Były policjant komentuje zachowanie podejrzanego. Ta sprawa przypomina zaginięcie Ewy Tylman
Mijają dwa tygodnie od zaginięcia 24-latki z Czechowic-Dziedzic. Służby mają podejrzanego, który przyznał się do jej zabójstwa, ale nie mają kluczowego dowodu w postaci ciała. Nie mogą więc ustalić wszystkich okoliczności, które będą miały koronne znaczenie dla jego ukarania przed sądem. - Można sobie wyobrazić sytuację, że potencjalny sprawca przyznaje się do zabójstwa, ale ukrywa okoliczności, aby uzyskać dla siebie jak najniższy wymiar kary - tłumaczy były policjant. Jak pokazała sprawa śmierci Ewy Tylman z Poznania, czas gra na korzyść podejrzanego.
Czytaj także: Wznowili działania w stawie. Elitarna grupa płetwonurków rozpoczyna poszukiwania - foto
Czytaj: Adwokat rodziny zaginionej 24-latki zabiera głos. Krytykuje działania i opieszałość służb - foto
Zakrojonej na tak dużą skalę akcji poszukiwawczej nie pamiętają osoby od lat pracujące w bielskiej policji. - Trudno odnieść tę sprawę do jakichś innych z ostatnich lat - mówi w rozmowie z portalem były oficer prasowy Roman Szybiak, który jest aplikantem w Kancelarii Prawnej Kaplita Greń w Bielsku-Białej.
Nie mają kluczowego dowodu
- Jedyne podobne przypadki, które można przywołać, to zaginięcie mieszkanki Buczkowic z 2018 roku i sprawa zabójstwa ciężarnej mieszkanki Bielska-Białej, do której doszło rok później i której zabójstwo udowodniono jej mężowi. W pierwszym przypadku poszukiwania zakończono dopiero po dwóch latach, kiedy odnaleziono szczątki zaginionej. W drugim policja bardzo szybko zatrzymała męża, który zgłosił zaginięcie, a od pierwszych chwil śledczy mieli tzw. nosa. Podejrzenia okazały się słuszne, gdyż kilkadziesiąt kilometrów od miejsca zbrodni przypadkowy spacerowicz odnalazł ciało, a później odnaleziono inny koronny dowód w postaci dyktafonu i zapisanego w nim nagrania - przypomina tamte sprawy były policjant.
Roman Szybiak zwraca uwagę, że od momentu zatrzymania podejrzanego służby intensywnie przeszukiwały akwen. - Jeśli faktycznie doszło do zbrodni, to odnalezienie zwłok to najważniejsze zadanie dla śledczych. Ewentualny zarzut, o jaki może zostać oskarżony, może być bowiem bardzo różny - tłumaczy.
Przyznał się, ale celowo kłamie?
- To, co potocznie nazywamy morderstwem, może przybrać różną kwalifikację prawnokarną - od nieumyślnego spowodowania śmierci, którego nie można wykluczyć, po zabójstwo w tzw. afekcie, które kodeks karny opisuje jako zabicie człowieka pod wpływem silnego wzburzenia, przez tzw. zwykłe zabójstwo, aż po jego kwalifikowane formy, czyli pozbawienie człowieka życia ze szczególnym okrucieństwem.
Czy podejrzany o zabójstwo myli tropy i celowo wprowadza śledczych w błąd? - Można sobie wyobrazić sytuację, że potencjalny sprawca przyznaje się do zabójstwa, ale ukrywa okoliczności, aby uzyskać dla siebie jak najniższy wymiar kary. Nie wiadomo, czy istnieje jakieś narzędzie zbrodni i czy zostało przez śledczych odnalezione. Bez kluczowego dowodu, jakim jest ciało, a w zasadzie sekcja zwłok, która ujawni bezpośrednią przyczynę zgonu, oskarżenie o zabójstwo może być bardzo trudne dla śledczych. Im później zostanie ono odnalezione, tym trudniej będzie ustalić przyczynę i mechanizm zgonu - dodaje były policjant.
