Kuria bielsko-żywiecka musi zapłacić 400 tys. zł tytułem zadośćuczynienia na rzecz Janusza Szymika, który jako ministrant w latach 80. był wykorzystywany seksualnie przez proboszcza w Międzybrodziu Bialskim. Czy jest zadowolony z wyroku? Co powiedziałby swojemu oprawcy? - Chciałbym mu powiedzieć jego słowami, tak jak zawsze mówił do wiernych, że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy - mówi.

- Jakie uczucie panu towarzyszy w sytuacji, gdy po kilku latach kończy się taki emocjonalny dla pana proces sądowy?

Janusz Szymik: Proces trwa już ponad 3,5 roku. Został teraz wydany wyrok sądu okręgowego. To jest wyrok w pierwszej instancji, który podlega jeszcze apelacji, także nie jesteśmy tutaj jeszcze na finiszu ostatecznego werdyktu w tej sprawie. Moje uczucie jest takie, że jestem spokojny. Dużo rzeczy zostało udowodnione. Sama materia tej sprawy jest bardzo skomplikowana. Mamy tu do czynienia z gwałtami sensu stricto proboszcza parafii, jak również wieloletnim tuszowaniem tej kwestii przez jego ekscelencję ówczesnego biskupa bielsko-żywieckiego Tadeusza Rakoczego. Także to są dwa różne przestępstwa, które podlegają ocenie sądu.

- Zadośćuczynienie finansowe jest dla pana w tej sprawie symbolicznym aktem sprawiedliwości, czy traktuje pan to w inny sposób?

Zadośćuczynienie finansowe jest takie symboliczne i uważam, że ono tutaj w tym wypadku jest o wiele za niskie. Będziemy się zastanawiać, czy będziemy też tej kwestii apelować, bowiem to dotyczy 20-letniego okresu tuszowania tych przestępczych czynów przez bp. Tadeusza Rakoczego, a więc jeżeli podzielimy tę sumę - 400 tysięcy przez te 20 lat, no to wychodzi rocznie kwota grubo poniżej 20 tysięcy, a więc to taka symboliczna kwota, patrząc na to, jaki długi okres ona obejmuje. Zadośćuczynienie powinno jakby przeciwdziałać, być jakąś taką formą też prewencji, że tego typu postawa biskupów nie będzie się opłacać poszczególnym właśnie hierarchom i diecezjom.

- Czy jest coś, co po zakończeniu pierwszej de facto sprawy sądowej chciałby pan powiedzieć swojemu oprawcy po tych latach?

Chciałbym mu powiedzieć jego słowami, tak jak zawsze mówił do wiernych, że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy i że wreszcie odpowiedzialność i sprawiedliwość również w tym zakresie tutaj nastąpi i po prostu zostanie wyrównany rachunek krzywd. Czekałem długie lata, aż ta sprawa zostanie osądzona. Od złożenia po raz pierwszy do biskupa Rakoczego minęło ponad 30 lat.

- Zakończony proces sądowy pomoże zamknąć ten rozdział w życiu, czy dalej jest to u pana otwarta rana?

On zamknie przeszłość, natomiast na przyszłość dalej się będę zmagał pewnie ze stresem pourazowym. Te wszystkie wspomnienia tamtych lat nigdy nie znikną. One całe życie będą mi towarzyszyć i po prostu pewnie dokończę żywota myśląc o tym wszystkim, co mnie spotkało.

ak