Sąd w Bielsku-Białej ogłosił wyrok. Kuria musi zapłacić odszkodowanie ofierze księdza pedofila - foto
Kuria bielsko-żywiecka musi zapłacić 400 tys. zł zadośćuczynienia ofierze księdza pedofila. Janusz Szymik wyrok ogłoszony dziś przez Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej przyjął z umiarkowanym zadowoleniem. Zapowiada apelację. - Ksiądz proboszcz wykorzystał swoją pozycję duchownego, osoby publicznej, mającej autorytet małoletniego ministranta i działającego w grupie oazowej powoda, który miał wielkie zaufanie tak jak jego rodzice do osoby duchownej - uzasadniała wyrok sędzia.
Proces w tej sprawie trwał od 2022 roku. Przesłuchiwany był m.in. biskup Roman Pindel i emerytowany biskup Tadeusz Rakoczy. Koniecznie było powołanie biegłych. Opinie te miały wykazać, że Janusz Szymik cierpi na zespół stresu pourazowego w wyniku działań ks. Jana W., który był sprawcą molestowania.
Dziś w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej ogłoszono wyrok w sprawie cywilnej. Kuria bielsko-żywiecka musi zapłacić Januszowi Szymikowi kwotę 400 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Wyrok nie jest prawomocny.
- Nie ulega wątpliwości, iż powód, wówczas małoletni, w latach 1984-1989 został wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez księdza proboszcza w Międzybrodziu Bialskim - mówiła sędzia Marzena Buszka. Ksiądz wykorzystał swoją pozycję duchownego, osoby publicznej, mającej autorytet małoletniego ministranta.
Dodała jednak, że to arcybiskup archidiecezji krakowskiej kardynał Franciszek Macharski w 1984 roku mianował księdza Jana W. proboszczem w Międzybrodziu Bialskim. Diecezja bielsko-żywiecka powstała z kolei 25 marca 1992 roku. Utworzenie nowej diecezji spowodowało, że wszyscy księża pełniący posługę na terenie objętym zmianami w sposób automatyczny stali się podległymi nowo powstałej diecezji.
- Nie ulega wątpliwości, że ksiądz Jan W. był proboszczem parafii św. Marii Magdaleny w Międzybrodziu Bialskim od 1984 roku aż do 2014 roku. Nie ulega wątpliwości, że zebrany w sprawie materiał dowodowy i powód zgłaszał w 1993 roku i w 2007 roku. Brak reakcji biskupa Tadeusza Rakoczego powodował, że powód, który zamieszkiwał w tej miejscowości, zmuszony był do codziennego uczestnictwa we mszy właśnie w tym kościele i do widywania się z księdzem W. podczas uroczystości kościelnych. Dla powodu były to spotkania bolesne, trudne emocjonalnie i przypominały mu o znanej z dzieciństwa traumie - mówiła sędzia.
Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej podkreślił, że stosowne działania w ramach postępowania administracyjno-kościelnego zostały faktycznie podjęte dopiero przez nowego biskupa Romana Pindla w 2014 roku. To w 2014 roku doszło do zawieszenia Jana W. w czynnościach proboszcza, nakazania mu opuszczenia parafii, a następnie na skutek postępowania kościelnego doszło do ukarania Jana W. przez Watykan.
Rozstrzygając o wysokości zadośćuczynienia, sędzia miała na uwadze, iż jego wysokość powinna reprezentować ekonomicznie odczuwalną wartość, powinna być utrzymana w rozsądnych granicach i być dostosowana do aktualnych warunków majątkowych społeczeństwa. Stąd kwota 400 tys. zł.
- Spodziewałem się trochę innego rozstrzygnięcia. Sąd uznał tylko za zasadne wzięcie odpowiedzialności diecezji za zaniechania biskupa Tadeusza Rakoczego. Zobaczymy, jak do tego podejdziemy. Najprawdopodobniej złożę apelację w tym zakresie. Uważam, że tak jak powiedział kardynał Stanisław Dziwisz, że to nie jest jego sprawa, że to jest sprawa bielska. Nawet kardynał był na stanowisku, że to sprawa diecezji bielsko-żywieckiej, a nie sprawa archidiecezji krakowskiej - mówił o wyroku Janusz Szymik.
- Każdy dzień przez te trzy lata był przesiąknięty stresem, ustawicznym myśleniem, czy w ogóle da się to wszystko udowodnić. Dla mnie to może jest pocieszające to, że wszystkie winy, przestępstwa, jakich dopuścił się na mojej osobie Jan W., zostały bezsprzeczne udowodnione. De facto dzisiaj jest najważniejszy dzień w moim życiu. Myślę, że jeszcze trochę pożyjemy i dojdziemy do wyroku ostatecznego - dodawał.
ak
Oceń artykuł:
72 36Galeria:
Komentarze 14



