Detonowane materiały nie wymagały posiadania zezwolenia, a eksplozja nie stanowiła zagrożenia dla życia, zdrowia czy mienia - to główne ustalenia Prokuratury Rejonowej w Cieszynie, które umorzyła dochodzenie po silnej eksplozji w Mnichu. Sam pokaz był właściwie zabezpieczony poprzez tzw. posterunki, a osoba detonująca powiadomiła policję, choć początkowo błędnie zadzwoniła na komisariat w Pawłowicach. Wybuch mocno przestraszył mieszkańców dwóch powiatów, ale jak stwierdził biegły, huk eksplozji mógł zostać spotęgowany... wysoką wilgotnością powietrza.

Decyzja o umorzeniu dochodzenia podjęta została dziesięć miesięcy po zdarzeniu, do którego doszło 19 lutego. Tego dnia w godzinach późno popołudniowych silny huk i łuna światła wzbudziła duże przerażenie wśród mieszkańców miejscowości z pogranicza powiatu cieszyńskiego i bielskiego, bo potężna eksplozja była słyszana w promieniu kilkunastu kilometrów. Rozdzwoniły się telefony do służb.

Na miejsce sprowadzono kontrterrorystów

Policja w Bielsku-Białej dopiero na drugi dzień ustaliła, że miał miejsce pokaz pirotechniczny. Ten zlecił Youtuber, który w Mnichu nagrywał jeden z tzw. challengów. Sprawca całego zamieszania wspólnie z nastolatką zza szyby postawionej budki obserwowali potężną detonację. Sebastian „Czvjnik” Czajewski kilkanaście godzin po silnej eksplozji w mediach społecznościowych bagatelizował sprawę i chwalił się, że „zdetonował największe TNT na świecie”. Do dziś film z wybuchem obejrzano już 1,5 mln razy.

Postępowanie w związku ze zdarzeniem wszczęła Prokuratura Rejonowa w Cieszynie. Śledczy przeprowadzili m.in. oględziny na miejscu zdarzenia, na które sprowadzono m.in. policjantów z zespołu pirotechnicznego kontrterrorystów z Katowic. Zabezpieczono m.in. zapisy rozmów oficera dyżurnego Komisariatu Policji w Strumieniu z osobą wykonującą pokaz, czy zabezpieczono dokumentację techniczną i organizacyjną ws. prowadzenia prac z użyciem materiałów wybuchowych przeznaczonych do użytku cywilnego.

Kluczowa dla ostatecznych losów dochodzenia była opinia biegłego, który ocenił zebrany materiał i wydał ją początkiem grudnia. Osoba wykonująca pokaz posiadała stosowne kwalifikacje i niezbędne pozwolenie, które wydał Wojewoda Zachodniopomorskiego oraz zaświadczenie wydane przez Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia w Zielonce, które również potwierdzało przygotowanie zawodowe do wykonywania prac związanych z dostępem do materiałów wybuchowych przeznaczonych do użytku cywilnego.

Zadzwonił na zły komisariat policji

Samo wykorzystanie materiałów pirotechnicznych zostało poprzedzone wymaganym zgłoszeniem, które osoba detonująca ładunki złożyła w dniu pokazu ok. godz. 12.50. Mężczyzna najpierw błędnie zgłosił się do Komisariatu Policji w Pawłowicach, ale zawiadomienie to w późniejszym czasie przekazano do najbliższego miejscu zdarzenia Komisariatu Policji w Strumieniu. Pirotechnik jeszcze kilkukrotnie kontaktował się z policją, informując telefonicznie o opóźnieniu w realizacji detonacji materiałów pirotechnicznych, która początkowo planowana była w godz. 13.00-16.00 (do eksplozji doszło ok. godz. 18.00).

Osoba detonująca materiały wybuchowe - zgodnie z wymogami ustawy - wykonała pełną dokumentację techniczną oraz organizacyjną prowadzenia prac. Powołany przez prokuraturę biegły potwierdził także, że w Mnichu doszło do detonacji ładunków pirotechnicznych, którymi były tzw. emitery dźwięku. Było to łącznie 85 sztuk ładunków o masie 4,5 gram każdy, które zostały połączone szeregowo przy pomocy zapłonników pirotechnicznych klasy P1. W pokazie wykorzystano również system do zdalnego odpalania fajerwerków oraz paliwo w postaci alkoholu izopropylowego. Łącznie zdetonowano blisko 400 gram materiałów wybuchowych, które są łatwo dostępne i reklamowane jako „zapewniające niezapomniane przeżycia hukowe”.

Do emiterów i tak nie potrzeba zezwolenia

W uzasadnieniu umorzenia dochodzenia wskazano, że materiały pirotechniczne o klasie P1 to wyroby, które podczas działania charakteryzują się „niskim stopniem zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi, mienia oraz środowiska” i nie jest wymagane uzyskanie pozwolenia na nabywanie, przechowywanie lub używanie takich materiałów. Zdaniem prokuratury, takie ustalenia wskazują, że pokazu pirotechnicznego ani związanych z nim czynności sprawczych nie sposób traktować jako wyczerpującego znamiona występku z art. 63c ustawy z dnia 21 czerwca 2002 r. o materiałach wybuchowych przeznaczonych do użytku cywilnego.

- W czasie przedmiotowego zdarzenia nie używano bowiem materiałów, na użycie czy też posiadanie których wymagane jest pozwolenie. Dokonując prawno - karnej oceny zdarzenia będącego przedmiotem tego dochodzenia należy nadto stwierdzić, że nie wyczerpywało ono również znamion przestępstwa z art. 163 § 2 kk w zw. z art. 163 § 1 pkt 3 kk. (nieumyślnego sprowadzenia zdarzenia, które zagraża wielu osób - red.) - mówi zastępca prokuratora rejonowego Piotr Grosicki, który nadzorował dochodzenie.

Były posterunki z łącznością radiową

- Prace związane z pokazem pirotechnicznym prowadzono w sposób wykluczający zagrożenie dla życia czy zdrowia ludzi, jak też w sposób wykluczający zagrożenie dla mienia. Wszelkie czynności związane z przygotowaniem miejsca detonacji oraz z samą detonacją prowadzone były przez przedsiębiorcę posiadającego zezwolenie na używanie materiałów wybuchowych przeznaczonych do pokazów pirotechnicznych, posiadającego w tym zakresie kwalifikacje oraz na podstawie właściwej dokumentacji technicznej i organizacyjnej a teren, na którym wykonywano prace z użyciem materiałów wybuchowych, był odpowiednio oznakowany tablicami ostrzegawczymi - dodaje śledczy z prokuratury w Cieszynie.

- Dodatkowo, teren zabezpieczono przed dostępem osób postronnych poprzez wystawienie posterunków z łącznością radiową. Taki sposób przygotowania miejsca zdarzenia oraz przeprowadzenia kontrolowanej detonacji materiałów pirotechnicznych wykluczał zatem zagrożenie życia lub zdrowia wielu osób lub zagrożenie mienia w wielkich rozmiarach - dekompletując znamiona tego występku - mowi prokurator.

A potężny huk i strach mieszkańców? W opinii biegły stwierdził, że odgłos eksplozji mógł być spotęgowany panującymi tego dnia warunkami atmosferycznymi, a w szczególności wysoką wilgotnością powietrza.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]

Zdjęcia: kadry z filmu „Pokonaj 7 Wyzwań aby Wygrać $50,000!”, kanał Czvjnik/YouTube