Uszkodził auto przed dyskontem. Zarządca parkingu opłaty pobiera, ale o jego stan nie dba
Za namową żony pojechał na zakupy do dyskontu na Leszczynach. Wjeżdżając na parking musiał wyminąć starszą kobietę, przez co nieopatrznie wjechał do dużej dziury. Wskutek tego dosyć poważnie uszkodził swój samochód, co skutkowało kosztowną naprawę pojazdu. - Jak to jest, że opłaty pobierają, a parking jest tak dziurawy, że można poważnie uszkodzić auto? - pyta mieszkaniec. Zarządca parkingu na pytania pozostaje głuchy, a dziura od tego czasu tylko się pogłębia.
Stan wielu parkingów w mieście pozostawia wiele do życzenia. Tak jest m.in. przy Biedronce na Leszczynach. Formalnie teren należy do lokalnej spółdzielni mieszkaniowej, ale dawno temu został wydzierżawiony. Pięć lat temu, ku zaskoczeniu mieszkańców postanowiono, że parkowanie będzie płatne. Teraz mieszkańcy pytają, dlaczego pobierane są opłaty, a złym stanem parkingu nikt się nie przejmuje.
Wyminął i wjechał w dziurę
Kilka tygodni temu boleśnie przekonał się o tym pan Marian, który skontaktował się redakcją. W lutym udał się samochodem do Straconki, by zaczerpnąć wody ze źródełka Walczoka. Wracając do domu uległ namowie żony, aby zatrzymać się na zakupach w dyskoncie popularnej sieci przy ulicy Żywieckiej.
- Na wjeździe na parking jest ogromna dziura, o której wiedziałem. Tego dnia jednak musiałem ustąpić pierwszeństwa i ominąć starszą panią, która szła parkingiem i wpadłem do dziury. Zaparkowałem, rozejrzałem się - opona była cała więc zadowolony udałem się do sklepu. Wyjeżdżając niechcący znów zawadziłem o dziurę, tym razem lewym kołem. Na drodze wydawało się wszystko w porządku, tylko zastanawiało mnie, dlaczego kierowcy jadący z naprzeciwka migali mi światłami - opisuje.
Dopiero kolejnego dnia zauważył, że tył auta jest niejako zapadnięty. Felga wystawała nawet poza obrys karoserii. - Odkręciłem koło, ale nie zlokalizowałem usterki. Udałem się do mechanika, który przekazał mi, że uszkodzona została tylna belka i konieczna jest jej wymiana. Koszt 1300 zł - wylicza pan Marian.
Za stan i szkody odpowiada zarządca
Z problemem, jak mogłoby się wydawać, został sam. Nie wiedział, gdzie się zwrócić w sprawie dziury w asfalcie, której nie powinno się tam być. - Dzwoniłem na straż miejską, powiedzieli, że nie mam świadków. W takim razie gdzie szukać pomocy? Jak to jest, że opłaty pobierają, a parking jest tak dziurawy, że można poważnie uszkodzić auto? - pyta mieszkaniec. W Spółdzielni Mieszkaniowej Złote Łany usłyszeliśmy, że nieruchomość nadal jest dzierżawiona. Zarządza nią prywatna firma w imieniu Biedronki.
- Każdy zarządca parkingów, bez znaczenia czy w to w formie dzierżawy, czy na innych warunkach, posiada wynikające z tego faktu prawa i obowiązki. Prawem zarządcy jest to, że może stworzyć własny regulamin, wprowadzić własną organizację ruchu na zarządzanym terenie, ale do jego obowiązków należy, aby bez względnie zadbać o oznakowanie czy brak dziur - tłumaczy Marcin Burdziński, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg w Bielsku-Białej. - Za zjazdy na drogi publiczne również odpowiada zarządca terenu. To do niego należy się zwrócić w pierwszej kolejności w sytuacji gdy uszkodzimy pojazd - dodaje.
Gdyby do uszkodzenia doszło na drodze publicznej, wówczas odpowiedzialność ponosiłby MZD. W takich sytuacjach kierowcom, którzy domagają się odszkodowania przekazywana jest polisa ubezpieczeniowa. MZD jak najszybciej stara się też przeszkodę usunąć, aby zapobiec kolejnym odszkodowaniom.
xxx
Nasza redakcja pytania o stan parkingu przy dyskoncie na ulicy Żywieckiej przekazała do firmy zarządzającej terenem. Było to ponad miesiąc temu. Pytaliśmy m.in. czy zarządca parkingu planuje wykonać jakikolwiek remont. Odpowiedzi dotychczas nie otrzymaliśmy. Dziurą też nikt się nie zainteresował.
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
68 26