo żab i innych płazów napisał pismo do prezydenta miasta. Ratusz obiecał, że się sprawą zajmie. Trzeba jednak działać szybko. Za miesiąc może być już za późno.
- Każda sprawa, z którą zwracają się do nas mieszkańcy, jest traktowana z należytą powagą. A kwestie związane z szeroko pojętą ekologią traktujemy priorytetowo. Dlatego w sprawie masowego rozjeżdżania i zadeptywania płazów w okolicach wapienickiej zapory na pewno się przyjrzymy - mówi wiceprezydent Adam Ruśniak. Urzędnik dodaje, że poszukiwane będzie rozwiązanie wspólnie z Radą ds. Ekologii i Zieleni, która działa przy Prezydencie Miasta. Konieczne może okazać się zlokalizowanie szlaków migracyjnych żab.
Coraz większy ruch turystyczny
Pan Sławomir podkreśla, że z roku na rok problem narasta. - Mieszkam w tej okolicy od 25 lat, popularność ścieżki rośnie. Pierwszym takim momentem była rozbudowa parkingu na dole, a kolejnym, nawet ważniejszym, pandemia. W ślad za tym zaczęły się problemy - ginące masowo płazy i mnóstwo śmieci w lesie. Powstały autostrady leśne i place do składowania drewna. Teren jest niewiarygodnie dewastowany. Istniejący „płazi raj” praktycznie przestał istnieć po modernizacji w korycie potoku - mówi.
Mieszkaniec Wapienicy liczy na pomoc miasta. Tak jak było z kładką w rejonie ulicy Tartacznej, którą miasto wykonało, choć nie miało takiego obowiązku, bo grunty nie były miejskie. Mieszkańcy czekali na nią kilka miesięcy, ale w końcu się udało. - To jest główny trakt na Błatnią i do zapory. Ostatnio widać tam prawdziwy wysyp osób na rowerach elektrycznych. Dostępność tego miejsca zdecydowanie mu zaszkodziła. Na odcinku kilkuset metrów praktycznie zawsze spotkać można rozjechane żaby - dodaje pan Sławomir.
Specjalne przepusty dla żab i płazów?
Dlaczego migracja żab jest tak ważna? Związana ona jest z ich cyklem życiowym. W okresie lęgowym przenoszą się one z miejsc zimowania do zbiorników, gdzie odbywają tarło. W rejonie Wapienicy taka droga prowadzi przez ruchliwą asfaltową ścieżkę. To nie jest tylko problem żab, ale całego ekosystemu.
Pan Sławomir apeluje o podjęcie pilnych działań. - Na początek można byłoby wykorzystać naturalne przepusty odprowadzające wodę z lasu do jeziora. Można zrobić też dodatkowe przepusty albo postawić siatki nakierowujące żaby w odpowiednią stronę. Powstałyby specjalne tunele, pozwalające płazom na bezpieczne pokonanie drogi. Warto byłoby też wykonać tabliczki informacyjne i skierować apel do odwiedzających to miejsce. Nie możemy czekać, aż wszystkie żaby zginą - apeluje.
Miasto nie wyklucza, że w rejonie zapory w Wapienicy powstają specjalne przepusty ułatwiające migrację płazów. - Rozwiązanie tej sprawy będzie przede wszystkim wymagało rozmów z Lasami Państwowymi, które są właścicielem terenu, na którym dochodzi do rozjeżdżania i rozdeptywania płazów. Bez ich zgody i zaangażowania niewiele będzie można zrobić - zapowiada Adam Ruśniak. Do tematu wrócimy.
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
65 53Komentarze 4