Im później, tym trudniej odtworzyć
Prowadzone działania i charakter sprawy przypomina naszemu rozmówcy śledztwo ws. zaginięcia Ewy Tylman z Poznania sprzed blisko dekady. Adam Z. początkowo przyznał się do zabójstwa koleżanki. Potem jednak odwołał zeznania i tłumaczył, że zmusili go do nich policjanci. Ciało wyłowiono z Warty po wielu miesiącach i biegli nie byli w stanie ustalić przebiegu i mechanizmu zgonu. Proces miał więc poszlakowy charakter i do dziś nie zapadł prawomocny wyrok. Trzeci raz ogłoszony ma zostać końcem stycznia.
- Stąd taka intensyfikacja działań prowadzonych przez różne wyspecjalizowane służby, które dysponują dzisiaj psami tropiącymi, psami wyszkolonymi do wyszukiwania zapachu zwłok czy nowoczesną elektroniką. Przeszukiwane są miejsca, gdzie odnalezienie 24-latki jest najbardziej prawdopodobne, nie tylko na podstawie tego co powiedział śledczym podejrzany, ale całego zebranego materiału dowodowego i wykorzystaniu przywołanych metod i form poszukiwań. Całość komplikują i utrudniają zimowe warunki atmosferyczne, a każde działania, jeśli nie przynoszą skutku, muszą jednak kiedyś zostać zakończone.
Trzy poziomy poszukiwań zaginionych
Były policjant odnosi się także do kwestii, gdy na początkowym etapie, policja nadała sprawie zaginięcia tzw. II poziom. Brat zgłosił je w niedzielę, choć 24-latka ostatni raz widziana była w piątkowy wieczór.
- Kwestię poszukiwań reguluje zarządzenie KGP, które dzieli osoby zaginione, a w zasadzie rodzaje poszukiwań, według trzech poziomów. To, jakie policja podejmuje kroki po przyjęciu zgłoszenia o zaginięciu, zależy przede wszystkim od informacji przekazanych przez rodzinę oraz okoliczności zaginięcia, biorąc pod uwagę czy jest to pierwsze, czy kolejne opuszczenie miejsca zamieszkania przez zaginionego.
- Pierwszy, najwyższy poziom poszukiwań dotyczy osoby, „której zaginięcie związane jest z realnym, bezpośrednim występowaniem zagrożenia dla jej życia, zdrowia lub wolności, dla którego ratowania wymagane jest bezpośrednie i natychmiastowe podjęcie czynności poszukiwawczych z zaangażowaniem znacznych sił i środków ze strony policji”. Drugi poziom poszukiwań, a z tego co wiemy, do tego poziomu zakwalifikowano poszukiwania 24-latki, dotyczy osoby, której zaginięcie związane jest z uzasadnionym podejrzeniem wystąpienia ryzyka zagrożenia dla jej życia, zdrowia lub wolności - mówi Roman Szybiak.
Najwyższy poziom wszczyna alarm
Różnice pomiędzy pierwszym a drugim poziomem są niewielkie. - W rzeczywistości, co mogę powiedzieć na podstawie własnych doświadczeń ze służby, czynności, jakie wykonuje policja niemal zawsze są tak samo szerokie i tak samo intensywne, nawet jeśli od zaginięcia upłynął pewien czas i to bez względu na przyjęty poziom poszukiwań - zapewnia nas były policjant, który w służbie był przez blisko 20 lat.
- Praktyczna różnica w prowadzonych poszukiwaniach jest taka, że przy pierwszej kategorii zaginięcia komendant, czy to komisariatu, czy komendy, ogłasza alarm, który ma miejsce zwykle tylko wtedy, gdy zaginie małe dziecko lub ktoś deklarujący myśli samobójcze. W obydwu poziomach poszukiwań rozsyła się wizerunek zaginionej do policjantów, rejestruje osobę, tak aby ustalić jej miejsce pobytu, sprawdza możliwe miejsca przebywania, szpitale, dworce, rozpytuje taksówkarzy, rodzinę, przyjaciół i znajomych, a jeśli zaginiona osoba znika wraz z telefonem, to lokalizuje się urządzenie, przegląda i zabezpiecza monitoringi czy publikuje wizerunek w mediach. Znaczna część działań ma charakter niejawny, dlatego też nie można mówić o wszystkich formach i metodach poszukiwań jakie są wykorzystywane - wyjaśnia były policjant.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
38 14Komentarze 2
