Od pięciu lat mieszka w Japonii i w wolnym czasie pisze książki. Niedawno zadebiutowała powieścią „Gilbert” - to historia gangstera o miękkim sercu, a akcja książki toczy się w brutalnych latach 30. w Chicago. Skąd inspiracja na taką książkę? Kinga Fukusmina zdradza, że inspiracją była wciągający klimat gry komputerowej.

- Jak doszło do tego, że przeprowadziła się pani do Japonii?

Kinga Fukushima: Ja ogólnie z Japonią mam wiele wspólnego już praktycznie od podstawówki. Gdzieś ta Japonia zawsze się przewijała w moim życiu i potem to mnie zawsze interesowało. Aż nie podeszłam do tego już naprawdę na poważnie, zaczęłam się uczyć języka, poszłam na studia. Przy okazji przez internet poznałam mojego męża, który gdzieś tam mnie uczył tego języka, zapoznawał z kulturą. Po skończeniu studiów wyszłam za mąż i przeprowadziłam się do Japonii. Zaczynam powoli się klimatyzować z krajem (...).

- Na co dzień zajmuje się pani pracą w branży odzieżowej i pisarstwem. Skąd ta pasja u pani?

Ta Japonia i pisarstwo gdzieś tam na zmianę się zawsze przewijało. Pisarstwo też już w podstawówce się zaszczepiło, bo to były czasy, że się opowiadania pisało w internecie. Każdy chciał stworzyć swoją własną historię i poczułam, że też chcę coś przekazać. Pisałam mnóstwo opowiadań. (...)

- Książka jest tematem naszego spotkania. Powieść osadzona jest w latach 30. w Chicago. Klimaty mafijne, do tego mroczna przeszłość bohatera i romans rodem ze starych filmów. Skąd taka inspiracja?

Kiedyś powstała taka gra - Mafia. To była jedna z pierwszych gier, w które grałam. Pomimo tego, że miałam pięć, sześć lat, to już tam naparzałam mocno i ta gra te lata 30. we mnie mocno zakorzeniła. Bardzo, bardzo lubię ten świat, lubię go poznawać. No i Chicago. O Chicago się zaczęłam uczyć w 2020 roku, zaczęłam poznawać miasto, jak ono wyglądało w tych latach. Potężne badania tutaj były przeprowadzone.

- Czy w dzisiejszych czasach z pisania książek da się żyć?

To jest dobre pytanie. Pisarz, który mógłby powiedzieć, że da się wyżyć z książek, to musiałby być to pan Mróz na przykład albo pani Bonda. To są już pisarze z wyższych półek i wydaje mi się, że oni mogą powiedzieć z czystym sercem, że tak, da się wyżyć z książek. Niestety do pisarstwa, to trzeba mieć jednak jakąś pracę dodatkową, bo z pisania, żeby wyżyć, to trzeba naprawdę dobrze się postarać (...).

Rozmawiał: Adam Kanik