W środę policja i ratownicy nie przeczesywali już stawu Błaskowiec, w rejonie którego, psy policyjne zgubiły trop zaginionej 24-latki. Jak mówi w rozmowie z naszą redakcją właściciel stawu, w dniu zniknięcia czechowiczanki zbiornik był skuty lodem. Czy śledczy biorą pod uwagę spuszczenie wody z akwenu i odsłonięcie dna?

Czytaj: Patrol i dron nad stawem. To przygotowania do wznowienia poszukiwań w wodzie? - foto

Taka informacja pojawiła się w środę w mediach. Nasza redakcja skontaktowała się z właścicielem stawu, czy brany jest pod uwagę taki scenariusz i czy ktoś kontaktował się z nim w tej sprawie.

- Nikt się ze mną nie kontaktował w sprawie opróżnienia zbiornika, a czytam już na swój temat jakieś nieprawdopodobne historie, że ja oczekuję jakieś gigantyczne pieniądze. Jak można tak pisać, skoro żadnych rozmów z policją nie było? - pyta właściciel stawu. Czy brane jest pod uwagę nakazanie spuszczenia wody w stawie? - Policja się powinna ze mną skontaktować konkretnie i wtedy będziemy z policją rozmawiać. Do tej pory dzwonił tylko pan dzielnicowy. Pytał, czy mogą prowadzić poszukiwania na stawie. Myśmy, bo prowadzę działalność z synem, się zgodzili, że oczywiście mogą szukać - mówi właściciel stawu.

I dodaje, że nie będzie miał nic przeciwko spuszczeniu wody, ale chce gwarancji, że nie zostanie z tym wszystkim sam. - Spuścimy wodę, a potem z problemem zostaniemy sami. Jeżeli ryby padną to logicznym jest, że jakieś odszkodowanie musiałoby zostać uwzględnione. Zresztą już teraz boję się, co będzie z rybą. Jeździły tam motorówki, łamały lód. Ja nie mam nic przeciwko poszukiwaniom, ale boję się, że wiosną, w kwietniu, kiedy się ociepli, to ryba może zacząć padać. A wtedy już nikt o tych działaniach nie będzie pamiętał. Poza tym ponowne napełnienie takiego stawu też nie jest takie proste - mówi.

W stawie prowadzona jest produkcja ryb - aktualnie znajduje się w nim około 10 ton ryb. - Prowadzony jest tam normalny cykl produkcyjny. Prowadzimy tam naszą działalność, my z tego żyjemy po prostu.

Według właściciela opróżnienie całego stawu zajęłoby około 10 dni, może więcej. - Tak mi się przynajmniej wydaje, bo nigdy żeśmy tak szybko nie opuszczali takiego stawu. On jest dosyć płytki, więc po około 5-6 dniach powinno pokazać się dno z tyłu stawu przy garażach właśnie - dodaje właściciel stawu.

Podczas rozmowy, mężczyzna zwrócił naszej redakcji uwagę, że w dniu zaginięcia 24-latki staw był skuty lodem. - Nie wiem, czy ktokolwiek zakłada taką ewentualność. Bo, żeby coś schować pod lodem, trzeba wyrąbać jakąś dziurę. A nogami czy rękami raczej nie dałoby się tego zrobić… - kończy.

O to, czy rozważane jest opróżnienie zbiornika, zapytaliśmy służby. Z odpowiedzi nie wynika, by taki wariant obecnie był rozpatrywany. Działania dziś po południu są kontynuowane w obecnej formie.

aj