W sobotę miała miejsce 81. rocznica akcji Kutschera, w której z rąk żołnierzy Armii Krajowej zginął „kat Warszawy”. Nie doszłoby do zgładzenia Franza Kutschery, gdyby nie konspiracyjna praca Aleksandra Kunickiego - szefa komórki wywiadu „Pegaza”, który wpadł na trop wysokiego dowódcy SS. Kunicki po wojnie pracował w Bielska-Białej, gdzie zmarł w 1986 roku. Po śmierci spoczął na cmentarzu w Kozach.

To była najważniejsza zakończona sukcesem akcja wymierzona w wysokiego funkcjonariusza niemieckiego aparatu terroru, która została przeprowadzona przez AK w czasie II wojny światowej na terenie Generalnego Gubernatorstwa. 1 lutego 1944 roku w alejach Ujazdowskich zgładzony został Franz Kutschera.

Do zamachu na „kata Warszawy” nie doszłoby, gdy nie działalność Aleksandra Kunickiego. „Rayski” odpowiadał za rozpracowanie Kutschery, nad czym pracował przez kilka tygodni. Dzięki jego obserwacjom ustalono, gdzie mieszka oraz pracuje szef SS i policji w dystrykcie warszawskim. Kutschera codziennie rano przemieszczał samochodem z kierowcą liczącą blisko 200 metrów trasę z domu do pracy. 

Aleksander Kunicki jako szef komórki wywiadu nie brał udziału w akcji bojowej. W tej uczestniczyło kilkanaście osób,  tym trzy kobiety, z których najmłodsza miała tylko 14 lat - ich rolą było zasygnalizowanie momentu, w którym samochód z Kutscherą ruszy spod domu. Na wysokości siedziby SS na nazistowskiego zbrodniarza czekała już grupa bojowa „Pegaza”, której zadaniem było wykonanie wyroku śmierci. 

Akcja Kutschera jest najsłynniejszą, ale jedną z kilku, w których śmierć poniósł nazistowski zbrodniarz, a wielki wkład w ich rozpracowanie miał Aleksander Kunicki. „Rayski” po wojnie powrócił do Kóz, gdzie mieszkał od lat 20. i podjął pracę w Bielsku-Białej. Jego nazwiskiem nazwana została przecznica od ulicy Bohaterów Warszawy. Kunicki zmarł w 1986 roku, jest pochowany na cmentarzu w Kozach.

bak

Na zdjęciu: pamiątkowy głaz w miejscu, gdzie AK wykonała wyrok śmierci na Franzu Kutscherze